Niedopisaniem było rzec, że obecność Perseusa okupowana była intensywnością. Był splotem złotych ogniw, które Laurent tak lubił zawieszać na szyi w postaci naszyjników i dotykiem lapis lazuli wetkniętego w kolczyk ucha. Stawał się świadom swego ciała tak mocno, że wyczuwał każdą nitkę szwu na swoim ubraniu, nagle musiał pędzić do krawca, żeby poprawił to ogromne niedopatrzenie źle dzierganego materiału. Nie mógł być jednak najbardziej intensywną w doznania wiosną - był jesienią, kiedy wszystko usychało, gdy kurczyły się liście po przybraniu tych najpiękniejszych, złoto-czerwonych barw. Dniem, w którym spadał deszcz, a potem znowu kwitły łzy, bo przecież słoneczniki nie miały już szansy urosnąć o tej porze roku. Wszystko wtedy pachniało mocniej, dreszcze przebiegały częściej, a on był jednym z tych hebanów, na które spoglądało się z ciekawością oczekując, jak się zmieni, gdy przejdziesz pod koroną jego drzew. Na zewnątrz więc dobrze - ale w środku wszystko drży. Gałęzie tworzyły nagle upiorne palce i ramiona, które chciały cię wciągnąć w swoje podwoje. Szczególnie, kiedy spoglądałeś na to drzewo nocą.
Perseus Black był jednak gorszy, niż Laurent kiedykolwiek mógł sądzić. Miał myśli pajęczej sieci, a sam był czarną wdową siedzącą na niej. Toksyczny. Niszczył to, co kochał i pozwalał temu, co pokochał, zniszczyć samego siebie. Emocje eksplozją znaczyły jego kroki i pokrywały ziemię niby ziarenka Jasia i Małgosi, które miały pomóc wrócić do celu. Nigdy nie pomogły - rozdziobały je kruki i wrony. Ktoś patrzył na mnie już tak intensywnie. Dante. To skojarzenie było druzgocące i napędzało karuzelę wątpliwości i myśli, ale przecież nie w stylu Laurenta byłoby skazywać człowieka od razu na stratę, nawet jeśli niepewność była ziarnem już posianym na tej łące stokrotek i kaczeńców.
Dlaczego tak na mnie patrzysz, Aniele? Przestań. Nie rób tak. Przestańprzestańprzestańprzes...
- Wezwali cię i wyjechali, zanim tutaj dotarłeś? - To brzmiało... absurdalnie? Już szukasz wymówek na ucieczkę od żony? Nie, przecież Perseus kochał swoją żonę. Kochał i mówił, że czuł pustkę, której nie potrafił zatkać. Tańczył z nim przy gobelinie, zamiast zanurzyć się w miłosnych przygotowaniach do ślubu. Chciał odpowiedzieć na jego pytanie, ale coś innego zajęło jego głowę. - Zaraz... pomagasz mugolom? - Przecież mógł tutaj przyjechać jakikolwiek czarodziej, jak on czy ty, przestań wariować...
- Którą jej część? Słodycz? To, że pozwala na nowo oddychać? Czy może gorycz? - Sposób, w jaki Perseus to powiedział, brzmienie jego głosu, wstrząsnęło nim do szpiku kości. Aż zadrżał, aż nieco mocniej zacisnął palce na moment na ręce mężczyzny i odwrócił na moment wzrok od niego. Ciepły rumieniec pojawił się na jego policzkach. Mów do mnie w ten sposób. - Za bardzo romantyzujesz ból, Perseusie. Powinieneś bardziej o siebie dbać i uważać. - A skąd taka myśl przy temacie lukrecji? Och, cóż...