Philipowi ze wszystkich dostępnych w tym momencie ucieczka wydawała się najlepszym wyjściem. Chciał stąd uciec zanim ten statek spocznie na dnie, a oni razem z nim. Za wszelką cenę starał się nie dopuścić do głosu tych wszystkich najczarniejszych myśli, które tylko czekały na moment aż straci czujność. Jeśli się nie uratują to ich życie prawdopodobnie zostanie podsumowane artykułem na łamach zarówno mugolskiej, jak i czarodziejskiej prasy. Pozostawią na tym świecie rodzinę i przyjaciół oraz zwierzęta, którymi się opiekowali. Ktoś inny na jego miejscu mógłby zacząć doszukiwać się trudnego do pojęcia romantyzmu w świetle tego, że na pokładzie tonącego okrętu jest z kimś, kogo pokochał. Tak samo jak ktoś inny na jego miejscu mógł doszukiwać się zrozumiałego tragizmu, że przebywa na pokładzie idącego na dno statku z kimś, kto prawdopodobnie tego nie odwzajemnia. W obliczu kolejnej tragedii, jaka mogła wstrząsnąć tym światem, każda tego rodzaju myśl wydawała się małostkowa. W takich chwilach łatwo sobie uświadomić, jak bardzo mało znaczyło się w tym świecie i że wszystkie posiadane materialne dobra tracą na wartości. Jak bardzo ludzkie życie było ulotne.
O kruchości ludzkiego życia dobitnie świadczyły przebijające się przez szczęk metalowego kadłuba. Philip zamknął powieki, zaciskając palce na tym materacu. Pośpieszenie tym wszystkim ludziom na pomoc wydawało się słuszne, jednak stojące w sprzeczności z krzyczącym instynktem samozachowawczym. Starając się udzielić pomocy innym samemu można było stracić życie. W tym przypadku spocząć na zawsze w pustce i chłodzie na dnie morza. Potrafił znaleźć w sobie niespotykane pokłady odwagi i gotowości do działania, jednocześnie mierząc siły na zamiary. Tym właśnie była świadomość zbyt małej mocy sprawczej. Poza uratowaniem siebie samego zależało mu na obecnym tu Laurencie, od którego oczekiwał że przywdzieje trzymaną tak kurczowo foczą skórę i popłynie ku powierzchni wody. Mógł zagwarantować mu szansę na wydostanie się stąd. Tego rodzaju postawa nie zdarzała mu się często.
— Nie chcę czekać na to aż ten statek sięgnie dna a my razem z nim. — Powzięty przez niego zamiar wynikał właśnie z gwałtownego rozwoju zdarzeń, tego, że wolał spróbować wydostać ich stąd za wszelką cenę. To też mogło pomóc innym pasażerom tonącego statku przy założeniu, że jacykolwiek członkowie załogi zdążyli zwodować szalupy ratunkowe. Pozostaje mieć nadzieję, że na nich już nie oszczędzano środków finansowych. Jeśli tego nie zrobiono to może jakiekolwiek szalupy nie uległy zniszczeniu podczas katastrofy i mogliby zrobić z nich należyty użytek. Laurent miał serce na właściwym miejscu i jakoś tak wychodziło, że nawet w takiej sytuacji potrafił zjednać sobie go do tego stopnia, że... ostatecznie sam stanął na nogach i zamierzał sprawdzić te pokoje. — Wolałbym się nie rozdzielać. — Wymruczał w odpowiedzi na tę propozycję. Wydawała się słuszna z tych właśnie względów, jednak w takich właśnie momentach rozdzielanie się nie było właściwe. W razie bezpośredniego zagrożenia będą zdani tylko na siebie.
Czemu nie wybierzesz tego, co jest dobre dla was? Czemu go nie powstrzymasz przed narażaniem swojego życia dla innych? Czemu nie wydostaniesz go stąd, nawet pomimo jego sprzeciwu? I siebie? Co chcesz tym pokazać? Co osiągnąć? Gdzie istniała granica gotowości do poświęceń? Jak chcesz być postrzegany przez Laurenta? To był możliwie najgorszy moment na zmaganie się z tego rodzaju myślami.
Sam pomagał wydostać się tym wszystkim ludziom z tych pomieszczeń, postępując tym samym właściwie. Jak jeszcze nigdy przydała mu się wypracowana przez lata umiejętność dowodzenia, występowania oraz posiadania przez niego charyzma. Podążający za nimi ludzie zdawali się im zaufać. Nie mieli wyboru, jeśli chcieli zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Wystrzelenie z różdżek snopu czerwonych iskier mogłoby stanowić odpowiednik niemagicznych flar. Uratowanie wszystkich nie było możliwe. Ta tragedia zostanie z tymi ludźmi na zawsze. Z nimi również.
Korytarz, do którego wlewała się woda, wypełniał się nią zdecydowanie za szybko. Na to nie dawało się należycie przygotować. Przed otaczającym ich zewsząd żywiołem nie dawało się uciec. Jemu bardzo trudno będzie wyrzucić z głowy widok pozbawionych życia ludzkich ciał i ich bliskich. To jednak nie oni będą próbować je potem wydobyć na powierzchnię celem zapewnienia im godnego pochówki. Następne minuty albo godziny będą decydujące.