08.04.2024, 21:05 ✶
Lubiła ubrania swojego brata.
Lubiła, że przez drobną, ekstremalnie obecnie wychudzoną figurę własną i niezmiennie górującą nad innymi, masywną figurę właściciela swetra, mogła topić w nim jak w jednoosobowym namiocie. Ciepła kremowa wełna o prostym i grubym splocie otulała ją, długie rękawy swobodnie spływały po kościstych ramionach, w ramach konieczności w każdej chwili dłonie mogły ukryć się w tunelach. I ciało... ciała nie było widać aż do połowy uda. Czasem zapominała założyć prócz swetra cokolwiek więcej na siebie. Lubiła czuć to charakterystyczne drapanie, lubiła nieustanne podgryzanie materii należącej do niego. Pachnącej nim.
Anioły stróżujące nad jej spokojem czuwały, żeby nie wyglądała jak upiór, żeby nie straszyła innych pensjonariuszy. Niedbały kok zgarnięty z części długich, splątanych włosów zrobiony był misternie zaplątanym w pasma ołówkiem. Prócz swetra miała czarne legginsy, podkreślajace patykowate nogi. Siedziała na pomoście bosa, z czarną od leśnego runa podeszwą nagiej stopy. Jej dłonie, a konkretniej małe paluszki i śródręcze o strony kartki były czarne od grafitu. Szkicowała niemalże na oślep, zapatrzona w dal poruszając dłonią instynktownie. Drzewa na jej czarnobiałych obrazach pozbawione były liści, jak wygięte reumatyzmem palce infernusów sięgały ku samotnym postaciom spowitym przez mgłę. Dalej otwór pośród czerni i tylko ręka sięgająca ku ćmie. Dalej portret, misternie splecione włosy odwróconej plecami kobiety. Długa szyja wyłaniała się z wielu prób, wielu kresek próbujących oddać jej łukowanie. I tylko oczy... niewidzialne zza bazgraniny intensywnie czarnych kresek dodanych w gniewie, w artystycznej furii niezgody na to, co wyszło spod jej palców.
Zadrżała na brzmienie głosu Atreusa i odwróciła się ku niemu jak wychudła kotka przyłapana nad posiłkiem złożonym ze zdechłej ryby. Jej miodowe oczy lśniły jeszcze bardziej złociście niż mógł je zapamiętać, teraz bardziej wyłupiaste, gniewne, zdziczałe...
– Nie chcę– odpowiedziała krótko, wzdrygując się przy tym, zaciskając i rozluźniając kompulsywnie palce na kartkach szkicownika.
!szaleństwoWindermere