To było najważniejsze. Zadowolenie Mab, nic innego się nie liczyło. Norka uśmiechnęła się szczęśliwa, bo zadowolenie córki dawało jej radość, jak nic innego. - Całkiem szybko nam poszło, to znaczy tobie, bo ja tylko doglądałam. - Dodała jeszcze. Chwaliła dziewczynkę bardzo często, bo wydawało jej się, że dzięki temu wyrośnie na osobę pewniejszą siebie, ale też zwyczajnie czuła taką potrzebą, szczególnie, kiedy jak dzisiaj radziła sobie wyśmienicie. Nie miała z nią problemów, miała wrażenie, że Mabel jest nad wyraz wyrozumiała, bo mimo tego, że została wychowana tylko przez nią (no, oczywiście nie licząc tej całej masy ciotek i wujków, która przewijała się przez ich życie) to nie sprawiała żadnych problemów, najmniejszych. Nigdy nie spotkała się też z jej strony z pretensjami, że milczy jak zaklęta i nie podzieliła się z nią informacją o tym, kto jest jej ojcem. Nie powiedziała o tym nikomu, kryła te myśl bardzo głęboko, kiedy tak spoglądała na dziewczynkę przypomniała sobie słowa Szeptuchy na Sabacie, która mówiła, że ma skończyć z kłamstwami, wieszczki, której się bała, która wydawała się widzieć więcej od wszystkich. Tylko niemówienie prawdy nie było wcale kłamstwem? Usprawiedliwiała się w ten sposób od lat, choć w głębi duszy czuła, że przyjdzie taki moment, w którym Mab będzie chciała poznać prawdę, oby jak najpóźniej, bo nie do końca wiedziała, jak się wytłumaczy z tego wszystkiego komukolwiek, bo czasem czuła, że powinna była o niej powiedzieć jej ojcu, bo miał prawo wiedzieć, tylko, że to nie było takie proste, na pewno nie teraz, po tylu latach.
Odsunęła te wszystkie myśli na bok, miały cieszyć się tą chwilą, nie chciała przy niej pochmurnieć. Trwały więc jeszcze trochę w tej kuchni, dopóki ostatni kawałek ciasta nie został nadziany owocami, i ostatnia blacha z drożdżówkami nie została wyciągnięta z pieca. Później zapakowały wszystko zgrabnie w karton, aby Młoda mogła zabrać ten niewielki poczęstunek do Warowni, tak jak chciała.