• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[04.06.1972] Fortuna favet fortibus

[04.06.1972] Fortuna favet fortibus
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#8
07.04.2024, 22:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2024, 16:11 przez Lorraine Malfoy.)  
Gdyby tylko Maeve wiedziała, jak wiele myśli Lorraine nosi jej miano; jak wiele czasu poświęcała analizowaniu ich relacji, subtelnych i niesubtelnych znaków, każdej najmniejszej interakcji, rozmowy… Na przenajświętsze łono Matki - Lorraine miała nadzieję, że Chang nigdy się o tym nie dowie.

Czasem myślała, że mogłaby ją wówczas doprowadzić na skraj ruiny.

Słyszała niemalże utyskiwanie Murtagha, kiedy ten przedzierał się przez zawiłe meandry jej myśli, a ona wbijała mu paznokcie w ramię, aż do krwi, bo zbliżał się niebezpiecznie blisko jej wspomnień o Maeve. Nie waż się, syczała, niemalże zrywając ich mentalne połączenie. Maeve była nietykalna, i dobrze o tym wiedział. Dawno już ustalili pewne nieprzekraczalne granice, które zobowiązali się wzajemnie respektować przy wspólnej eksploracji umysłów za pomocą legilimencji. Więc przestań o niej myśleć, odpowiadał gniewnie mężczyzna - usilnie próbując znaleźć jakąś drogę “na około” - podczas gdy Lorraine zaciskała zęby, równie usilnie próbując nie poddać się pokusie wydrapania mu oczu.

Wtedy - w tych chwilach, kiedy czuła wielki gniew - najbardziej przypominała wilę: nie piękną zjawę wiodącą na pokuszenie, tylko morową dziewicę ze szponami harpii, żądną krwi. Miranda tak długo powtarzała jej, że jest potworem, że sama zaczęła w to wierzyć - ale kiedy trafiła na Nokturn, zrozumiała, że jej wila natura nie robi na nikim wrażenia - Lorraine była potworem, ale nie takim, który wywołuje strach. Była potworem z jarmarcznego teatrzyku kukiełkowego, który mijały, wchodząc na Pokątną: budzącą pogardę kreaturą, na którą w najlepszym przypadku patrzy się z obmierzłą fascynacją, zaś w najgorszym - z litością.

Na pewno nie z szacunkiem.

Pokręciła gwałtownie głową, kiedy Maeve zapytała o to, czy Rookwood jej groził. Tylko troszkę, ale sama go do tego sprowokowałam. Nie chciała ich głupio poróżnić. Zależało jej, by dowiedzieć się, co Maeve osobiście myśli o takim bliskim układaniu się z cholernym Saurielem Rookwoodem: w końcu korzyść dla Lorraine oznaczała korzyść dla niej.

Miłość i interesy, interesy i miłość.

Gdyby Maeve poddała reputację mężczyzny pod wątpliwość, odrzuciłaby jego propozycję, nieważne jak intratna by nie była.

- Taki jak ty - powiedziała cicho, akcentując tę jakże znaczącą różnicę.

Maeve i Sauriel potrafili władać swoją agresją niby orężem, a ona nawet różdżki nie potrafiłaby utrzymać, gdyby przyszło jej walczyć o swoje. Gdy Lorraine czuła, jak ogarnia ją gniew, zaciskała tylko szczękę: marny był z niej potwór, skoro stępiła swoje zęby na milczeniu.

Jeżeli ona widziała w sobie potwora, kim więc musieli być oni? Och, samą ciemnością, pomyślała: osaczającą i bezlitosną, czającą się w zaułku razem ze swoją przyjaciółką, śmiercią - jak Sauriel, morderca - ale też nieokreśloną, przerażającą przez to, że nie sposób było powiedzieć, co się w niej kryje - jak Maeve, kobieta tysiąca twarzy. Kiedy Lorraine patrzyła w oczy Maeve Chang, widziała bowiem możliwości. Miriady możliwości, nie zaś, jak ta właśnie palnęła, głupotę. “Nie mów tak”, jęknęła męczeńsko Lorraine, kiedy Maeve zaczęła kpić z własnej, rzekomej bezmyślności - choć jej głos był lekko przytłumiony, bo właśnie wtuliła twarz we włosy towarzyszki. Zawsze strasznie irytowała się, kiedy Maeve rzucała tymi swoimi autoironicznymi żartami. Znała dobrze jej humor, ale mimo wszystko nie potrafiła zrobić tak jak inni - zaśmiać się albo odpowiedzieć w podobnym tonie - bo była popierdolona.

Tak, właśnie tak: była popierdoloną, zakompleksioną, i przepełnioną nienawiścią do samej siebie kretynką, która nieustannie mełła w głowie słowa martwej matki, przytyki bogatych kuzynów, popularnych koleżanek i swoje własne, toksyczne myśli - a jednocześnie jej miłość własna nie znała granic, bo była tak zadufana w sobie i przekonana o tym, że nie ma na świecie nikogo lepszego - że automatycznie, każdy kogo obdarzała prawdziwym uczuciem, urastał w jej skromnym mniemaniu do rangi boga, bo jakże mogłaby kochać kogoś zwyczajnego, jak niby ją samą, ten chodzący paradoks, mógł kochać ktoś prosty i nieskomplikowany?

Bo przecież była kochana - i to nie przez byle kogo, tylko przez Maeve - Maeve, która mogła być każdym i mieć każdego, ale z jakiegoś powodu wybrała Lorraine.

Codziennie modliła się przed ołtarzem Maeve Chang, by ta wybierała ją wciąż na nowo i na nowo.

“Nie żyjemy w bajce” - Maeve sama jej to powiedziała, tylko po to, by za chwilę uraczyć Lorraine rozdzierającymi serce deklaracjami wierności rodem ze średniowiecznych romansów rycerskich - które to wypowiadała lekkim tonem, z zachwycającym uśmiechem na ustach, jak gdyby to, co mówiła, nie było okupione żadnym wewnętrznym zmaganiem, żadną ofiarą - a Lorraine czuła, jak jej serce pęka od nadmiaru miłości. Nawykła do bólu, ale nie do takiego rodzaju bólu.

Nie zapominaj o tym, przestrzegała ją Maeve, nie rozumiejąc, że jej rzucone nonszalancko obietnice były dla Lorraine wszystkim - nie zapominaj o tym, mówiła, a Lorraine niczego nie pragnęła tak bardzo jak właśnie zapomnieć - o otaczającym ją dookoła tłumie, o tym, że miała śledzić z Chang zbzikowanego barona narkotykowego, zapomnieć nawet to, jak się nazywa - i pamiętać tylko jej usta, które złożyły pocałunek na jej czole.

- Skoro ty jesteś moimi oczami - jakimś cudem, głos Lorraine nie załamał się pod ciężarem uczuć - pozwól mi być twoimi dłońmi. - Szczęście w miłości i interesach, mówisz? Najpierw wręczę ci tego cholernego barona narkotykowego, obiecywała sobie w duchu Lorraine, a potem jego kurewską informatorkę, skoro już eliminujemy konkurencję na rynku pracy. A może konkurencję o miejsce w sercu pewnej Azjatki? Chciała całować jej dłonie, które Maeve uparcie podnosiła jak do walki, kiedy chodziło o jej osobę; poczuć ich kojący dotyk na swym ciele, wziąć jej palce do ust. - Chcę, by wszystko było dobrze— Sprawię, że wszystko będzie dobrze.

Szczęście w miłości i interesach. Lorraine wierzyła we wróżby i przepowiednie, ale wierzyła też że szczęściu należy dopomóc, więc wolała nie zostawiać rzeczy w swoim życiu przypadkowi: zawsze żywo brała sprawy w swoje ręce, starając się zrobić wszystko, co tylko mogła, byle osiągnąć cel, począwszy od żarliwych modlitw, a skończywszy na realnych działaniach. W ten sposób mogła być wystarczająca. W końcu: “naprawdę się, kurwa, staram, Maeve” nie brzmiało tak dobrze jak: “zrobiłam wszystko, co mogłam, Maeve”. Nie mogę znieść - nie, ja nie mogę zrozumieć - dlaczego to wszystko robisz, Maeve, jaka jest twoja cena, motywacja, cel… Ale mogę ci się odpłacić za to wszystko, co robisz. Za to wszystko, kim jesteś.

Tylko mi pozwól zrobić to na własnych zasadach, bo inaczej nie potrafię.


Zgarnęła pasek ze zdjęciami, który wypluła budka fotograficzna, i zazdrośnie przycisnęła go do piersi. Rozejrzała się dookoła. Nikt nie patrzył. Ulica dalej tętniła życiem. Kwiaciarka okładała śledzonego przez nie mężczyznę bukietem. Dopiero wtedy zwróciła twarz z powrotem w stronę Chang.

No tak, interesy, a dopiero potem uczucia, jakżeby inaczej: w końcu nawet w miłości była wyrachowana.

Księżniczka? Malfoy prychnęła krótko, posyłając Maeve rozbawione spojrzenie.

- Jaką znowu “księżniczkę”? Masz przed sobą zwykłą kurwę z Nokturnu - odpowiedziała wesoło Lorraine - bo teraz ona zmarkowała ten irytujący, autoironiczny ton, którym tak bardzo lubiła posługiwać się przyjaciółka… - choć po chwili przewróciła oczami, bo coś, co miało zabrzmieć komicznie, w jej ocenie, zabrzmiało nie tyle zdzirowato, co podejrzanie szczerze.

Kiedy Maeve rozpostarła przed nią ręce (niczym mewa skrzydełka, pomyślała z rozbawieniem), Lorraine łagodnie oparła dłonie o jej ramiona, aby za chwilę, w absolutnym skupieniu zacząć przygładzać rękawy koszuli noszonej przez kobietę: pełnymi subtelności ruchami naprostowywać niepowołane marszczenia, poprawiać pełen nonszalnckiego nieładu kołnierzyk - niby to niechcący zaczepiając palcami o najwyższe guziczki koszuli - i wreszcie, obracając naszyjnik z wisiorkiem - wystroiłaś się tak ekstrawagancko specjalnie dla mnie, Maeve?, pomyślała, rozbawiona - tak, by zawieszki były z przodu, a uparte zapięcie - z tyłu.

Cały czas zerkała to w oczy swej towarzyszki, to z powrotem na swoje ruchliwe palce.

- Za to ty, Maeve Chang... Ty jesteś prawdziwą księżniczką podziemnych ścieżek. - Jeżeli nie z bajki, to z opiumowego snu, pomyślała, nie zapominaj o tym. - Pozwól mi zrobić z ciebie ich królową - szepnęła uwodzicielsko. - Ja będę twoją wierną sługą - musnęła palcami jej policzek, zahaczając kciukiem o miejsce, które zawsze całowała jako pierwsze: zawadiacko uniesiony kącik ust Maeve, ten, który pierwszy szedł do góry, gdy usłyszała coś zabawnego - albo twoim błaznem - Lorraine lekko rozchyliła drżące wargi, nagle uświadamiając sobie, że nie może złapać tchu; jej oddech przyspieszył, a pierś z wielkim mozołem unosiła w górę i w dół, ale jej spojrzenie dalej błyszczało stalową rezolucją, jakby Malfoy już zdecydowała - albo twoim królem.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (6398), Maeve Chang (5545)




Wiadomości w tym wątku
[04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Maeve Chang - 29.10.2023, 12:57
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Lorraine Malfoy - 06.11.2023, 06:56
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Maeve Chang - 07.11.2023, 01:53
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Lorraine Malfoy - 21.11.2023, 02:07
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Maeve Chang - 23.11.2023, 20:05
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Lorraine Malfoy - 30.12.2023, 01:29
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Maeve Chang - 24.01.2024, 00:59
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Lorraine Malfoy - 07.04.2024, 22:49
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Maeve Chang - 05.07.2024, 15:12
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Lorraine Malfoy - 22.09.2024, 13:56
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Maeve Chang - 28.09.2024, 00:18
RE: [04.06.1972] Fortuna favet fortibus - przez Lorraine Malfoy - 02.10.2024, 21:41

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa