09.04.2024, 13:42 ✶
Olivia w zasadzie też nie myślała, czy ma to jakiś większy sens. To jest: dla niej miało i po prostu nie brnęła w te rozważania dalej. Tak po prostu, tak jak zawsze.
- Mam cośtam, ale nie wiem w sumie czy to wystarczy - powiedziała, chcąc sięgnąć do plecaka po mugolski portfel. Nosiła ze sobą dwa, ten z funtami miała gdzieś zawsze przy sobie, rzadko kiedy się bez niego ruszała. I mimo że wciąż przeliczanie pieniędzy szło jej koszmarnie, to cośtam przy sobie miała - na wypadek gdyby miały znowu wsiąść do pociągu bylejakiego i pojechać bylegdzie. - Jak nieodpowiednio?
Zapytała w odpowiedzi, patrząc na swoje ciuchy. W sumie to… Faktycznie - od razu widać było, że są “miastowe”. Ludzie tutaj ubierali się trochę staromodnie, niektórzy mniej, a niektórzy bardziej. Ale nie było tu dżinsów, które miała na sobie Olivia - były raczej naturalne materiały, niegniotące się i dość przewiewne. Wygodne, niedrapiące. I trochę znoszone. No i obie miały plecaki, więc wypisz-wymaluj turystki. Może dzieci podbiegły do kobiety przy znaku, by ją ostrzec przed “łatwym zarobkiem”?
Kobieta westchnęła ciężko. Opuściła głowę, ale pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Tak, tak… Muzeum samo się utrzymuje, przyciąga turystów - zasępiła się, a Olivii na chwilę żal ścisnął serce. Może jednak zapłacą za te bilety…? Zerknęła na Brennę pytająco. - Klejnotów tam jest dużo, ale takich w naszyjnikach… Nie, nie kojarzę, takie rzeczy to raczej w Londynie, panienko.
Odpowiedziała po chwili zastanowienia się, drapiąc się po nosie. Zerknęła na Olivię, która przyglądała się jej z ciekawością.
- A może pamiątkę? Mam tutaj ręcznie lepione i wypalane kubeczki i garnuszki!
- Mam cośtam, ale nie wiem w sumie czy to wystarczy - powiedziała, chcąc sięgnąć do plecaka po mugolski portfel. Nosiła ze sobą dwa, ten z funtami miała gdzieś zawsze przy sobie, rzadko kiedy się bez niego ruszała. I mimo że wciąż przeliczanie pieniędzy szło jej koszmarnie, to cośtam przy sobie miała - na wypadek gdyby miały znowu wsiąść do pociągu bylejakiego i pojechać bylegdzie. - Jak nieodpowiednio?
Zapytała w odpowiedzi, patrząc na swoje ciuchy. W sumie to… Faktycznie - od razu widać było, że są “miastowe”. Ludzie tutaj ubierali się trochę staromodnie, niektórzy mniej, a niektórzy bardziej. Ale nie było tu dżinsów, które miała na sobie Olivia - były raczej naturalne materiały, niegniotące się i dość przewiewne. Wygodne, niedrapiące. I trochę znoszone. No i obie miały plecaki, więc wypisz-wymaluj turystki. Może dzieci podbiegły do kobiety przy znaku, by ją ostrzec przed “łatwym zarobkiem”?
Kobieta westchnęła ciężko. Opuściła głowę, ale pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Tak, tak… Muzeum samo się utrzymuje, przyciąga turystów - zasępiła się, a Olivii na chwilę żal ścisnął serce. Może jednak zapłacą za te bilety…? Zerknęła na Brennę pytająco. - Klejnotów tam jest dużo, ale takich w naszyjnikach… Nie, nie kojarzę, takie rzeczy to raczej w Londynie, panienko.
Odpowiedziała po chwili zastanowienia się, drapiąc się po nosie. Zerknęła na Olivię, która przyglądała się jej z ciekawością.
- A może pamiątkę? Mam tutaj ręcznie lepione i wypalane kubeczki i garnuszki!