Windermere okazało się sprostać oczekiwaniom, jakie rysował wobec niego według tego, co przeczytał. I nie chodziło tutaj o zaginięcia czy morderstwa (potencjalne). Chodziło o to, jaką popularnością cieszył się ośrodek. Nigdy wcześniej tego nie docenił, że światło księżyca mogło nadawać takiego romantycznego wymiaru spędzonym wspólnie chwilom, że gwiazdy mogły tak lśnić i migotać właśnie dlatego, że odbijały się w oczach Victorii. Nie sądził, że drzewa nocą, które w jego głowie zlewały się w jedną lepką breję, mogą być tak tajemniczo ujmujące, by dodawać wspólnie spędzonemu czasu nie charakteru strachu, a właśnie intymności. Natura nie była teraz obojętna, bo zazwyczaj jej nie dostrzegał i ją pomijał. Teraz była wypełnieniem piękne chwili, która rozlewała się namiętnością pod jego głową, ale zatrzymywała się jeszcze w punkcie, w którym był rzeczywiście w stanie nad sobą zapanować i krew nie uderzyła mu do głowy zupełnie. Czy raczej - w inną część ciała.
- Jeszcze nigdy się tak nie cieszyłem z doboru partnera. Popatrz, a sądziłem, że będę nie lubił każdego. - Nie, to nie tak, że każdego nie lubił - po prostu trzymał się na większy dystans, sporo młodych przychodzących do biura chciało szukać swojego spełnienia w pościgach, w wybuchach. Cain chętnie by pomógł każdemu, naprawdę. Ludzkie życie przecież było najcenniejszą rzeczą, jaką posiadaliśmy i jaką mogliśmy zaoferować, więc chronienie go było naturalne. Jego pragnienie, żeby coś zmienić na tym świecie, droga, którą przebył, drążyła skałę do tego celu - żeby móc naprawdę pomóc. Tylko niekoniecznie wysuwając się na front. Przekładał więc swoje zdolności tam, gdzie mógł. A ten cel, to miejsce, tu i teraz, w Windermere, przy Victorii - jasne, miejsce mogło być lepsze. Ale osoba..? Nie, z nikim innym nie chciałby tutaj teraz być bardziej niż z nią.
- Yhym. - Odetchnął i przesunął kciukiem po dolnej wardze, rozgrzanej nawet mimo tego, jak skóra Victorii była zimna. Jeśli rzeczywiście miał myśleć czyimś więcej niż przyrodzeniem to zwyczajnie potrzebował tej chwili dystansu, żeby pożądanie spłynęło po jego ciele i niekoniecznie rosło w górę od przypadkowych dotyków i muśnięć. W przypadku mężczyzn to nie było aż tak proste jak u kobiet poradzenie sobie z tym tematem. - Wziąłem Nox, żeby posłać list w razie czego, ale lepiej będzie, jak sam na moment wrócę, żeby ich powiadomić. - Rozejrzał się za tym paskudnym ptakiem, który często go słuchał. I często go też nie słuchał, czego wielokrotnie Victoria mogła być świadkiem. Cain po prostu nie miał ręki do zwierząt. Na szczęście miał całe morze cierpliwości... które wcale nie pokazywało się przed chwilą, kiedy miał ochotę sprawdzić, jak dobrze ich ciała by do siebie pasowały.