Poprawił plecak na ramieniu i rozejrzał się po pustym wnętrzu. Jego głos niemal rozniósł się echem po ścianach. Niemal, bo było tu za dużo mebli, żeby mogło się tak wydarzyć. Ciemno. Pusto. Jak miasteczko-widmo, do którego zapomniały zaglądać żywe stworzenia. Zapomniały, a jednak był tutaj historyk, jednak miejsce było popularne, jednak życie się tutaj kręcić musiało. I to całkiem niedawno, bo kiedy przejechał palcem po blacie nie widział żadnych oznak większej ilości kurzu, na podłodze nie było śladów po zlepionym od wilgoci brudzie. Bo było wilgotno. Nieprzyjemna atmosfera tego miejsca powinna w nim wzbudzać dreszcze, albo chociaż cień jakiejś emocji, ale tak się nie działo. Niepokoiła go tylko cisza. Ta głucha, pusta cisza.
- Nic bardzo ciekawego. Korespondencja przyjęć, rezerwacji miejsc. Dużo odwołanych na sierpień. - Przekładał kolejne listy, niektóre otwierał, inne odrzucał od razu, takie jak rachunki, chociaż na jeden z nich spojrzał, żeby ocenić, czy trzymały się normy, czy może fiksowały w jakimś kierunku. Nie był specjalistą w dziedzinie duchów, ale obecności poltergeistów potrafił wariować elektroniką mugoli, a to musiało się jakoś przełożyć na rachunki. Przesunął wzrokiem po jednym, drugim, ale odłożył je na miejsce. Dokładnie w to samo miejsce, gdzie wszystko się znajdowało. Tak jak i przesunął księgę, którą przeglądała Victoria. A kiedy przypadkiem dotknął jej dłoni, to przeszedł go dreszcz. Jakby prąd przeleciał przez jego ciało. Wrażenie tak przyjemne, że podniósł na nią spojrzenie - tylko w pierwszej chwili zdziwione. Bo w drugiej jego szare oczy zaczęły się w nią wpatrywać przez moment jak zahipnotyzowane. Tak, była urodziwą kobietą, ale dopiero teraz pomyślał o niej w zupełnie nowej kategorii. Może to wina tego mdłego oświetlenia? Nastroju, gdy wszystko wokół zdawało się martwe, nawet wiatr, a ona była tu jedyną żywą? Nie, to nie to. Ona była po prostu zjawiskowa. Bardzo leniwie i powoli zaczął odsuwać tę księgę, żeby ją odłożyć na miejsce, nie do końca potrafiąc oderwać od niej wzrok nawet kiedy wychodzili z tego budynku. Nawet się o to nie starał. Wpatrywał się w nią dokładnie tak, jak spogląda się na obraz, który pochłania twoją duszę.
Dopiero kiedy znaleźli się pod domkiem Bagshota odwrócił od niej spojrzenie, żeby skupić je na tym miejscu. Dalej - cicho. Ich kroki nawet ginęły w tej krzątającej się po okolicy mgle.
- Człowiek, który zgłasza obecność inferiusów zostawia pusty dom i... - Zawiesił tutaj swoją opowieść nie dlatego, że miał coś do dodania. Dlatego, że tę opowieść należało o coś uzupełnić. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczając, że Victoria mogłaby czuć się winna temu, co się wydarzyło. To przecież jej wina nie była. To była wina tylko ludzkiej skłonności do destrukcji, ale na pewno nie jej. Uniósł brwi widząc brygadziste w drzwiach. - Dobry wieczór! Biuro aurorów. - Machnął odznaką, bardzo dosłownie machnął, tak jak by machnął byle babcie w recepcji, która pewnie wzięłaby ją za odznakę policyjną (Supernatural go tego nauczył). - Można? - Że wejść, rzecz jasna. Mógł przestawić gościa na bok, ale ten wydawał się stać w drzwiach, jakby jego życie od tego zależało.