08.04.2024, 07:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2024, 08:49 przez Brenna Longbottom.)
Patrick był taki mądry.
Zawsze o tym wiedziała, oczywiście. Po prostu teraz uderzało ją to jakoś bardziej. Był dobrym obserwatorem, który miał dość rozumu by nie tylko patrzeć oraz słuchać i wyciągać z tego wnioski, ale też zwykle nie pokazywać, jak dużo wie. Jakimś cudem dawał też radę pozostawać w cieniu, chociaż był taki wspaniały.
Miała ochotę co rusz się odwracać, tylko po to, by na niego popatrzeć, ale było ciemno, a ona nie chciała wywalić się na jego oczach na prostej drodze, bo co by sobie o niej pomyślał? Z jakiegoś powodu jego zdaniem wydawało się jej teraz istotniejsze niż opinia Kogokolwiek innego.
- Miejmy więc nadzieję, że to trzeci przypadek. Wolę chyba, żeby poderwano nas wszystkich na darmo niż by się okazało, że mamy stada żywych trupów wokół mugolskiego kempingu...które jakimś cudem przegapiliśmy. Znowu - stwierdziła z zamyśleniem, będąc pod wrażeniem tego, jak szybko Steward wpadł na możliwe rozwiązania. Na pewno nikt inny nie zrobiłby tego tak szybko, on był przecież wyjątkowo błyskotliwy. - Dziwniejsze wydaje mi się to, że jeżeli Tarę i mugoli dopadli nieumarli, to powinno być tutaj więcej przypadków. Mogłoby to wyjaśniać przywiązanie trupów do konkretnego miejsca, gdzieś dalej od obozowiska, w które oni przypadkiem weszli, ale wtedy Bagshot nie zobaczyłby ich na skraju lasu. A jeśli ktoś je kontroluje, to co robiłby w tym miejscu? Jakieś eksperymenty? Nie wiemy chyba nic o tym, aby to jezioro było szczególnie magiczne... - mówiła, kiedy zbliżali się do domku Bagshota. Żałowała trochę, ze nie ma tu Mavelle: jej nos przydałby się bardziej. Oczywiście, był tutaj Patrick, więc i tak sobie poradzą, ale Bones powinna szybko wytropić Owena... albo jego szczątki. - Mhm, oby nie musieli jutro ogłuszyć Pana Robertsa. Ma wreszcie to czego chciał... I że mógł mieć rację - westchnęła, zatrzymując się przed domkiem. - Część, chłopaki, jeśli w środku są ubrania Bagshota, chciałabym tylko coś zabrać. Kurtkę, koszulę, cokolwiek - rzuciła do kręcącej się w pobliżu dwójki, przy okazji wymownym gestem stukając się w nos, w ramach wyjaśnienia, o co chodzi.
- Koło samego domku kręciło się tyle osób, że nic pewnie nie wyłapię, ale może gdzieś w pobliżu... gdybyśmy wiedzieli przynajmniej, w którą stronę poszedł po wysłaniu tej sowy... - mruknęła Brenna do Stewarda, czekając aż coś jej przyniosą. Ale zaraz sama siebie za to zganiła. Przecież nie musiała nic mówić. Patrick był mądry i doskonale to wiedział. On w ogóle wiedział wszystko, a jeśli nie, to na pewno był ku temu dobry powód. Jeszcze uzna, że ona nadmiernie się wymądrza.
Zawsze o tym wiedziała, oczywiście. Po prostu teraz uderzało ją to jakoś bardziej. Był dobrym obserwatorem, który miał dość rozumu by nie tylko patrzeć oraz słuchać i wyciągać z tego wnioski, ale też zwykle nie pokazywać, jak dużo wie. Jakimś cudem dawał też radę pozostawać w cieniu, chociaż był taki wspaniały.
Miała ochotę co rusz się odwracać, tylko po to, by na niego popatrzeć, ale było ciemno, a ona nie chciała wywalić się na jego oczach na prostej drodze, bo co by sobie o niej pomyślał? Z jakiegoś powodu jego zdaniem wydawało się jej teraz istotniejsze niż opinia Kogokolwiek innego.
- Miejmy więc nadzieję, że to trzeci przypadek. Wolę chyba, żeby poderwano nas wszystkich na darmo niż by się okazało, że mamy stada żywych trupów wokół mugolskiego kempingu...które jakimś cudem przegapiliśmy. Znowu - stwierdziła z zamyśleniem, będąc pod wrażeniem tego, jak szybko Steward wpadł na możliwe rozwiązania. Na pewno nikt inny nie zrobiłby tego tak szybko, on był przecież wyjątkowo błyskotliwy. - Dziwniejsze wydaje mi się to, że jeżeli Tarę i mugoli dopadli nieumarli, to powinno być tutaj więcej przypadków. Mogłoby to wyjaśniać przywiązanie trupów do konkretnego miejsca, gdzieś dalej od obozowiska, w które oni przypadkiem weszli, ale wtedy Bagshot nie zobaczyłby ich na skraju lasu. A jeśli ktoś je kontroluje, to co robiłby w tym miejscu? Jakieś eksperymenty? Nie wiemy chyba nic o tym, aby to jezioro było szczególnie magiczne... - mówiła, kiedy zbliżali się do domku Bagshota. Żałowała trochę, ze nie ma tu Mavelle: jej nos przydałby się bardziej. Oczywiście, był tutaj Patrick, więc i tak sobie poradzą, ale Bones powinna szybko wytropić Owena... albo jego szczątki. - Mhm, oby nie musieli jutro ogłuszyć Pana Robertsa. Ma wreszcie to czego chciał... I że mógł mieć rację - westchnęła, zatrzymując się przed domkiem. - Część, chłopaki, jeśli w środku są ubrania Bagshota, chciałabym tylko coś zabrać. Kurtkę, koszulę, cokolwiek - rzuciła do kręcącej się w pobliżu dwójki, przy okazji wymownym gestem stukając się w nos, w ramach wyjaśnienia, o co chodzi.
- Koło samego domku kręciło się tyle osób, że nic pewnie nie wyłapię, ale może gdzieś w pobliżu... gdybyśmy wiedzieli przynajmniej, w którą stronę poszedł po wysłaniu tej sowy... - mruknęła Brenna do Stewarda, czekając aż coś jej przyniosą. Ale zaraz sama siebie za to zganiła. Przecież nie musiała nic mówić. Patrick był mądry i doskonale to wiedział. On w ogóle wiedział wszystko, a jeśli nie, to na pewno był ku temu dobry powód. Jeszcze uzna, że ona nadmiernie się wymądrza.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.