10.04.2024, 00:16 ✶
Nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Nawet jeżeli naprowadzał na nią i siebie i jego, to kiedy wszystkie te słowa opuściły usta Aleksandra, dotarło do niego, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Musiał obrócić tę myśl w głowie kilka razy, bo nawet dla niego była jakaś obca i niezrozumiała.
- Pieprzyć jakąś zupę - odburknął. Tak naprawdę to był cholernie głodny i powinien coś zjeść. Tak samo jak powinien iść umyć się już wcześniej, ale protestował w imię... czego właściwie? Niektóre rzeczy robił chyba tylko po to, żeby zrujnować swoje i tak już kruche samopoczucie. Wszyscy zawsze mówili, że czyści zaczynali czuć się lepiej - jakby czyste ciało miało przy okazji wyczyścić ci umysł, ale u niego to teraz nie działało. Siedział na tych kafelkach i wciąż czuł się cholernie brudny. - N-nie o to mi chodziło - ale nie mógł zaprzeczyć prawdzie o najgorszych z możliwych pragnień, jakie nawiedzały go czasami, naprawdę lubił zahaczać planami o wizje nieuchronnej śmierci, a nawet ją romantyzował. - Cho-odziło mi o to, czy chciałbyś żebyśmy gnili tam razem. Kości przy kościach. - Bez wstydu, że nasze imiona wiszą obok siebie. Bez bycia przytulanką, do której żenująco było przyznać się poza cyrkiem, z którą nie chciało pokazać się w jakimś miejscu. Odpowiedź na niezadane pytanie dlaczego go w ogóle prowokował i dlaczego stąd uciekł. To było coś, co napisał sobie sam - to Flynn właśnie był autorem tego scenariusza! Ale to nie znaczyło, że nie było momentów kiedy nie chciał rozerwać go na strzępy! Nie miał szans zrozumieć tego nikt, kto nie budził się codziennie rano i nie rzucał kością na to, którym sobą dzisiaj będzie. Nie mieli szans zrozumieć tego nawet ci kochający go z całego serca - mogli tylko obserwować go i zastanawiać się, jaki nastrój dzisiaj przybierze i co przyniesie mu ten los.
Jeżeli spróbował wstać, to ściągnął go w dół. Na te kafelki. Zmusił go do tego, żeby usiadł, bo on chciał usiąść na nim. Bokiem, o wiele mniej erotycznie niż można się było po nim spodziewać. Czule. Oplótł rękoma jego szyję i pocałował go, na moment odkładając odpowiedź na wymuszoną obietnicę gdzieś na bok.
- A co jeżeli będzie ze mną gorzej? Co jeżeli będę częściej budził się nie tym dobrym sobą, tylko tym okrutnym i dalekim? - Pocałował go jeszcze raz. Tym razem było to jedynie delikatne muśnięcie warg? - Dalej będziesz mnie chciał? Nie będziesz gdybać nad tym jakiego mnie dostaniesz, tylko będziesz cieszył się z tego, że nadal istnieję? - Co jeżeli miłość nie wystarczała? Co jeżeli nie mógł się nią prawdziwie napełnić, co jeżeli potrzebował...
Obsesji?
To było łatwe czuć się przy nim kimś drobnym, kimś zbyt małym i zbyt delikatnym na ten świat. Ale Flynn wcale filigranowy nie był - i chyba coraz lepiej rozumiał, w jaki sposób załatać pustkę po utracie dawnego siebie. Miłość. Wielka gorąca miłość na jego zasadach. Zasadach... Których sam niekoniecznie chciał się trzymać.
- Pieprzyć jakąś zupę - odburknął. Tak naprawdę to był cholernie głodny i powinien coś zjeść. Tak samo jak powinien iść umyć się już wcześniej, ale protestował w imię... czego właściwie? Niektóre rzeczy robił chyba tylko po to, żeby zrujnować swoje i tak już kruche samopoczucie. Wszyscy zawsze mówili, że czyści zaczynali czuć się lepiej - jakby czyste ciało miało przy okazji wyczyścić ci umysł, ale u niego to teraz nie działało. Siedział na tych kafelkach i wciąż czuł się cholernie brudny. - N-nie o to mi chodziło - ale nie mógł zaprzeczyć prawdzie o najgorszych z możliwych pragnień, jakie nawiedzały go czasami, naprawdę lubił zahaczać planami o wizje nieuchronnej śmierci, a nawet ją romantyzował. - Cho-odziło mi o to, czy chciałbyś żebyśmy gnili tam razem. Kości przy kościach. - Bez wstydu, że nasze imiona wiszą obok siebie. Bez bycia przytulanką, do której żenująco było przyznać się poza cyrkiem, z którą nie chciało pokazać się w jakimś miejscu. Odpowiedź na niezadane pytanie dlaczego go w ogóle prowokował i dlaczego stąd uciekł. To było coś, co napisał sobie sam - to Flynn właśnie był autorem tego scenariusza! Ale to nie znaczyło, że nie było momentów kiedy nie chciał rozerwać go na strzępy! Nie miał szans zrozumieć tego nikt, kto nie budził się codziennie rano i nie rzucał kością na to, którym sobą dzisiaj będzie. Nie mieli szans zrozumieć tego nawet ci kochający go z całego serca - mogli tylko obserwować go i zastanawiać się, jaki nastrój dzisiaj przybierze i co przyniesie mu ten los.
Jeżeli spróbował wstać, to ściągnął go w dół. Na te kafelki. Zmusił go do tego, żeby usiadł, bo on chciał usiąść na nim. Bokiem, o wiele mniej erotycznie niż można się było po nim spodziewać. Czule. Oplótł rękoma jego szyję i pocałował go, na moment odkładając odpowiedź na wymuszoną obietnicę gdzieś na bok.
- A co jeżeli będzie ze mną gorzej? Co jeżeli będę częściej budził się nie tym dobrym sobą, tylko tym okrutnym i dalekim? - Pocałował go jeszcze raz. Tym razem było to jedynie delikatne muśnięcie warg? - Dalej będziesz mnie chciał? Nie będziesz gdybać nad tym jakiego mnie dostaniesz, tylko będziesz cieszył się z tego, że nadal istnieję? - Co jeżeli miłość nie wystarczała? Co jeżeli nie mógł się nią prawdziwie napełnić, co jeżeli potrzebował...
Obsesji?
To było łatwe czuć się przy nim kimś drobnym, kimś zbyt małym i zbyt delikatnym na ten świat. Ale Flynn wcale filigranowy nie był - i chyba coraz lepiej rozumiał, w jaki sposób załatać pustkę po utracie dawnego siebie. Miłość. Wielka gorąca miłość na jego zasadach. Zasadach... Których sam niekoniecznie chciał się trzymać.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.