08.04.2024, 22:03 ✶
Nie był pewien czego się właściwie po Moody spodziewał, ale niekoniecznie tego, że będzie wyglądać jak dzikie zwierzę, które podszedł jakieś nieostrożny łowca. Rozczochrana i wychudła, sprawiała wrażenie, jakby właśnie wyrwała się na wolność, a nie jakby spędziła ostatnie miesiące w Lecznicy Dusz, bo nie wiedział jak inni, ale na przykład był przekonany, że tam nawet dbano o swoich pacjentów. Przynajmniej jako tako. Jak widać jednak było na załączonym obrazku, wyraźnie przeceniał zdolności tamtych lekarzy, a może i poziom całej jednostki. No chyba, że panna Moody tak mocno została na tym Beltane pierdolnięta w głowę, że nawet po przebudzeniu wszystkiego jej się odechciało.
Nie chcę. Najwyraźniej znalazł sobie trochę kiepskie towarzystwo do prowadzenia jakichkolwiek konwersacji, bo równie dobrze mogła zwyczajnie na niego spojrzeć i znowu odwrócić się do obrazka, albo zwyczajnie do zignorować. Może następnym razem, jak go natchnie na chwilę odpoczynku, to sobie powinien zorganizować odpowiednie towarzystwo, a nie liczyć na to, że los w tej kwestii się do niego uśmiechnie.
Ale kiedy tak patrzył na te jej dzikie oczy, czuł gdzieś podskórnie, że to była tylko taka gra. Nie znał Mills na tyle, by odpowiednio móc ją ocenić jako człowieka, bo jedyne co miał z nią wspólnego to jej brat - a to i tak była znajomość powierzchowna i polegająca na zwyczajnym pokazywaniu sobie, kto lepiej wypadnie na akcji. Jego siostra natomiast wciąż była brygadzistką, a to z kolei skutecznie obniżało jej wartość w oczach Bulstrode'a.
- A coś chcesz tak ogólnie, czy przyszłaś tutaj na ten pomost tylko straszyć ludzi? - zapytał, tonem całkiem przyjemnym, gdyby nie szedł w parze z odrobinę kpiącym uśmiechem, który z resztą zaraz przykrył przykładanym do ust papierosem. - A to - wskazał palcem na trzymany szkicownik, na moment tylko odrywając spojrzenie od niego i przenosząc go na krajobraz, jakby próbował się dopatrzeć jakichkolwiek podobieństw. - To taka luźna interpretacja, czy jak to jest?
Nie chcę. Najwyraźniej znalazł sobie trochę kiepskie towarzystwo do prowadzenia jakichkolwiek konwersacji, bo równie dobrze mogła zwyczajnie na niego spojrzeć i znowu odwrócić się do obrazka, albo zwyczajnie do zignorować. Może następnym razem, jak go natchnie na chwilę odpoczynku, to sobie powinien zorganizować odpowiednie towarzystwo, a nie liczyć na to, że los w tej kwestii się do niego uśmiechnie.
Ale kiedy tak patrzył na te jej dzikie oczy, czuł gdzieś podskórnie, że to była tylko taka gra. Nie znał Mills na tyle, by odpowiednio móc ją ocenić jako człowieka, bo jedyne co miał z nią wspólnego to jej brat - a to i tak była znajomość powierzchowna i polegająca na zwyczajnym pokazywaniu sobie, kto lepiej wypadnie na akcji. Jego siostra natomiast wciąż była brygadzistką, a to z kolei skutecznie obniżało jej wartość w oczach Bulstrode'a.
- A coś chcesz tak ogólnie, czy przyszłaś tutaj na ten pomost tylko straszyć ludzi? - zapytał, tonem całkiem przyjemnym, gdyby nie szedł w parze z odrobinę kpiącym uśmiechem, który z resztą zaraz przykrył przykładanym do ust papierosem. - A to - wskazał palcem na trzymany szkicownik, na moment tylko odrywając spojrzenie od niego i przenosząc go na krajobraz, jakby próbował się dopatrzeć jakichkolwiek podobieństw. - To taka luźna interpretacja, czy jak to jest?