16.12.2022, 01:17 ✶
- Nie do końca - powiedziała Mackenzie, obserwując, jak Regina przypatruje się nagłówkom i przebiega treść wzrokiem. Miała już opuścić rękę, godząc się z tym, że jej nie odzyska - bywała uparta w wielu sprawach, między innymi quidditchu, ale bić się o kawałek papieru nie zamierzała - kiedy gazeta została jej dosłownie wciśnięta z powrotem.
Reakcja Rowle jasno pokazywała, co ta myśli o wypisanych w gazecie rewelacjach. Przez głowę Kenzie przeszło, że być może chodziło o krew olbrzymów: myliła się w tym pewnie, ale miała wrażenie, że jeżeli komuś przeszkadza dziadek mugol, to może mu przeszkadzać także dziadek olbrzym, agresywny i niezbyt inteligentny, więc i potomkowie takich nie będą teraz bezpieczni.
Poglądy jej samej były... zapewne skomplikowane. Nigdy nie poznała żadnego mugola. Byli dla niej tylko postaciami z opowieści i z podręczników historii magii. A w bajkach zazwyczaj okazywali się głupi, kończyli wystrychnięci na dudka przez jakiegoś czarodzieja albo koniecznie chcieli spalić kogoś na stosie. Mackenzie nie żywiła wobec nic szczególnej niechęci, ale w jej umyśle istniał obraz osób niezbyt rozgarniętych, pozbawionych tak podstawowej umiejętności jak rzucanie czarów, a więc faktycznie nieco mniej wartych niż czarodzieje. (Chociaż przeczuwała, że powiedzenie czegoś takiego mogłoby się skończyć koniecznością robienia bardzo szybkiego uniku przed pięścią bardzo zagniewanej kobiety.)
Jeżeli jednak szło o czystą krew, było inaczej. Green grywała w quidditcha z mugolakami i czasem okazywali się lepsi niż czystokrwiści z dziada pradziada. Nie było więc mowy, aby ich na dzień dobry Mackenzie, dla której quidditch właśnie stanowił oś istnienia, uważała za gorszych.
Poza tym, kto wie, ile sama miała w sobie mugolskiej krwi? Podejrzenia co do ojcostwa zrodziły się w jej głowie jakiś czas temu, ale mogła się mylić.
- Dopiero je czytałam - przyznała w końcu, znów spoglądając na artykuł, na to nieszczęsne "ale", na informacje o Czarnym Panu, jego planach i zwolennikach. - To chyba nic nowego. Tacy czarodzieje. Zawsze byli. Tylko ostatnio rzadziej ogłaszali się w gazetach.
Doczytała brakujący akapit, a potem zmięła gazetę w rękach. Starając się zwalczyć ukłucie niepokoju.
- Jeśli faktycznie kogoś napadną, na pewno szybko ich aresztują.
Bo ten Manifest nie brzmiał jak nowy plan partii wyborczej, a raczej zapowiedź przejęcia władzy siłą.
Reakcja Rowle jasno pokazywała, co ta myśli o wypisanych w gazecie rewelacjach. Przez głowę Kenzie przeszło, że być może chodziło o krew olbrzymów: myliła się w tym pewnie, ale miała wrażenie, że jeżeli komuś przeszkadza dziadek mugol, to może mu przeszkadzać także dziadek olbrzym, agresywny i niezbyt inteligentny, więc i potomkowie takich nie będą teraz bezpieczni.
Poglądy jej samej były... zapewne skomplikowane. Nigdy nie poznała żadnego mugola. Byli dla niej tylko postaciami z opowieści i z podręczników historii magii. A w bajkach zazwyczaj okazywali się głupi, kończyli wystrychnięci na dudka przez jakiegoś czarodzieja albo koniecznie chcieli spalić kogoś na stosie. Mackenzie nie żywiła wobec nic szczególnej niechęci, ale w jej umyśle istniał obraz osób niezbyt rozgarniętych, pozbawionych tak podstawowej umiejętności jak rzucanie czarów, a więc faktycznie nieco mniej wartych niż czarodzieje. (Chociaż przeczuwała, że powiedzenie czegoś takiego mogłoby się skończyć koniecznością robienia bardzo szybkiego uniku przed pięścią bardzo zagniewanej kobiety.)
Jeżeli jednak szło o czystą krew, było inaczej. Green grywała w quidditcha z mugolakami i czasem okazywali się lepsi niż czystokrwiści z dziada pradziada. Nie było więc mowy, aby ich na dzień dobry Mackenzie, dla której quidditch właśnie stanowił oś istnienia, uważała za gorszych.
Poza tym, kto wie, ile sama miała w sobie mugolskiej krwi? Podejrzenia co do ojcostwa zrodziły się w jej głowie jakiś czas temu, ale mogła się mylić.
- Dopiero je czytałam - przyznała w końcu, znów spoglądając na artykuł, na to nieszczęsne "ale", na informacje o Czarnym Panu, jego planach i zwolennikach. - To chyba nic nowego. Tacy czarodzieje. Zawsze byli. Tylko ostatnio rzadziej ogłaszali się w gazetach.
Doczytała brakujący akapit, a potem zmięła gazetę w rękach. Starając się zwalczyć ukłucie niepokoju.
- Jeśli faktycznie kogoś napadną, na pewno szybko ich aresztują.
Bo ten Manifest nie brzmiał jak nowy plan partii wyborczej, a raczej zapowiedź przejęcia władzy siłą.