08.04.2024, 08:45 ✶
Florence Bulstrode miewała skłonność do oceniania ludzi nadmiernie surowo - przynajmniej dopóki nie byli jej bliskimi krewnymi albo znajomymi z Ravenclawu ze szkoły. Erik Longbottom był więc w ocenie kobiety jednym z tych chłopców czystej krwi o ładnej buzi, za to niekoniecznie szczególnie bystrych - chociaż przynajmniej nie wiecznym chłopcem, uważającym, że świat się mu należy, jak zdarzało się niektórym z bogatych, konserwatywnych rodzin. Odnosiła się do niego z chłodną uprzejmością, jaką prezentowała wobec większości świata, a on sam w sobie niezbyt ją interesował, przynajmniej dopóki nie przychodził do Munga prosząc, aby ktoś zdjął z niego klątwę.
Teraz jednak, kiedy skłonił przed nią głowę, z jakichś powodów pomyślała: czemu nie zauważyłam wcześniej, jakie on ma dobre maniery?
Była to myśl tak do niej nie pasująca, że na moment Florence skonsternowała, zaraz jednak i ta konsternacja ustąpiła, pod wpływem magii Windermere, z której istnienia Bulstrode nie zdawała sobie sprawy.
- O ile się nie mylę, zakładano, że mogło dojść do ataku na kemping. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że to mało prawdopodobne - powiedziała, na moment odrywając spojrzenie od Erika, by się rozejrzeć i wskazać dłonią na okolicę. Spokojną. Pozbawioną jakichkolwiek trupów, obojętnie czy ożywionych, czy martwych raz na zawsze, śladów krwi albo pozostałości po walce o życie. Zaraz jednak spojrzenie jej jasnych oczu wróciło do Erika Longbottoma, jakby przyciągnięte jakimś magnesem.
Tak naprawdę był całkiem przystojny.
I pomyśleć, że dotąd zawsze podobali się jej raczej bruneci.
Ta myśl wdarła się już do umysłu Bulstrode całkowicie niepostrzeżenie i tym razem nie wdała się jej nawet dziwna. Przecież oczywiste, że Erik był przystojny, został w końcu numerem dwa na liście Najbardziej Pożądanych Kawalerów Wielkiej Brytanii.
– Podobno, panie Longbottom? Jak to, nie sprawdziliście jeszcze tego? Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale obecność żywych trupów zazwyczaj oznacza jakieś ślady. Martwe zwierzęta na przykład. Albo przynajmniej odciski w ziemi – stwierdziła uzdrowiciela mimo to, bo narastające w niej powoli wobec Erika uwielbienie nie wystarczyło jeszcze, aby całkowicie przytłumić charakter Florence i fakt, że ta nie znosiła jakiejkolwiek niekompetencji. Dlaczego Brygadziści nie sprawdzili jeszcze, czy były tu żywe trupy? Czy nieumarłych w ogóle dało się przegapić? Jak to się działo, że Erik niczego nie wiedział?
Ale oczywiście, to na pewno nie była jego wina: prawdopodobnie ktoś z góry wydawał niewłaściwe rozkazy. Może kazano mu stać tutaj i pilnować, czy żywe trupy zaraz nie zaatakują, chociaż tkwienie w środku kempingu i nie robienie niczego nie miało przecież absolutnie żadnego sensu.
Teraz jednak, kiedy skłonił przed nią głowę, z jakichś powodów pomyślała: czemu nie zauważyłam wcześniej, jakie on ma dobre maniery?
Była to myśl tak do niej nie pasująca, że na moment Florence skonsternowała, zaraz jednak i ta konsternacja ustąpiła, pod wpływem magii Windermere, z której istnienia Bulstrode nie zdawała sobie sprawy.
- O ile się nie mylę, zakładano, że mogło dojść do ataku na kemping. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że to mało prawdopodobne - powiedziała, na moment odrywając spojrzenie od Erika, by się rozejrzeć i wskazać dłonią na okolicę. Spokojną. Pozbawioną jakichkolwiek trupów, obojętnie czy ożywionych, czy martwych raz na zawsze, śladów krwi albo pozostałości po walce o życie. Zaraz jednak spojrzenie jej jasnych oczu wróciło do Erika Longbottoma, jakby przyciągnięte jakimś magnesem.
Tak naprawdę był całkiem przystojny.
I pomyśleć, że dotąd zawsze podobali się jej raczej bruneci.
Ta myśl wdarła się już do umysłu Bulstrode całkowicie niepostrzeżenie i tym razem nie wdała się jej nawet dziwna. Przecież oczywiste, że Erik był przystojny, został w końcu numerem dwa na liście Najbardziej Pożądanych Kawalerów Wielkiej Brytanii.
– Podobno, panie Longbottom? Jak to, nie sprawdziliście jeszcze tego? Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale obecność żywych trupów zazwyczaj oznacza jakieś ślady. Martwe zwierzęta na przykład. Albo przynajmniej odciski w ziemi – stwierdziła uzdrowiciela mimo to, bo narastające w niej powoli wobec Erika uwielbienie nie wystarczyło jeszcze, aby całkowicie przytłumić charakter Florence i fakt, że ta nie znosiła jakiejkolwiek niekompetencji. Dlaczego Brygadziści nie sprawdzili jeszcze, czy były tu żywe trupy? Czy nieumarłych w ogóle dało się przegapić? Jak to się działo, że Erik niczego nie wiedział?
Ale oczywiście, to na pewno nie była jego wina: prawdopodobnie ktoś z góry wydawał niewłaściwe rozkazy. Może kazano mu stać tutaj i pilnować, czy żywe trupy zaraz nie zaatakują, chociaż tkwienie w środku kempingu i nie robienie niczego nie miało przecież absolutnie żadnego sensu.