Miała ogromne szczęście, że mogła dzielić swoje dole i niedole z Erikiem, nigdy jej nie oceniał, w żaden sposób, zawsze starał się doradzić, potrafił stwierdzić, co jest dla niej dobre. Bezgranicznie mu ufała w każdej dziedzinie życia. Ta więź była chyba najtrwalszą i najsilniejszą, jaką udało jej się stworzyć, mimo burz, które się pojawiały, zawsze potrafili się dogadać, dojść do porozumienia. Martwili się o siebie i wiedzieli o tym, że co by się nie działo to druga strona gotowa będzie wesprzeć tę pierwszą. Bez względu na wszystko. Może nie było to do końca zdrowe, ale naprawdę cieszyło ją to, że dawno temu ich losy się ze sobą połączyły i że nadal rozwijali tę relację. Nie umiała sobie wyobrazić swojego życia bez Erika gdzieś obok.
- Poradzisz sobie, jesteś już prawie trzydziestoletnim mężczyzną, na pewno dasz radę. - Kto jeśli nie on? Wiedziała, że niektóre rody czystej krwi mają wątpliwą reputację, jednak było to tylko wesele, na pewno nie będzie tak źle, jak sobie wyobrażał, wierzyła, że znajdzie godne towarzystwo, które pomoże mu się przemęczyć na tym spędzie, ba miała nadzieję, że będzie się tam wyśmienicie bawił, bo należało mu się to po tej nieprzespanej nocy.
- Mogło, ale się nie wydarzyło, możesz skończyć te wyrzuty. - Naprawdę to nie o tym chciała rozmawiać, liczyła nadzieję, że utną ten temat, bo nie miała w tej chwili ochoty na taką konfrontację. Znęcał się nad nią już na tym śniadaniu, myślała, że mu przeszło, najwyraźniej bardzo mocno zalazła mu za skórę.
Brenna wykazała się w stosunku do Nory ogromnym zrozumieniem. Pomogła jej się ogarnąć po powrocie, doprowadzić do porządku i nie zadawała pytań, żadnych. Jakby nie chciała zupełnie ingerować w to, co się wydarzyło mimo okropnego stanu, w którym ją zastała, bo przecież nie zdążyła doprowadzić się do porządku po tym wszystkim, co się wydarzyło. - Powiedziała, no powiedzmy. - Wolała nie wspominać o tym, że była nad wyraz wyrozumiała w stosunku do niej, bo Erik mógłby to wykorzystać i nadal się nad nią znęcać, a tego wolałaby już uniknąć. Naprawdę miała dość wysłuchiwania tego, jak bardzo jest nieodpowiedzialna i jak się na niej zawiódł.
Jednak udało jej się go rozbawić, kamień z serca, nie wiedziała, nie wyczuła w tym raczej kpiny, a znała go na tyle, by mieć pewność, jakie są jego zamiary. Odetchnęła głęboko, chyba zmierzali w odpowiednim kierunku, ku pojednaniu, a przynajmniej taką miała nadzieję.
- Przykro mi, że nie spałeś, dobrze jednak, że nie trafiłeś na mnie nad ranem. - i dla niej i da niego, bo czuła, że mogłoby paść wiele słów, których mogliby żałować, a tak to każde z nich miało czas na to, żeby nieco ochłonąć.
- Nie spałam na zewnątrz, już bez przesady. - Może i domek ogrodnika znajdował się na zewnątrz, jednak okazał się stać całkiem niezłym apartamentem, kiedy ktoś poświęcił mu odpowiednią ilość uwagi. Chodzi mi o śniadanie, nie powinnam była pojawić się w ogrodzie. - Dodała spokojnym tonem, chociaż nie patrzyła na niego teraz, spoglądała na swoje stopy, jakby były nie wiadomo jak interesujące.
Uniosła wzrok dopiero wtedy, gdy przyjaciel wspomniał o tym, że sam zrobił ostatnio parę głupstw. Wydawał jej się być taki ogarnięty, że nie spodziewała się po nim tego, że on też może popełniać błędy, przynajmniej ostatnio był bardzo stateczny, no może poza tymi drobnymi sytuacjami, które kilka razy ją zdenerwowały. - Wszystko prędzej, czy później odejdzie w zapomnienie, nie martw się. - Nie wiedziała, czy powinna pytać w tej chwili, co właściwie się wydarzyło, jakże zabawne, że ta pamiętna popijawa była początkiem upadku ich dwójki.
Milczała chwilę, jakby nie wiedziała, czy faktycznie chce o tym mówić, ale chyba była mu winna wyjaśnienia po tym, jak się o nią zamartwiał całą noc. Westchnęła głośno i zaczęła mówić. - Wczoraj, na tej potańcówce spotkałam kogoś, kogo nie widziałam od bardzo dawna, naprawdę dawna. Myślałam, że pogodziłam się z tym, jak ułożyło się nasze życie, ale chyba nie do końca. Mieliśmy porozmawiać, tylko porozmawiać, wyjaśnić sobie parę spraw, ale nie wyszło, znaczy wyszło, ale coś zupełnie innego, czego nie zakładałam w swoim scenariuszu. - Wyrzucała z siebie słowa bardzo szybko, jakby się bała, że nie zdoła już nic więcej powiedzieć. Erik na pewno wiedział do czego zmierza, przecież czuł to wszystko, przez tę cholerną więź, która połączyła ich podczas Beltane.