10.04.2024, 00:03 ✶
Cóż, był starszy, więc to chyba naturalne, że wiedział lepiej od niej, prawda? Te niecałe trzy lata różnicy ewidentnie powinny działać na jego korzyść, ale w tym przypadku jakoś to tak... Nie do końca działało. Zgromił ją spojrzeniem, gdy wspomniała o różdżce, z początku nie rozumiejąc, o co jej chodzi. Przecież tylko ją trzymał. Dopiero gdy przyjrzał się jej bliżej, faktycznie zwrócił uwagę na to, że napierał na jej końce nieco za mocno. Zmniejszył uścisk, odkładając różdżkę na bok.
— Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo niepokorna? — żachnął się na jej komentarz, gdy właściwie jednym zdaniem zbiła jego główny argument.
Nie, żeby jego osobiste przeżycia w ramach wizji nie były wystarczającym powodem do tego, aby wytoczyć ciężkie działa, jednak sądził, że akurat wzmianka o Trzecim Oku sprawi, że spojrzy na tę sprawę z innej perspektywy. Najwyraźniej się przeliczył. Otaksował ją bezradnym spojrzeniem, nie wiedząc, co ma powiedzieć, aby przemówić jej do rozsądku i żeby zaszczepić w niej chociaż trochę instynktu samozachowawczego. Miał wrażenie, że odbyli podobną rozmowę za każdym razem, gdy zaczynało wisieć nad nimi widmo jakiejś tragedii. I zawsze kończyło się na wymuszonej ugodzie. I teraz pewnie znowu tak będzie. Jak zwykle.
— A ja jestem wściekle pewny, że jakoś byś to sobie przetłumaczyła i uznała, że to najlepsze rozwiązanie z możliwych — odparł, nie ustępując jej pola w tej rozmowie. — Co jak co, ale akurat sztuka racjonalizacji własnych działań rozwinęła się u ciebie bardzo mocno. Może nawet za mocno. — Westchnął ciężko, kontynuując znacznie cichszym głosem. — Czułem twoją śmierć. Emocjonalnie. Straciłem cię i to było prawdziwe. A potem cię odzyskałem i... — wycelował w nią palcem, a potem przekierował go w stronę podłogi, aby zaraz rozprostować dłoń. — I chyba już nigdy nie wyrzucę tego z głowy.
Bardzo nie podobało mu się to, jak zaczynał tracić kontrolę nad własnym życiem oraz swoim najbliższym otoczeniem. Gdyby na początku roku ktoś mu powiedział, że cały konflikt w Wielkiej Brytanii aż tak eskaluje i odbije się to w tak straszny sposób na nim, na jego rodzinie i Zakonie Feniksa, to nie wiedziałby, jak zareagować. I najwyraźniej za wiele się w tej kwestii nie zmieniło, bo teraz robił wszystko, co w jego mocy, aby utrzymać te strzępki stabilności w ryzach, jakby ustabilizowanie jednej sfery miało pomóc w doprowadzeniu do porządku innych.
— Nie musi, ale może — mruknął, nie dając się tak łatwo przekonać do perspektywy roztaczanej przez siostrę. — I jak już pytasz, to tak. Sądzę, że brzmi to dokładnie, jak coś, co potencjalnie mogłoby się zdarzyć po tym burdelu z zaświatami, jaki zgotował nam... Voldemort. — Wykrzywił wargi w czymś, co miało przypominać uśmiech, gdy zastosował się do jej wcześniejszych sugestii. — Kto wie, co może się jeszcze odwalić w związku z nimi?
Jedyne duchy, z jakimi miał kontakt bliżej to te rezydujące w murach Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, toteż trudno mu było ocenić, co musiałoby się stać, aby dosłownie wyciągnąć nieżywych ze świata umarłych. Biorąc jednak pod uwagę to, że paru osobom z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów udało się podążyć za Czarnym Panem na drugą stronę i wrócić, to kto wie, co jeszcze było możliwe? Niestety na to już nie potrafił odpowiedzieć, a i wysnucie rzetelnej teorii było nadzwyczaj trudnym zadaniem, gdy mógł co najwyżej odnieść się do Jęczącej Marty czy Prawie Bezgłowego Nicka. Niezbyt to było pomocne.
— Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo niepokorna? — żachnął się na jej komentarz, gdy właściwie jednym zdaniem zbiła jego główny argument.
Nie, żeby jego osobiste przeżycia w ramach wizji nie były wystarczającym powodem do tego, aby wytoczyć ciężkie działa, jednak sądził, że akurat wzmianka o Trzecim Oku sprawi, że spojrzy na tę sprawę z innej perspektywy. Najwyraźniej się przeliczył. Otaksował ją bezradnym spojrzeniem, nie wiedząc, co ma powiedzieć, aby przemówić jej do rozsądku i żeby zaszczepić w niej chociaż trochę instynktu samozachowawczego. Miał wrażenie, że odbyli podobną rozmowę za każdym razem, gdy zaczynało wisieć nad nimi widmo jakiejś tragedii. I zawsze kończyło się na wymuszonej ugodzie. I teraz pewnie znowu tak będzie. Jak zwykle.
— A ja jestem wściekle pewny, że jakoś byś to sobie przetłumaczyła i uznała, że to najlepsze rozwiązanie z możliwych — odparł, nie ustępując jej pola w tej rozmowie. — Co jak co, ale akurat sztuka racjonalizacji własnych działań rozwinęła się u ciebie bardzo mocno. Może nawet za mocno. — Westchnął ciężko, kontynuując znacznie cichszym głosem. — Czułem twoją śmierć. Emocjonalnie. Straciłem cię i to było prawdziwe. A potem cię odzyskałem i... — wycelował w nią palcem, a potem przekierował go w stronę podłogi, aby zaraz rozprostować dłoń. — I chyba już nigdy nie wyrzucę tego z głowy.
Bardzo nie podobało mu się to, jak zaczynał tracić kontrolę nad własnym życiem oraz swoim najbliższym otoczeniem. Gdyby na początku roku ktoś mu powiedział, że cały konflikt w Wielkiej Brytanii aż tak eskaluje i odbije się to w tak straszny sposób na nim, na jego rodzinie i Zakonie Feniksa, to nie wiedziałby, jak zareagować. I najwyraźniej za wiele się w tej kwestii nie zmieniło, bo teraz robił wszystko, co w jego mocy, aby utrzymać te strzępki stabilności w ryzach, jakby ustabilizowanie jednej sfery miało pomóc w doprowadzeniu do porządku innych.
— Nie musi, ale może — mruknął, nie dając się tak łatwo przekonać do perspektywy roztaczanej przez siostrę. — I jak już pytasz, to tak. Sądzę, że brzmi to dokładnie, jak coś, co potencjalnie mogłoby się zdarzyć po tym burdelu z zaświatami, jaki zgotował nam... Voldemort. — Wykrzywił wargi w czymś, co miało przypominać uśmiech, gdy zastosował się do jej wcześniejszych sugestii. — Kto wie, co może się jeszcze odwalić w związku z nimi?
Jedyne duchy, z jakimi miał kontakt bliżej to te rezydujące w murach Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, toteż trudno mu było ocenić, co musiałoby się stać, aby dosłownie wyciągnąć nieżywych ze świata umarłych. Biorąc jednak pod uwagę to, że paru osobom z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów udało się podążyć za Czarnym Panem na drugą stronę i wrócić, to kto wie, co jeszcze było możliwe? Niestety na to już nie potrafił odpowiedzieć, a i wysnucie rzetelnej teorii było nadzwyczaj trudnym zadaniem, gdy mógł co najwyżej odnieść się do Jęczącej Marty czy Prawie Bezgłowego Nicka. Niezbyt to było pomocne.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞