08.04.2024, 10:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2024, 10:28 przez Brenna Longbottom.)
Ropiejącej rany nie można po prostu zostawić w spokoju: nawet jeżeli miało to boleć, ropa musiała zostać usunięta, a rana oczyszczona, inaczej wda się zakażenie. Brenna nie była może uzdrowicielką, ale została ranna wystarczająco wiele razy, aby to wiedzieć.
Wiedziała też, że niektóre niewidzialne rany goją się znacznie wolniej i gorzej niż te na ciele.
Nie wtrącała się przez osiem lat.
Być może był to błąd.
- Jak uważasz, Sam. W zagrodzie za sadem nikomu nie będą przeszkadzały, a muru można użyć od razu jako jednej ze ścian zagrody, ale jeżeli sądzisz, że będą szczęśliwe z innymi kozami... Obawiam się, że nie znam się na zwierzętach - powiedziała Brenna. To znaczy, znała się na nich na tyle, na ile mógł znać się ktoś, kto opiekował się czterema psiakami, domagał się pieska jako dziecko czy przynosił ptaki z połamanymi skrzydłami, by wydobrzały w zaciszu Warowni. Ale absolutnie niczego nie wiedziała o potrzebach kóz ani o tym, na ile potrafiły być kłopotliwe.
- Little Hangleton to miejscowość... trochę podobna do Doliny Godryka, żyją tam mugole i czarodzieje, nie jest też bardzo duża, domy są rozsiane po okolicy. Ale mało przyjemna, w pobliżu jest dość paskudny las i mieszka tam trochę konserwatywnych rodzin, ale nie powinno tam być problemów. Jeżeli chcesz, mogę cię do niej zabrać - zaoferowała. Teleportacja łączna, dwa skoki i powinna być w stanie przetransportować tam Samuela, a miejscowość była na tyle nieduża, że nie powinna nadmiernie go przytłoczyć.
Zeszła na dół i skręciła do kuchni, gdy upewniła się, że nie słychać stamtąd żadnych odgłosów, wskazujących na to, że ktoś gotuje. Z kuchni ciężej uciec niż z werandy czy nawet z domku ogrodnika. Brenna machnęła różdżką, podegrzewając od razu czajnik, by nastawić wodę na herbatę. O pewnych rzeczach łatwiej rozmawiało się przy herbacie, choćby dlatego, że dało się czymś zająć ręce.
- Są tam pozostałości po dawnym budynku: ty jako stolarz lepiej niż ja ocenisz, czy da się je wykorzystac. Jeżeli nie, rozwalenie ich magią i usunięcie materiałów nie zajmie więcej niż dziesięć minut, a i tak nie zamierzamy nic z tym miejscem robić. Jeśli tak... może to przyspieszy prace? - powiedziała, odwracając się do szafki, aby wyciągnąć z niej kubki, a potem jeden z woreczków z liśćmi herbaty. Patrzyła na nie przez moment, zanim przesypała je do naczyń, nagle myśląc o symbolu w filiżance, który zobaczył Morpheus.
Znaki.
Przyszłość.
Wróżenie.
Czy jeśli spojrzę na dno filiżanki, zobaczę w niej Ponuraka? - pomyślała nagle, o tym jedynym symbolu, który znała i który zdawał się pasować do tego wszystkiego, co działo się w Anglii, w jej otoczeniu, w jej własnym życiu. Nie mogła niczego poradzić na to, co wyprawiało się na Wyspach Brytyjskich: i nie mogła albo nie potrafiła poukładać własnego życia.
Może nie powinna wtrącać się w to, co dotyczyło Sama?
- Myślałam raczej o drewnianych wisiorkach. Aby po zmienieniu napisu czy cyfry na jednym z nich, ta zmiana pojawiała się na innych. I by może trochę rosły albo robiły się cieplejsze po takiej zmianie? Dziewięć, dziesięć sztuk... - powiedziała, szybko dokonując przeliczeń. Ona, Patrick, Alastor, Erik, Mavelle, Cain, Mills, Heather? Może Dora i Vincent?
Wiedziała też, że niektóre niewidzialne rany goją się znacznie wolniej i gorzej niż te na ciele.
Nie wtrącała się przez osiem lat.
Być może był to błąd.
- Jak uważasz, Sam. W zagrodzie za sadem nikomu nie będą przeszkadzały, a muru można użyć od razu jako jednej ze ścian zagrody, ale jeżeli sądzisz, że będą szczęśliwe z innymi kozami... Obawiam się, że nie znam się na zwierzętach - powiedziała Brenna. To znaczy, znała się na nich na tyle, na ile mógł znać się ktoś, kto opiekował się czterema psiakami, domagał się pieska jako dziecko czy przynosił ptaki z połamanymi skrzydłami, by wydobrzały w zaciszu Warowni. Ale absolutnie niczego nie wiedziała o potrzebach kóz ani o tym, na ile potrafiły być kłopotliwe.
- Little Hangleton to miejscowość... trochę podobna do Doliny Godryka, żyją tam mugole i czarodzieje, nie jest też bardzo duża, domy są rozsiane po okolicy. Ale mało przyjemna, w pobliżu jest dość paskudny las i mieszka tam trochę konserwatywnych rodzin, ale nie powinno tam być problemów. Jeżeli chcesz, mogę cię do niej zabrać - zaoferowała. Teleportacja łączna, dwa skoki i powinna być w stanie przetransportować tam Samuela, a miejscowość była na tyle nieduża, że nie powinna nadmiernie go przytłoczyć.
Zeszła na dół i skręciła do kuchni, gdy upewniła się, że nie słychać stamtąd żadnych odgłosów, wskazujących na to, że ktoś gotuje. Z kuchni ciężej uciec niż z werandy czy nawet z domku ogrodnika. Brenna machnęła różdżką, podegrzewając od razu czajnik, by nastawić wodę na herbatę. O pewnych rzeczach łatwiej rozmawiało się przy herbacie, choćby dlatego, że dało się czymś zająć ręce.
- Są tam pozostałości po dawnym budynku: ty jako stolarz lepiej niż ja ocenisz, czy da się je wykorzystac. Jeżeli nie, rozwalenie ich magią i usunięcie materiałów nie zajmie więcej niż dziesięć minut, a i tak nie zamierzamy nic z tym miejscem robić. Jeśli tak... może to przyspieszy prace? - powiedziała, odwracając się do szafki, aby wyciągnąć z niej kubki, a potem jeden z woreczków z liśćmi herbaty. Patrzyła na nie przez moment, zanim przesypała je do naczyń, nagle myśląc o symbolu w filiżance, który zobaczył Morpheus.
Znaki.
Przyszłość.
Wróżenie.
Czy jeśli spojrzę na dno filiżanki, zobaczę w niej Ponuraka? - pomyślała nagle, o tym jedynym symbolu, który znała i który zdawał się pasować do tego wszystkiego, co działo się w Anglii, w jej otoczeniu, w jej własnym życiu. Nie mogła niczego poradzić na to, co wyprawiało się na Wyspach Brytyjskich: i nie mogła albo nie potrafiła poukładać własnego życia.
Może nie powinna wtrącać się w to, co dotyczyło Sama?
- Myślałam raczej o drewnianych wisiorkach. Aby po zmienieniu napisu czy cyfry na jednym z nich, ta zmiana pojawiała się na innych. I by może trochę rosły albo robiły się cieplejsze po takiej zmianie? Dziewięć, dziesięć sztuk... - powiedziała, szybko dokonując przeliczeń. Ona, Patrick, Alastor, Erik, Mavelle, Cain, Mills, Heather? Może Dora i Vincent?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.