10.04.2024, 13:56 ✶
Potrzebowała dać sobie chwilę, żeby oddzielić ziarna rzeczywistości od plew wyboraźni nadającej scenie zdecydowanie bardziej krwawy charakter. Ambrosia, słodka Ambrosia uderzająca czołem w blat w tej wersji zrobiła to och, zdecydowanie mocniej, zdecydowanie agresywniej, zdecydowanie krwawiej. I kiedy stróżka czerwonej posoki spływała żłobiąc koryto zrodzonej rzeki, czyż nie byłoby absolutnie zwyczajnym pochylić się ku niej i ciepłym językiem zlizać tą krew, w geście troski i miłości, w geście współodczuwania bólu zdradzonej kochanki.
To było tylko proste uderzenie, o wiele słabsze niż te, które Mildred praktykowała w ciszy swojej sypialni, nie mogąc znieść siebie i otaczającego świata, rzeczywistości w której była uwięziona, rzeczywistości zaciskającej metalowe pęta na nadgarstkach i szyi. Potrzebowała więc chwili, nim podjęła, nieco spokojniej, nieco poważniej...
– Słuchaj no to jest jedyne pocieszenie w tym jak masz teraz ostro przejebane. Chuja robisz w tym związku, oboje to wiemy. Nie uczysz się na błędach, nie akceptujesz żadnych zmian, tkwisz w miejscu i koło fortuny się nie rusza. Ja wiem, że to jest przerażające i wiem że to Cie przeraża... – palec brunetki wskazał najpierw osadzone w centrum odwrócone Koło Fortuny, symbol tego kim Ambrosia była wobec omawianego problemu i przeszedł nad kartami ku Ósemce Mieczy osadzonej samotności i bezradności na miejscu największych Lęków w tej sprawie. Karty wzmagały swoje znaczenie. I jeszcze ten smutny Eremita na samej górze...
– ... ale kurwa nic nie robisz. Nie wiem czy to jakoś Cie pocieszy, ale osią są problemy tego dupka w robocie. Tak tak, jego kumple suszą mu o coś głowę a ten kretyn nie umie oddzielić pracy od miłości. – tu wskazała z precyzją wahadła odwróconą Trójkę Mieczy, kilkukrotnie uderzając w nią oskarżycielsko wskazującym palcem. – Kiedyś waszym zmartwieniem było to, że żadne z Was nie umie odpuścić, napierdalacie się jak koguty w szopie, jara Was rzucanie sobie wyzwań. Ale teraz to co innego, teraz chodzi o przeszłość, której nie można porzucić, emocjonalnego bagażu który ciągnie na samo dno. – Rycerz Mieczy groził ostrzem ciętego języka, ale odchodził już w przeszłość, jego wpływy miały być coraz mniejsze. Odwrócona Szóstka Mieczy, karta niemocy, karta tulenia do piersi przeszłych traum, miała teraz przejąć ster. Ta łódka musiała utonąć, przewalona w morzu łez i nieporozumień.
To było tylko proste uderzenie, o wiele słabsze niż te, które Mildred praktykowała w ciszy swojej sypialni, nie mogąc znieść siebie i otaczającego świata, rzeczywistości w której była uwięziona, rzeczywistości zaciskającej metalowe pęta na nadgarstkach i szyi. Potrzebowała więc chwili, nim podjęła, nieco spokojniej, nieco poważniej...
– Słuchaj no to jest jedyne pocieszenie w tym jak masz teraz ostro przejebane. Chuja robisz w tym związku, oboje to wiemy. Nie uczysz się na błędach, nie akceptujesz żadnych zmian, tkwisz w miejscu i koło fortuny się nie rusza. Ja wiem, że to jest przerażające i wiem że to Cie przeraża... – palec brunetki wskazał najpierw osadzone w centrum odwrócone Koło Fortuny, symbol tego kim Ambrosia była wobec omawianego problemu i przeszedł nad kartami ku Ósemce Mieczy osadzonej samotności i bezradności na miejscu największych Lęków w tej sprawie. Karty wzmagały swoje znaczenie. I jeszcze ten smutny Eremita na samej górze...
– ... ale kurwa nic nie robisz. Nie wiem czy to jakoś Cie pocieszy, ale osią są problemy tego dupka w robocie. Tak tak, jego kumple suszą mu o coś głowę a ten kretyn nie umie oddzielić pracy od miłości. – tu wskazała z precyzją wahadła odwróconą Trójkę Mieczy, kilkukrotnie uderzając w nią oskarżycielsko wskazującym palcem. – Kiedyś waszym zmartwieniem było to, że żadne z Was nie umie odpuścić, napierdalacie się jak koguty w szopie, jara Was rzucanie sobie wyzwań. Ale teraz to co innego, teraz chodzi o przeszłość, której nie można porzucić, emocjonalnego bagażu który ciągnie na samo dno. – Rycerz Mieczy groził ostrzem ciętego języka, ale odchodził już w przeszłość, jego wpływy miały być coraz mniejsze. Odwrócona Szóstka Mieczy, karta niemocy, karta tulenia do piersi przeszłych traum, miała teraz przejąć ster. Ta łódka musiała utonąć, przewalona w morzu łez i nieporozumień.