08.04.2024, 19:42 ✶
Zamrugał kilkukrotnie patrząc na rysunek i poruszło to w nim jakieś dziwaczne struny. Nigdy jeszcze nie był po drugiej stronie barykady, nie był tym dorosłym, które rozmawiało z dzieckiem, zawsze to on był dzieckiem, a potem... potem nie miał już komu pokazywać swoich rysunków i marzeń.
Zamyślił się pamiętając o tym, jak mało w Warowni było dzieci, innych tego samego rodzaju, innych z miotu, jak przewalające się przez siebie wzajem kociaki czy szczenięta. Oczywiście był Karl, ale ten zdawał się też Bardzo Dorosłym Kotem, a nie kociakiem, który miałby ochotę się zwyczajnie bawić.
Sam nie był głupi, ale czasem nie łączył kropek, gdy jego umysł przykleił się do jakiejś myśli. Trzymając obrazek nie zastanawiał się czyim dzieckiem jest Mabel, choć miał już pełen obraz.
– Jak masz na imię w ogóle? Bo ja jestem Sam. – powiedział, a jego wewnętrzne dziecko struchlało. To nigdy nie kończyło się dobrze, prędzej czy później inne dzieciaki będą się śmiać, że jest znajdą porwaną przez Babę Jagę z Kniei, że Baba Jaga pewnego dnia go zje. Odsunął jednak swój strach. Nie o to przecież chodziło.
– No i z tym rozumieniem... tak jakby tak. Umiem wyczuć ich intencje, zrozumieć potrzeby. Umiem je poczuć i też coś tam wiem, jak się je zaspokaja. Nawet teraz, często lepiej mi zrozumieć zwierzęta niż ludzi. Wiesz czemu? Bo w sumie znam takie zaklęcie, że potrafię przemienić się w niedźwiedzia. Chciałabyś... em... chciałabyś się w ramach przeprosin przejechać na moim grzbiecie? Nie wszyscy mają tyle szczęścia, żeby spotkać miśka w lesie i przeżyć bez wspinaczki na drzewo. – dodał, nie wspominając o tym, że nie wszyscy mają okazję w ogóle spotkać miśka, skoro te w naturalnym środowisku były wytrzebione w Anglii kilka wieków wcześniej. – Co Ty na to?
Zamyślił się pamiętając o tym, jak mało w Warowni było dzieci, innych tego samego rodzaju, innych z miotu, jak przewalające się przez siebie wzajem kociaki czy szczenięta. Oczywiście był Karl, ale ten zdawał się też Bardzo Dorosłym Kotem, a nie kociakiem, który miałby ochotę się zwyczajnie bawić.
Sam nie był głupi, ale czasem nie łączył kropek, gdy jego umysł przykleił się do jakiejś myśli. Trzymając obrazek nie zastanawiał się czyim dzieckiem jest Mabel, choć miał już pełen obraz.
– Jak masz na imię w ogóle? Bo ja jestem Sam. – powiedział, a jego wewnętrzne dziecko struchlało. To nigdy nie kończyło się dobrze, prędzej czy później inne dzieciaki będą się śmiać, że jest znajdą porwaną przez Babę Jagę z Kniei, że Baba Jaga pewnego dnia go zje. Odsunął jednak swój strach. Nie o to przecież chodziło.
– No i z tym rozumieniem... tak jakby tak. Umiem wyczuć ich intencje, zrozumieć potrzeby. Umiem je poczuć i też coś tam wiem, jak się je zaspokaja. Nawet teraz, często lepiej mi zrozumieć zwierzęta niż ludzi. Wiesz czemu? Bo w sumie znam takie zaklęcie, że potrafię przemienić się w niedźwiedzia. Chciałabyś... em... chciałabyś się w ramach przeprosin przejechać na moim grzbiecie? Nie wszyscy mają tyle szczęścia, żeby spotkać miśka w lesie i przeżyć bez wspinaczki na drzewo. – dodał, nie wspominając o tym, że nie wszyscy mają okazję w ogóle spotkać miśka, skoro te w naturalnym środowisku były wytrzebione w Anglii kilka wieków wcześniej. – Co Ty na to?