08.04.2024, 09:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 12:59 przez Samuel McGonagall.)
Brenna była doskonałym łowcą, a Samuel ślepo podążał za wabikiem, który nań ustawiała. Rozmowa absolutnie nie dotyczyła ropiejącej rany, potrzaskanego walącego serca i kotła emocjonalnego jaki teraz co prawda był wygaszony, ale na jak długo?
– Zawsze... zawsze mogę je dać do przyjaciela. On też mieszka niedaleko i też ma kozy więc nie będzie im smutno. Jak myślę o zagonku Dory, to może lepiej nie zastanawiać się kto ma większe szanse z nim...? Co myślisz? – nie chciał prosić Lysandra o cokolwiek, bo tak wiele ciepła i zrozumienia już od niego dostawał. Z drugiej strony był przecież u niego w obejściu kilkukrotnie, zwalił mu na głowę (dosłownie) tonę jabłek, bergamotek, gruszek i wielkich szklanych gąsiorów w których mieli ważyć cydr... Dwie kozy w jedną czy drugą stronę nie powinny robić mu różnicy. Nawet takie urwiski jak Białka i Miłka.
Skinął głową na propozycję przejścia do bardziej ustronnego miejsca. To była Bardzo Dobra Propozycja. Nawet przyspieszył kroku, próbując wyczuć jak rybka w ławicy drogę i pomieszczenie, które obrała Brenna do ich dalszej rozmowy.
– Kurierzy, zmniejszenie... To brzmi bardzo mądrze. Boję się, że Ci ludzie będą chcieli, żebym pojechał do nich montować im to na miejscu. Jeden gbur nawet sugerował, że miałbym pojawić się w Little Hangleton, ja nawet nie wiem gdzie to jest. A Viorica... Nie przyznałem jej się, ale ona jest z Londynu, dobrze, że akurat jej szafa będzie możliwa do kieszonkowego zmniejszenia nim wypełni ją jubilerskimi sprawami. – cmokał i ciamkał zafrapowany, przylepiając skołowany mózg do bezpiecznych przestrzeni zawodowych.
Brenna mogła zobaczyć jak połyka przynęte i jak się nią syci. Jak rozluźniają mu się ramiona, jak krok znów staje się sprężysty, a plecy mniej przygarbione. Jeszcze moment i wejdzie prosto do...
– Zlecenie? Ależ oczywiście wiesz, ze zrobię dla Ciebie wszystko. Kolejne naczynia? Będę robił przeprosinowy komplet dla Dory, za to że zdewastowałem jej przestrzenie w ogródku, to co Ci mówiłem, hah... biedne rośliny, na prawdę nie wiem co mnie wtedy opętało ale... mam nadzieje, że teraz ten cydr i te meble i to co mam zrobić dla Ciebie pomoże mi się uspokoić. Zamknę się w warsztacie ach! Fundamenty, to trzeba będzie cały dom postawić? To nie będzie za dużo zachodu? – zafrapował się wyraźnie, czas nagle stał się bardzo szybki i bardzo wolny. Budowanie warsztatu po to by budować meble zdawało się być jakąś totalną przesadą. Ale też zdawał się być czymś Bardzo Na Stałe. Nie był pewien czy czuje się z tym komfortowo, jak bardzo nie życzyłby sobie tego, by skakać na te propozycje z radości.
– Zawsze... zawsze mogę je dać do przyjaciela. On też mieszka niedaleko i też ma kozy więc nie będzie im smutno. Jak myślę o zagonku Dory, to może lepiej nie zastanawiać się kto ma większe szanse z nim...? Co myślisz? – nie chciał prosić Lysandra o cokolwiek, bo tak wiele ciepła i zrozumienia już od niego dostawał. Z drugiej strony był przecież u niego w obejściu kilkukrotnie, zwalił mu na głowę (dosłownie) tonę jabłek, bergamotek, gruszek i wielkich szklanych gąsiorów w których mieli ważyć cydr... Dwie kozy w jedną czy drugą stronę nie powinny robić mu różnicy. Nawet takie urwiski jak Białka i Miłka.
Skinął głową na propozycję przejścia do bardziej ustronnego miejsca. To była Bardzo Dobra Propozycja. Nawet przyspieszył kroku, próbując wyczuć jak rybka w ławicy drogę i pomieszczenie, które obrała Brenna do ich dalszej rozmowy.
– Kurierzy, zmniejszenie... To brzmi bardzo mądrze. Boję się, że Ci ludzie będą chcieli, żebym pojechał do nich montować im to na miejscu. Jeden gbur nawet sugerował, że miałbym pojawić się w Little Hangleton, ja nawet nie wiem gdzie to jest. A Viorica... Nie przyznałem jej się, ale ona jest z Londynu, dobrze, że akurat jej szafa będzie możliwa do kieszonkowego zmniejszenia nim wypełni ją jubilerskimi sprawami. – cmokał i ciamkał zafrapowany, przylepiając skołowany mózg do bezpiecznych przestrzeni zawodowych.
Brenna mogła zobaczyć jak połyka przynęte i jak się nią syci. Jak rozluźniają mu się ramiona, jak krok znów staje się sprężysty, a plecy mniej przygarbione. Jeszcze moment i wejdzie prosto do...
– Zlecenie? Ależ oczywiście wiesz, ze zrobię dla Ciebie wszystko. Kolejne naczynia? Będę robił przeprosinowy komplet dla Dory, za to że zdewastowałem jej przestrzenie w ogródku, to co Ci mówiłem, hah... biedne rośliny, na prawdę nie wiem co mnie wtedy opętało ale... mam nadzieje, że teraz ten cydr i te meble i to co mam zrobić dla Ciebie pomoże mi się uspokoić. Zamknę się w warsztacie ach! Fundamenty, to trzeba będzie cały dom postawić? To nie będzie za dużo zachodu? – zafrapował się wyraźnie, czas nagle stał się bardzo szybki i bardzo wolny. Budowanie warsztatu po to by budować meble zdawało się być jakąś totalną przesadą. Ale też zdawał się być czymś Bardzo Na Stałe. Nie był pewien czy czuje się z tym komfortowo, jak bardzo nie życzyłby sobie tego, by skakać na te propozycje z radości.