07.04.2024, 22:47 ✶
O dziwnych zdarzeniach, jakie miały ponoć miejsce w mugolskim ośrodku turystycznym dowiedział się od siostry, która dostała nagłe wezwanie do Ministerstwa Magii. Nie był z tego zadowolony. Gdyby nie to, że sam nie za bardzo mógł teleportować się tam przed nią, aby dowiedzieć się, co się właściwie stało, to może nawet próbowałby ją powstrzymać. Bądź co bądź, ledwo przed południem odbyli bardzo przejmującą rozmowę.
Wówczas Erik dosyć poważnie fantazjował na temat tego, aby kompletnie odciąć Brennę od zewnętrznego świata. Niestety, poczucie lojalności wobec reszty Brygadzistów, a przede wszystkim magicznej społeczności zwyciężyło i ''zezwolił'' siostrze na wizytę w biurach Brygady Uderzeniowej. Na tyle o ile można było jej na cokolwiek pozwolić, bo zazwyczaj po prostu robiła, co chciała, dopóki jej własne ciało się nie zaczynało buntować.
Gdy wróciła do Warowni, sprawa... praktycznie w ogóle się nie wyjaśniła. Podobno w okolicach Windermere widziano grasujące żywe trupy. Momentalnie zapaliła mu się w głowie czerwona lampka. Bądź co bądź, żywe trupy były całkiem bliskie inferiusy, bo były to martwe ciała, które, cóż, poruszały się, kiedy nie powinny. A na pewno nie miał zamiaru puścić siostry samotnie w tej bój. Ledwo wróciła z jednej misji, a miała lecieć na kolejną?
Niedoczekanie. Problemem było zawieszenie w obowiązkach wystosowane do niego dzień wcześniej przez Bonesa. Teoretycznie nie powinno go to w ogóle być, ale też nikt nie za bardzo mógł mu tego zabronić. A gdyby spróbował, to mógłby na własnej skórze przekonać się, że kiedy Longbottomowi na czymś bardzo zależało, to nie był już taki szarmancki i uśmiechnięty, jak na co dzień. Oby to nie był jeden z tych dni, pomyślał z niezadowoleniem, zamykając za sobą drzwi do jednoosobowego domku, jaki został mu przydzielony.
Z racji na dosyć nieoficjalny przydział do tego zlecenia, wolał się trzymać nieco na boku. Wierzył, że inni Brygadziści i Aurorzy przebywający na miejscu zadbają o Brennę, a tymczasem on... Nieco się rozejrzy. Może kogoś wesprze. Może dopomoże dobrym słowem lub zdoła znaleźć coś, co przeoczyli inni śledczy. Żywe trupy nie pojawiały się w końcu znikąd, czyż nie? Przechadzający się po osiedlu domków wypoczynkowych Longbottom mógł się jawić niczym cień: ciemna bluza z naciągniętym kapturem, ciemne spodnie, ciemne buty... Z racji na to, że już zachód słońca już dawno minął, teraz był praktycznie niewidzialny.
No prawie. Bo jak nagle ktoś na ciebie wpada, to siłą rzeczy cię zauważy. Tak też było z Florence Bulstrode, która dosłownie wyrosła przed nim, jak z podziemi. Wzdrygnął się, gdy rzuciła w jego stronę słowa powitania. Skłonił przed nią powoli głowę, rozglądając się na boki, po czym wrócił do niej spojrzeniem. Była tutaj z powodów prywatnych czy sprawy zaszły tak daleko, że...
— Och — wymsknęło mu się, gdy kobieta potwierdziła jego przypuszczenia. — A więc medyków też wezwali. Nie sądziłem, że jest aż tak źle. — Ściągnął kaptur i przeczesał lekko włosy. Ostatnia wielka kooperacja Ministerstwa Magii ze Szpitalem św. Munga kojarzyła mu się nieodzownie z wydarzeniami na Beltane. Skrzywił się na to wspomnienie. Zdecydowanie wolał tego nie powtarzać. Zwłaszcza w miejscu, gdzie mogli kręcić się mugole. — Podobno jakieś żywe trupy kręcą się w tej okolicy. — Zerknął w prawo, a potem w lewo, a an koniec znowu w prawo. — Gdybym miał zgadywać, to bliżej lasu. Na osiedlu domków czy przy głównej świetlicy trochę za dużo zwykłych ludzi. Zaraz by ktoś zauważył.
!szaleństwoWindermere
Wówczas Erik dosyć poważnie fantazjował na temat tego, aby kompletnie odciąć Brennę od zewnętrznego świata. Niestety, poczucie lojalności wobec reszty Brygadzistów, a przede wszystkim magicznej społeczności zwyciężyło i ''zezwolił'' siostrze na wizytę w biurach Brygady Uderzeniowej. Na tyle o ile można było jej na cokolwiek pozwolić, bo zazwyczaj po prostu robiła, co chciała, dopóki jej własne ciało się nie zaczynało buntować.
Gdy wróciła do Warowni, sprawa... praktycznie w ogóle się nie wyjaśniła. Podobno w okolicach Windermere widziano grasujące żywe trupy. Momentalnie zapaliła mu się w głowie czerwona lampka. Bądź co bądź, żywe trupy były całkiem bliskie inferiusy, bo były to martwe ciała, które, cóż, poruszały się, kiedy nie powinny. A na pewno nie miał zamiaru puścić siostry samotnie w tej bój. Ledwo wróciła z jednej misji, a miała lecieć na kolejną?
Niedoczekanie. Problemem było zawieszenie w obowiązkach wystosowane do niego dzień wcześniej przez Bonesa. Teoretycznie nie powinno go to w ogóle być, ale też nikt nie za bardzo mógł mu tego zabronić. A gdyby spróbował, to mógłby na własnej skórze przekonać się, że kiedy Longbottomowi na czymś bardzo zależało, to nie był już taki szarmancki i uśmiechnięty, jak na co dzień. Oby to nie był jeden z tych dni, pomyślał z niezadowoleniem, zamykając za sobą drzwi do jednoosobowego domku, jaki został mu przydzielony.
Z racji na dosyć nieoficjalny przydział do tego zlecenia, wolał się trzymać nieco na boku. Wierzył, że inni Brygadziści i Aurorzy przebywający na miejscu zadbają o Brennę, a tymczasem on... Nieco się rozejrzy. Może kogoś wesprze. Może dopomoże dobrym słowem lub zdoła znaleźć coś, co przeoczyli inni śledczy. Żywe trupy nie pojawiały się w końcu znikąd, czyż nie? Przechadzający się po osiedlu domków wypoczynkowych Longbottom mógł się jawić niczym cień: ciemna bluza z naciągniętym kapturem, ciemne spodnie, ciemne buty... Z racji na to, że już zachód słońca już dawno minął, teraz był praktycznie niewidzialny.
No prawie. Bo jak nagle ktoś na ciebie wpada, to siłą rzeczy cię zauważy. Tak też było z Florence Bulstrode, która dosłownie wyrosła przed nim, jak z podziemi. Wzdrygnął się, gdy rzuciła w jego stronę słowa powitania. Skłonił przed nią powoli głowę, rozglądając się na boki, po czym wrócił do niej spojrzeniem. Była tutaj z powodów prywatnych czy sprawy zaszły tak daleko, że...
— Och — wymsknęło mu się, gdy kobieta potwierdziła jego przypuszczenia. — A więc medyków też wezwali. Nie sądziłem, że jest aż tak źle. — Ściągnął kaptur i przeczesał lekko włosy. Ostatnia wielka kooperacja Ministerstwa Magii ze Szpitalem św. Munga kojarzyła mu się nieodzownie z wydarzeniami na Beltane. Skrzywił się na to wspomnienie. Zdecydowanie wolał tego nie powtarzać. Zwłaszcza w miejscu, gdzie mogli kręcić się mugole. — Podobno jakieś żywe trupy kręcą się w tej okolicy. — Zerknął w prawo, a potem w lewo, a an koniec znowu w prawo. — Gdybym miał zgadywać, to bliżej lasu. Na osiedlu domków czy przy głównej świetlicy trochę za dużo zwykłych ludzi. Zaraz by ktoś zauważył.
!szaleństwoWindermere
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞