07.04.2024, 18:03 ✶
— Nie możesz się sama zdiagnozować — machnął gorączkowo ręką, zbywając opinię siostry na temat jej samopoczucia. — Brak kompetencji.
Jakby ją zaprowadzić do Lecznicy Dusz, to raczej zbyt szybko z niej nie wyszła. Zbyt ciekawy obiekt doświadczalny. Kto wie, może przy okazji odkryliby jakim cudem pomimo takiego zabiegania dalej potrafiła znajdować puste pola w swoim prywatnym kalendarzyku?
— Zręczność, moja droga — powiedział takim tonem, jakby to jedno słowo miało jej wszystko wyjaśnić i przy okazji przedstawić plan treningów na nadchodzące tygodnie.
Skrzywił się, gdy wytknęła mu to, jak określa przywódcę Śmierciożerców. Naprawdę? Teraz będzie się o to czepiała? Co to miało być? Jakaś próba odwrócenia jego uwagi od głównego problemu? Zrób o tym pogadankę w Strażnicy, jak już wyzdrowiejesz, skomentował bezgłośnie, mając nadzieję, że jego kąśliwość nie przebiła się na jego własną twarz.
— Twoje zgadywanki, to nie są fakty — fuknął pod nosem, sięgając machinalnie po swoją różdżkę.
Bynajmniej nie po to, aby wycelować jej końcówkę w siostrę, aby pozbawić ją przytomności, a potem związać, dopóki nie znajdzie dla niej dobrego miejsca na izolatkę w Warowni. A szkoda, bo mogło to rozwiązać parę potencjalnych problemów. Zamiast tego obrócił swoją wieloletnią przyjaciółkę z pozycji pionowej do poziomej, aby chwycić za rączkę jedną dłonią, a za jej czubek drugą. Wbrew sobie zaczął wywierać na nią nacisk, czując, jak drewno opiera się jego własnej sile; było sztywne, a nie giętkie, jak w przypadku całej masy innych różdżek ze sklepu Ollivandera.
Musiał naprawdę mocno powstrzymać się przed tym, aby nie przerwać Brennie w pół słowa. Jej tłumaczenia brzmiały sensownie, biorąc pod uwagę przepowiednię, jednak dalej były to tylko słowa wyroczni. Mnóstwo mistyków i wróżbitów mawiało, że przyszłość jest w ciągłym ruchu, a i sposób na interpretacje tego typu wskazówek od losu było mnóstwo. Cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że jest w tym jakiś sens. Podejrzewał, że użyto klątwy, która miała działać jak bogin, ale to było takie realne. Zbyt realne. Nawet boginy nie działały w ten sposób.
— Nawet jeśli sztylet jest skażony, to magia musiała na czymś oprzeć wizję. Moje zmartwienia moimi zmartwieniami, ale to co tam wyprawiałaś, brzmi aż nazbyt znajomo, nie sądzisz? — Wbił w nią chłodne spojrzenie, aby zaraz uciec wzrokiem w bok. Jego palce pocierały stare drewno, z jakiego wykonana była jego różdżka. Już sam nie wiedział, co myśleć. — Poza tym, dobrze wiemy, że w naszej krwi krąży mnóstwo darów. Twoje widmowidzenie, jasnowidzenie Morfeusza i cholera wie, co mogło przejść od nas z niezliczonych pokoleń Potterów... Może istnieć jakaś zależność między tymi wizjami a Trzecim Okiem. A kto wie, co we mnie może siedzieć? — Odrzucił głowę w tył, uderzając czubkiem głowy o parapet. Skrzywił się, zagryzając dolną wargę, żeby zapobiec głośnemu syknięciu. — Jest szansa, aczkolwiek niska, że u mnie też miało się coś objawić. Gdyby... Gdyby nie ugryzienie przez wilkołaka. To dalej może we mnie być, stłumione przez wilka do granic możliwości. Sztylet mógł wejść z tym w jakąś reakcję, a kipiąca z niego czarna magia zrobiła resztę.
Może gdyby dowiedzieli się o wyspie wcześniej, parę tygodni lub miesięcy wcześniej, jego reakcja na tajemniczą wizję, nie byłaby tak dramatyczna. Jednak teraz, gdy miał za sobą Beltane, burdel w życiu prywatnym, jaki sam sobie zgotował jedną nakrapianą nocą i nadmiar obowiązków związany z pracą i działalnością Zakonu... Był nazbyt blisko tego, żeby po prostu pęknąć. A to, co ujrzał ubiegłego dnia ,tylko podsyciło jego najgorsze przypuszczenia - jak bardzo by się nie starał, jak blisko Brenny by nie był, tak nawet on może nie zdołać ocalić jej przez samą sobą.
Jakby ją zaprowadzić do Lecznicy Dusz, to raczej zbyt szybko z niej nie wyszła. Zbyt ciekawy obiekt doświadczalny. Kto wie, może przy okazji odkryliby jakim cudem pomimo takiego zabiegania dalej potrafiła znajdować puste pola w swoim prywatnym kalendarzyku?
— Zręczność, moja droga — powiedział takim tonem, jakby to jedno słowo miało jej wszystko wyjaśnić i przy okazji przedstawić plan treningów na nadchodzące tygodnie.
Skrzywił się, gdy wytknęła mu to, jak określa przywódcę Śmierciożerców. Naprawdę? Teraz będzie się o to czepiała? Co to miało być? Jakaś próba odwrócenia jego uwagi od głównego problemu? Zrób o tym pogadankę w Strażnicy, jak już wyzdrowiejesz, skomentował bezgłośnie, mając nadzieję, że jego kąśliwość nie przebiła się na jego własną twarz.
— Twoje zgadywanki, to nie są fakty — fuknął pod nosem, sięgając machinalnie po swoją różdżkę.
Bynajmniej nie po to, aby wycelować jej końcówkę w siostrę, aby pozbawić ją przytomności, a potem związać, dopóki nie znajdzie dla niej dobrego miejsca na izolatkę w Warowni. A szkoda, bo mogło to rozwiązać parę potencjalnych problemów. Zamiast tego obrócił swoją wieloletnią przyjaciółkę z pozycji pionowej do poziomej, aby chwycić za rączkę jedną dłonią, a za jej czubek drugą. Wbrew sobie zaczął wywierać na nią nacisk, czując, jak drewno opiera się jego własnej sile; było sztywne, a nie giętkie, jak w przypadku całej masy innych różdżek ze sklepu Ollivandera.
Musiał naprawdę mocno powstrzymać się przed tym, aby nie przerwać Brennie w pół słowa. Jej tłumaczenia brzmiały sensownie, biorąc pod uwagę przepowiednię, jednak dalej były to tylko słowa wyroczni. Mnóstwo mistyków i wróżbitów mawiało, że przyszłość jest w ciągłym ruchu, a i sposób na interpretacje tego typu wskazówek od losu było mnóstwo. Cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że jest w tym jakiś sens. Podejrzewał, że użyto klątwy, która miała działać jak bogin, ale to było takie realne. Zbyt realne. Nawet boginy nie działały w ten sposób.
— Nawet jeśli sztylet jest skażony, to magia musiała na czymś oprzeć wizję. Moje zmartwienia moimi zmartwieniami, ale to co tam wyprawiałaś, brzmi aż nazbyt znajomo, nie sądzisz? — Wbił w nią chłodne spojrzenie, aby zaraz uciec wzrokiem w bok. Jego palce pocierały stare drewno, z jakiego wykonana była jego różdżka. Już sam nie wiedział, co myśleć. — Poza tym, dobrze wiemy, że w naszej krwi krąży mnóstwo darów. Twoje widmowidzenie, jasnowidzenie Morfeusza i cholera wie, co mogło przejść od nas z niezliczonych pokoleń Potterów... Może istnieć jakaś zależność między tymi wizjami a Trzecim Okiem. A kto wie, co we mnie może siedzieć? — Odrzucił głowę w tył, uderzając czubkiem głowy o parapet. Skrzywił się, zagryzając dolną wargę, żeby zapobiec głośnemu syknięciu. — Jest szansa, aczkolwiek niska, że u mnie też miało się coś objawić. Gdyby... Gdyby nie ugryzienie przez wilkołaka. To dalej może we mnie być, stłumione przez wilka do granic możliwości. Sztylet mógł wejść z tym w jakąś reakcję, a kipiąca z niego czarna magia zrobiła resztę.
Może gdyby dowiedzieli się o wyspie wcześniej, parę tygodni lub miesięcy wcześniej, jego reakcja na tajemniczą wizję, nie byłaby tak dramatyczna. Jednak teraz, gdy miał za sobą Beltane, burdel w życiu prywatnym, jaki sam sobie zgotował jedną nakrapianą nocą i nadmiar obowiązków związany z pracą i działalnością Zakonu... Był nazbyt blisko tego, żeby po prostu pęknąć. A to, co ujrzał ubiegłego dnia ,tylko podsyciło jego najgorsze przypuszczenia - jak bardzo by się nie starał, jak blisko Brenny by nie był, tak nawet on może nie zdołać ocalić jej przez samą sobą.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞