Temat ze sprawdzeniem jego kobiet, został milczeniem ucięty, co mogło tylko bawić Renigalda, że ów kolega ze szkoły nie wypłaciłby za taką usługę. Może w ogóle zrezygnował? Brzmiało to przecież zabawnie.
Skupili się na poważniejszym temacie, na który szczerze Malfoy nie spodziewał się rozmawiać. Ale miał przed sobą historyka, który ciekaw był opinii innych osób względem sytuacji w kraju. Jak postrzegają. Czemu miałby się chować ze swoimi poglądami, skoro wiele rodzin czystokrwistych tego nie robiła?
Nie bał się.Dlatego bez krępacji zadał bezpośrednie pytanie dawnemu Gryfonowi, który na to wszystko mógł patrzeć zupełnie inaczej. Zaskoczył go? Aż się kącik ust uniósł Renigaldowi ku górze.
- Czyżby?Wpatrywał się z niego, wciąż lekko uśmiechając.
- Zawsze stajemy przed jakimiś wyborami. Błahymi i poważnymi. Może pamiętasz historię związaną z Grindelwaldem? Za jego czasów też istniały takie podziały, wybory.
Wspomniał dawnego czarnoksiężnika. Podziwiając go za to co w tamtym czasie zrobił. Szkoda, że nie osiągnął tego co zamierzał w pełni. Może obecny Czarny Pan, dokona niemożliwego?
- Kogo miałoby mi być szkoda? Szlam? Szumowin? Daj spokój.
Prychnął rozbawiony. Upił łyk swojego piwa. Nie będzie się poniżał do takiego stopnia, aby żal było mu jakiejś szlamy. Powinni wiedzieć, gdzie ich miejsce. A na pewno nie było ono w Ministerstwie Magii jak i w całej społeczności magicznej. Nawet w szkole nie okazywał im litości. Nie pomagał im. Zawsze patrzył na nich z góry. Byli tylko szczurami, które trzeba przepędzić, albo wybić.
Jeżeli o samego Leacha chodziło, szanował swojego krewnego, który sprawił, że Nobby zszedł dosłownie ze stołka Ministra. Choć lata trzeba było na to czekać.