Boom! Trafiony, zatopiony! Gdyby właśnie grali w statki, Nicholas zyskałby punkt i mógłby oddać kolejny strzał. Jego stwierdzenie było jak najbardziej trafne i prawidłowe. Czy zmieniało to jednak coś więcej, niż nic? Nie. Mieli ważniejsze rzeczy do roboty. Mieli do pogadania.
- No i to jest słuszny wybór - odparł, powracając na moment do skrzynki z alkoholem i czym prędzej zabierając za obsłużenie swojego gościa. Travers miał teraz tą sposobność, aby być jedną z nielicznych osób, które mogły pochwalić się obsłużeniem przez właściciela tego wspaniałego przybytku. W pewnych kręgach zapewne byłaby to informacja na wagę złota. W innych zaś za wiele by nie wnosiła - jeżeli w ogóle cokolwiek. Ludzie z tej części Londynu już tak mieli. Znaczyli wiele, nic lub po prostu byli poszukiwani. Najczęściej padało właśnie jako jedno z tych trzech.
- Próbował mnie okraść - wyjaśnił - A nie lubimy ludzi, którzy próbują nas okraść. Po drugie nas się nie okrada, bo właśnie tak się kończy - wskazał gestem dłoni na ich wspaniałego towarzysza, podając Nicholasowi szklankę z alkoholem - Miał pecha, że w lokalu był akurat Sauriel, który ma ognisty temperament - wzruszył ramionami. Rookwood był po jego stronie, więc Borgin czuł się pewnie i bezpiecznie. No bo co takiego miał mu zrobić jakiś kmiotek w szacie, kiedy miał przy swoim boku Czarnego Kota?
- Może mały toast za powodzenie śledztwa? - zaproponował, a oczy złapały małe płomyczki ekscytacji na to, co miało się tutaj za chwilę wydarzyć. Nie czekając dłużej uniósł szklankę i zbił toast, pozwalając sobie na mały łyk. Stanley wierzył w kompetencje swojego kuzyna. Wiedział, że da radę. Jak miał to zrobić? Jakkolwiek. Nie musiał nawet go przesłuchiwać - mógł go po prostu skatować, ot takie zrządzenie losu. Historię pisali zwycięzcy, a oni nimi byli.
- Zrób z nim co uważasz za słuszne i godne, a ja sobie na przykład... Hmm.... - przejechał wolną dłonią po brodzie, uważając jednak na papierosa, który nadal tkwił gdzieś w ustach - Usiądę tutaj i będę spoglądać na to, co tutaj widzę? - zaproponował, kiwając głową w kierunku jakiejś skrzynki na boku. Po co miał stać tak blisko, jeżeli mógł się oddać temu pięknemu teatrzykowi, podziwiając piękno masakry, która miała tutaj zawitać?
- No chyba, że mam Ci jeszcze streścić cały akt oskarżenia czy przedstawić jakie ma prawa nasz gagatek. Bo jeżeli tak... to da radę to zrobić - zapewnił, opierając się o jedną ze skrzynek. Nie było to najwygodniejsze ale lepsze to, niż nic. Liczył się też fakt, że miał stąd wystarczająco dobry ogląd na całą sytuacje.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972