08.04.2024, 11:06 ✶
Pozwoliła mu na ten uścisk i całusa w czubek głowy. Romantyzm, który był między nimi jeszcze niedawno, rozwiał się jak dym. Została sympatia, masa różnorakich, acz zdecydowanie pozytywnych emocji. I tylko na chwilę coś drgnęło w sercu Olivii. Bo przecież mieli swoją przeszłość, dość burzliwą i emocjonalną. Czy Tristan byłby zadowolony z tego, że była tak blisko z osobą, z którą łączyła ich miłość? Nawet jeśli była to miłość jednostronna. Nie wiedziała, ale domyślała się odpowiedzi. Jednocześnie nie potrafiła zrezygnować z tej przyjaźni, bo w jej głowie tym dla siebie byli: przyjaciółmi. Nie potrafiłaby wymazać przeszłości, na pewno nie bez bólu. Chciała dla Laurenta jak najlepiej, chciała być chociaż małą częścią jego życia, by być obok i w razie potrzeby służyć wsparciem, tak jak teraz.
- Głównie stres, ale też ekscytacja. Pewnie pamiętasz, jak to jest - uśmiechnęła się lekko, pozwalając mu wysmyknąć się z jej objęć. Nie chciała wchodzić w szczegóły tego wspomnienia, bo z każdą kolejną sekundą ono blakło. Nie była też pewna, czy dobrze je odebrała. Może było przesadzone? A może patrzyła na nie teraz z perspektywy czasu inaczej? Chociaż wydawało jej się, że na moment znowu stała się dzieckiem, to jednak jakaś nutka realizmu wciąż w niej tkwiła. - Ale dobrze je wspominam, w sumie to mnie ukształtowało.
Odezwała się znowu, patrząc jak Laurent zamyka pozytywkę i tuli ją do siebie. Zmarszczyła brwi w wyrazie zaskoczenia, pomieszanego z niedowierzaniem. Nigdy nie posądzałaby Prewetta o taką gwałtowność - w jej oczach był jak delikatny kwiat o białych płatkach. Może jak lilia, która unosiła się na wielkim, zielonym liściu na tafli jeziora. Spokojnie i swobodnie, w teorii płynęła z prądem, ale w praktyce była mocno przytwierdzona do dna. Mogła wędrować wokół własnej osi, pływać dookoła lecz tylko po wyznaczonym torze. Nie było tam miejsca na gwałtowne reakcje.
- Ktoś może jej szukać - powiedziała po raz kolejny. Miała łagodny ton głosu, być może trochę współczujący. - Nie jestem pewna, czy to jest dobry pomysł, Laurencie.
Podeszła ostrożnie do mężczyzny i położyła dłoń na jego dłoni. Wzrok miała poważny, tak jak prawie nigdy. Z reguły była wesoła, być może nieco bezczelna. Tym razem jednak widać było na jej twarzy troskę i powagę, która pojawiała się naprawdę rzadko.
- Zbyt częste zaglądanie do przeszłości może sprawić, że się w niej zatracisz i zapomnisz o teraźniejszości - powiedziała cicho. Jakieś tony smutku wybrzmiały w jej głosie. Sama doskonale wiedziała, jak to jest - nie móc oderwać tego sznura, który trzymał duszę i umysł w tym, co było kiedyś. Trzeba było nie tylko ogromu siły, ale i czasu, żeby w końcu go przeciąć lub zerwać. Jej się to nie do końca udało, ale była na dobrej drodze. Nie chciała, by Laurent przechodził przez to, co ona. - Naprawdę uważam, że powinniśmy ją zostawić.
- Głównie stres, ale też ekscytacja. Pewnie pamiętasz, jak to jest - uśmiechnęła się lekko, pozwalając mu wysmyknąć się z jej objęć. Nie chciała wchodzić w szczegóły tego wspomnienia, bo z każdą kolejną sekundą ono blakło. Nie była też pewna, czy dobrze je odebrała. Może było przesadzone? A może patrzyła na nie teraz z perspektywy czasu inaczej? Chociaż wydawało jej się, że na moment znowu stała się dzieckiem, to jednak jakaś nutka realizmu wciąż w niej tkwiła. - Ale dobrze je wspominam, w sumie to mnie ukształtowało.
Odezwała się znowu, patrząc jak Laurent zamyka pozytywkę i tuli ją do siebie. Zmarszczyła brwi w wyrazie zaskoczenia, pomieszanego z niedowierzaniem. Nigdy nie posądzałaby Prewetta o taką gwałtowność - w jej oczach był jak delikatny kwiat o białych płatkach. Może jak lilia, która unosiła się na wielkim, zielonym liściu na tafli jeziora. Spokojnie i swobodnie, w teorii płynęła z prądem, ale w praktyce była mocno przytwierdzona do dna. Mogła wędrować wokół własnej osi, pływać dookoła lecz tylko po wyznaczonym torze. Nie było tam miejsca na gwałtowne reakcje.
- Ktoś może jej szukać - powiedziała po raz kolejny. Miała łagodny ton głosu, być może trochę współczujący. - Nie jestem pewna, czy to jest dobry pomysł, Laurencie.
Podeszła ostrożnie do mężczyzny i położyła dłoń na jego dłoni. Wzrok miała poważny, tak jak prawie nigdy. Z reguły była wesoła, być może nieco bezczelna. Tym razem jednak widać było na jej twarzy troskę i powagę, która pojawiała się naprawdę rzadko.
- Zbyt częste zaglądanie do przeszłości może sprawić, że się w niej zatracisz i zapomnisz o teraźniejszości - powiedziała cicho. Jakieś tony smutku wybrzmiały w jej głosie. Sama doskonale wiedziała, jak to jest - nie móc oderwać tego sznura, który trzymał duszę i umysł w tym, co było kiedyś. Trzeba było nie tylko ogromu siły, ale i czasu, żeby w końcu go przeciąć lub zerwać. Jej się to nie do końca udało, ale była na dobrej drodze. Nie chciała, by Laurent przechodził przez to, co ona. - Naprawdę uważam, że powinniśmy ją zostawić.