Na prowokacje należało uważać. Jedna strona prowokować mogła, a co z twoją własną? Stawianie granic w przypadku obcych osób było naturalne, ale niekoniecznie naturalne, kiedy posiadało się przed sobą istotę stojącą wyżej w łańcuchu pokarmowym. Samo podjęcie rozmowy z wstępnie groźną istotą, która była do ciebie negatywnie nastawiona, stanowiło ryzyko. To był gambling. Czyste założenie, że skoro proponował herbatę (niczego do niej nie dosypał?) i skoro podawał się za brata Geraldine, wokół nie było żadnych elementów przemocy, śladów walki... Geraldine nie dałaby sprzedać swojej skóry tanio, co do tego był więcej niż pewien.
- Jest pan ostatnią osobą, która powinna to punktować. - Astaroth nie był pierwszą osobą, która mówiła o tym negatywnie, z pogardą, z uprzedzeniem i nie był na pewno ostatnią. W większości wykorzystywał to jako atut. Ludzie byli ciekawi, zauroczeni, zafascynowani. Chcieli słyszeć śpiew, albo spoglądali jak na egzotyczną istotę. Ale byli też tacy, których obrzydzało spółkowanie z istotami, które nie były czarodziejami, a mimo to z jakiegoś powodu uznawano ich czystą krew. Bo same były istotami czystej magii.
- Gdybyśmy się obyli bez agresji to owszem, można by było. - Człowiekowi, który gotów jest ci chyba złamać rękę przez same podejrzenia nie mówisz, że no... stał się taki WYPADEK. Gotów ci wtedy złamać kark, bo ci jeszcze nie uwierzy, że to wypadek. Nawet tutaj Laurent nie spodziewał się, że Astaroth to przyjmie z taką FINEZJĄ, jeśli w ogóle można użyć tego słowa. Tak spokojnie. - Z uwagi na pana urodę pokusiłbym się nawet na dwa drinki gdyby nie myśl, że jest pan nieobliczalnie agresywnym rasistą. - Dlatego należy z panem postępować jak ze zgniłym jajkiem. Czasami jednak duma wychodziła na wierzch, dlatego można było instynkt samozachowawczy zepchnąć na dalszy kąt.
- Byłbym do niego zdolny co najwyżej dlatego, że próbował mi pan wykręcić rękę. - Albo zrobić coś jeszcze gorszego. - Jeśli mnie pamięć nie myli to już przepraszałem i mówiłem panu, że to wypadek. - Był właściwie pewien, że tak było, ale pamięć bywa mylna, szczególnie, kiedy obrazy przeszłości podsycone były strachem. Tam, na tej plaży, naprawdę się bał. A teraz starał się nie chwiać w swojej postawie przed wampirem. - Oczywiście, że nie. Zresztą jeden raz wystarczył, żebym był pouczony. - Nooo, co prawda zdarzy się jeszcze jeden, ale miejmy nadzieję - ostatni. O tym jednak Laurent pojęcia nie miał, dlatego teraz wręcz zabrzmiał na sfrustrowanego, że w ogóle pojawiło się pytanie. Zajął miejsce naprzeciwko Astarotha i założył nogę na nogę. - Czy to przesłuchanie?