08.04.2024, 17:20 ✶
Brenna wciąż była gadułą, ale za tym gadulstwem nie kryła się absolutna bezmyślność. Ludzie mogli mówić, że jest za mało ostrożna, w istocie jednak doskonale wiedziała, że trzeba uważać co i do kogo się mówi. Nie dlatego, że bała się, że stanie się obiektem ataku - i tak każdy, kto znał ją, znał i jej poglądy. Raczej by nie ściągnąć za dużej uwagi i nie zasugerować komuś, że...
...może chodzić o cokolwiek więcej.
- Terroryści zawsze mają pewną przewagę, bo oni nie muszą trzymać się zasad, a niektórzy obywatele podchodzą do sprawy jako „może działają radykalnie, ale mają trochę racji”. Porażką będzie dopiero nie wyciągnięcie wniosków z tego, co stało się tamtego wieczora... nie tylko przez Ministerstwo, ale przez społeczeństwo – powiedziała, posyłając mu uśmiech znad szklanki. Sama uważała, że mieli tam za mało ludzi i że wiele rzeczy nie zadziałało jak trzeba, a ona popełniła zbyt wiele błędów.
Takie wątpliwości nie były jednak czymś, czego potrzebowała teraz Anglia.
- Obawiam się, że Voldemort faktycznie nie zamieni śmierciożerców w klubie szydełkowania, więc nie. Póki nie zostanie ujęty, nie będzie lepiej – skwitowała. Łatwo było się zorientować, że za pytaniami Isaaca nie stoi zwykła ciekawość i od razu poczuła, że stąpa po grząskim gruncie. Może było to spotkanie z przyjacielem po latach, ale nie widzieli się tak długo, że wcale nie była pewna, czy nie obowiązywała zasada „wszystko co powiesz może zostać wykorzystane”.
Ale i tak nazwała Voldemorta po imieniu.
Nigdy nie nazywała go inaczej.
Strach przed imieniem wzmaga strach przed osobą, która je nosi.
– Trudno zachować obiektywność tam, gdzie giną całkowicie niewinni ludzie. Nie sądzę, aby w ogóle było to możliwe – powiedziała, niemalże łagodnym tonem, trochę innym od zwykłego trajkotania. Może dlatego, że temat był poważny, a może bo chociaż nie miała oporów przeciwko samej rozmowie, dobierała w niej słowa trochę staranniej niż robiła to zazwyczaj.
A może bo dorosła? W końcu Isaac pamiętał ją taką, jaką była, mając jakieś naście lat.
– O mechanizmach, które doprowadzają do takich sytuacji, na pewno wiesz więcej ode mnie. Jeżeli ja miałabym zgadywać, powiedziałabym, że chodzi dokładnie o to, o co chodziło, gdy do władzy doszedł Grindewald. Niektórzy po prostu lubią czuć się lepsi, inni chcą nowego porządku świata, by zdobyć dla siebie więcej na gruzach starego, a jeszcze inni… po prostu lubią krzywdzić innych – wyrecytowała i wzruszyła tutaj ramionami. Nie zbywając problem jako nieważny, a raczej dlatego, że widziała głównie to, co dla niej było oczywistością.
...może chodzić o cokolwiek więcej.
- Terroryści zawsze mają pewną przewagę, bo oni nie muszą trzymać się zasad, a niektórzy obywatele podchodzą do sprawy jako „może działają radykalnie, ale mają trochę racji”. Porażką będzie dopiero nie wyciągnięcie wniosków z tego, co stało się tamtego wieczora... nie tylko przez Ministerstwo, ale przez społeczeństwo – powiedziała, posyłając mu uśmiech znad szklanki. Sama uważała, że mieli tam za mało ludzi i że wiele rzeczy nie zadziałało jak trzeba, a ona popełniła zbyt wiele błędów.
Takie wątpliwości nie były jednak czymś, czego potrzebowała teraz Anglia.
- Obawiam się, że Voldemort faktycznie nie zamieni śmierciożerców w klubie szydełkowania, więc nie. Póki nie zostanie ujęty, nie będzie lepiej – skwitowała. Łatwo było się zorientować, że za pytaniami Isaaca nie stoi zwykła ciekawość i od razu poczuła, że stąpa po grząskim gruncie. Może było to spotkanie z przyjacielem po latach, ale nie widzieli się tak długo, że wcale nie była pewna, czy nie obowiązywała zasada „wszystko co powiesz może zostać wykorzystane”.
Ale i tak nazwała Voldemorta po imieniu.
Nigdy nie nazywała go inaczej.
Strach przed imieniem wzmaga strach przed osobą, która je nosi.
– Trudno zachować obiektywność tam, gdzie giną całkowicie niewinni ludzie. Nie sądzę, aby w ogóle było to możliwe – powiedziała, niemalże łagodnym tonem, trochę innym od zwykłego trajkotania. Może dlatego, że temat był poważny, a może bo chociaż nie miała oporów przeciwko samej rozmowie, dobierała w niej słowa trochę staranniej niż robiła to zazwyczaj.
A może bo dorosła? W końcu Isaac pamiętał ją taką, jaką była, mając jakieś naście lat.
– O mechanizmach, które doprowadzają do takich sytuacji, na pewno wiesz więcej ode mnie. Jeżeli ja miałabym zgadywać, powiedziałabym, że chodzi dokładnie o to, o co chodziło, gdy do władzy doszedł Grindewald. Niektórzy po prostu lubią czuć się lepsi, inni chcą nowego porządku świata, by zdobyć dla siebie więcej na gruzach starego, a jeszcze inni… po prostu lubią krzywdzić innych – wyrecytowała i wzruszyła tutaj ramionami. Nie zbywając problem jako nieważny, a raczej dlatego, że widziała głównie to, co dla niej było oczywistością.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.