08.04.2024, 18:55 ✶
Nie, jeśli chodziło o otwarte okno, zdecydowanie nie widział w tym żadnego problemu. Widocznie nie przypuszczał, by ktokolwiek miał być na tyle zdeterminowany, żeby pakować się do wnętrza domku akurat oknem. I widocznie nie zakładał, że kompletne zignorowanie tej kwestii przez niego, miałoby jakoś szczególnie poruszyć Penny. Krótkie machnięcie ręką powinno przecież w zupełności wystarczyć za odpowiedź, co zresztą nie byłoby nawet niczym niespotykanym wcześniej w jego przypadku. Zwłaszcza w sprawach tak mało istotnych – przynajmniej jego zdaniem.
– Pewnie łatwiej byłoby udawać, gdybyś odpuściła sobie na przykład robienie afery z byle pierdoły – z pewnym zaskoczeniem przyjął jej wybuch. Zaskoczenie było jednak tylko chwilowe i to ono w pierwszym momencie zatrzymało go w miejscu. Stosunkowo szybko ustąpiło miejsca poirytowaniu, które pojawiło się już w momencie, gdy odwracał się w kierunku przyjaciółki. Wraz z przelotnym spostrzeżeniem, że ta zdecydowanie nie zachowywała się normlanie – cokolwiek to normalnie miałoby oznaczać w jej przypadku. Doszukiwanie się w tym wszystkim czegoś podejrzanego prawdopodobnie mogłoby zakrawać już na niczym nieuzasadnioną paranoję, ale… nawet jeśli myśl ta ledwie zakręciła się w podświadomości i dość szybko ulotniła, trudno było wyzbyć się jej tak zupełnie.
– Śmiało, idź i zamknij to okno. Bo przecież lepiej, żebyśmy podusili się w tym cholernym domku. Ostatecznie można też przecież nocować na zewnątrz. Przynajmniej będzie czym oddychać, a i komary na pewno chętnie poprą ten pomysł – w każdej innej sytuacji najpewniej odpowiedziałby na jej poirytowanie we właściwy sobie, żartobliwy sposób. Tym razem jego wypowiedzi bliżej było jednak do zwykłej złośliwości, nie zabrakło w niej też dość zniecierpliwionej nuty. Może przez ten irracjonalny pomysł, że za niecodziennym zachowaniem Penny miałoby kryć się coś więcej, czymkolwiek to coś miałoby być. A może po prostu przez fakt, że naprawdę daleko było mu do ludzi jakoś wybitnie cierpliwych, którzy mogliby kolejnym machnięciem ręki zbyć całą tę absurdalną awanturę o… o co tak właściwie? Uświadomienie sobie absurdu sytuacji, paradoksalnie mogło jednak pomóc w wykrzesaniu z siebie przynajmniej odrobiny cierpliwości i opanowania.
– Albo po prostu zostaw je w spokoju. Nie idziemy przecież daleko i nie wydaje mi się, żeby gdzieś zaraz obok miał czaić się ktokolwiek, kto chciałby pakować się przez nie do środka – pozwoliwszy sobie na przeciągłe westchnięcie, kolejne słowa dorzucił już znacznie spokojniej, bez niepotrzebnych nerwów. I, tak przy okazji, nie bez racji. Bo przecież jezioro rzeczywiście znajdowało się tuż obok, a oni nie zamierzali chyba przepływać go całego wpław, a jedynie rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Mało prawdopodobne, by w tym czasie ktoś mógł dobrać się do pozostawionych w domku rzeczy. Zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka trudno byłoby w pobliżu doszukać się jakiegokolwiek potencjalnego złodzieja.
– Pewnie łatwiej byłoby udawać, gdybyś odpuściła sobie na przykład robienie afery z byle pierdoły – z pewnym zaskoczeniem przyjął jej wybuch. Zaskoczenie było jednak tylko chwilowe i to ono w pierwszym momencie zatrzymało go w miejscu. Stosunkowo szybko ustąpiło miejsca poirytowaniu, które pojawiło się już w momencie, gdy odwracał się w kierunku przyjaciółki. Wraz z przelotnym spostrzeżeniem, że ta zdecydowanie nie zachowywała się normlanie – cokolwiek to normalnie miałoby oznaczać w jej przypadku. Doszukiwanie się w tym wszystkim czegoś podejrzanego prawdopodobnie mogłoby zakrawać już na niczym nieuzasadnioną paranoję, ale… nawet jeśli myśl ta ledwie zakręciła się w podświadomości i dość szybko ulotniła, trudno było wyzbyć się jej tak zupełnie.
– Śmiało, idź i zamknij to okno. Bo przecież lepiej, żebyśmy podusili się w tym cholernym domku. Ostatecznie można też przecież nocować na zewnątrz. Przynajmniej będzie czym oddychać, a i komary na pewno chętnie poprą ten pomysł – w każdej innej sytuacji najpewniej odpowiedziałby na jej poirytowanie we właściwy sobie, żartobliwy sposób. Tym razem jego wypowiedzi bliżej było jednak do zwykłej złośliwości, nie zabrakło w niej też dość zniecierpliwionej nuty. Może przez ten irracjonalny pomysł, że za niecodziennym zachowaniem Penny miałoby kryć się coś więcej, czymkolwiek to coś miałoby być. A może po prostu przez fakt, że naprawdę daleko było mu do ludzi jakoś wybitnie cierpliwych, którzy mogliby kolejnym machnięciem ręki zbyć całą tę absurdalną awanturę o… o co tak właściwie? Uświadomienie sobie absurdu sytuacji, paradoksalnie mogło jednak pomóc w wykrzesaniu z siebie przynajmniej odrobiny cierpliwości i opanowania.
– Albo po prostu zostaw je w spokoju. Nie idziemy przecież daleko i nie wydaje mi się, żeby gdzieś zaraz obok miał czaić się ktokolwiek, kto chciałby pakować się przez nie do środka – pozwoliwszy sobie na przeciągłe westchnięcie, kolejne słowa dorzucił już znacznie spokojniej, bez niepotrzebnych nerwów. I, tak przy okazji, nie bez racji. Bo przecież jezioro rzeczywiście znajdowało się tuż obok, a oni nie zamierzali chyba przepływać go całego wpław, a jedynie rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Mało prawdopodobne, by w tym czasie ktoś mógł dobrać się do pozostawionych w domku rzeczy. Zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka trudno byłoby w pobliżu doszukać się jakiegokolwiek potencjalnego złodzieja.