10.04.2024, 14:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 11:59 przez Samuel McGonagall.)
Kuchnię przyjął z niemą wdzięcznością, o ileż bardziej wolał to pomieszczenie od któregokolwiek innego. Było to serce całej warowni, niekoniecznie wcale jej żołądek, a woda podgrzewana na palenisku zwiastowała nadejście czegoś spokojnego, czegoś kojącego, czegoś przyjemnego...
– Och teleportacja, nie wiem czy to jest dobry pomysł – skrzywił się na jej słowa, choć tak na prawdę pozostawał w wewnętrznym konflikcie. To byłoby skuteczne i szybkie. Tylko że... – nie uczyłem się teleportacji, bo przy pierwszych próbach opanowania tego za każdym razem waliło w koło wiesz... pnączami. Mam inne sposoby, żeby szybko znaleźć się w jakimś miejscu i mama odpuściła mi ten temat. Chociaż szczerze... nigdy nie teleportowałem się z kimś tylko wiesz... boje się bo ostatnio jest ze mną gorzej a nie chce Ci zrobić krzywdy. Nie wybaczyłbym sobie, jakbyśmy skoczyli to tak jakbym celowo chciał Ci wsadzić kolec w oko. – przyznał otwarcie drapiąc się po rękach. Może i to co działo się za oknem to robota tego całego Voldesrorta, ale dalej był świadom, że od końcówki lipca jest w Bardzo Kiepskiej Kondycji, jeśli chodzi o panowanie nad knieją w nim.
– Obejrzę jutro to miejsce, znam już z Doliny kilku murarzy, nie potrzebuje wiele miejsca, ale och... To takie miłe. Tylko co będzie z tym budynkiem jak już wrócę do siebie? Szkoda materiałów na coś, co ma stać ledwie kilka miesięcy? – wyraził troskę, zbyt łatwo zapominając ile Brenna ma pieniędzy. Z drugiej strony zawsze może znaleźć się inna potrzebująca istota w Dolinie, która mogłaby nająć to miejsce. Sam znał coraz lepiej społeczność tego mrowiska, sam mógłby podać dwa, trzy nazwiska młodych szukających zajęcia. Nawet nie zauważał jak szybko się adaptował. Cóż, przekonanie o tym, że to tylko na chwile pozostawało w nim silne i skutecznie maskowało oczywiste fakty i zmiany.
– Taka magia jest w moim zasięgu i bez trudu przygotuje medaliony. Coś na nich chcesz ładnego czy tylko litery? Może zrobiłbym pszczołę na rewersie? Albo wilka? – zasugerował, pamiętając jakie jest jej ulubione zwierzę. – Wiesz, zawsze chciałem się nauczyć zaklinania run, ale to mnie chyba przerasta. Za głupi jestem. – miało zabrzmieć zabawnie, ale wyszło jakoś tak żałośnie.
Na pół zdziczały stolarz wlazł w końcu do pułapki i sycił się zanętą. Teraz tylko od Brenny zależało, kiedy zamknie drzwiczki i przejdzie do ofensywy. O ile przejdzie...
– Och teleportacja, nie wiem czy to jest dobry pomysł – skrzywił się na jej słowa, choć tak na prawdę pozostawał w wewnętrznym konflikcie. To byłoby skuteczne i szybkie. Tylko że... – nie uczyłem się teleportacji, bo przy pierwszych próbach opanowania tego za każdym razem waliło w koło wiesz... pnączami. Mam inne sposoby, żeby szybko znaleźć się w jakimś miejscu i mama odpuściła mi ten temat. Chociaż szczerze... nigdy nie teleportowałem się z kimś tylko wiesz... boje się bo ostatnio jest ze mną gorzej a nie chce Ci zrobić krzywdy. Nie wybaczyłbym sobie, jakbyśmy skoczyli to tak jakbym celowo chciał Ci wsadzić kolec w oko. – przyznał otwarcie drapiąc się po rękach. Może i to co działo się za oknem to robota tego całego Voldesrorta, ale dalej był świadom, że od końcówki lipca jest w Bardzo Kiepskiej Kondycji, jeśli chodzi o panowanie nad knieją w nim.
– Obejrzę jutro to miejsce, znam już z Doliny kilku murarzy, nie potrzebuje wiele miejsca, ale och... To takie miłe. Tylko co będzie z tym budynkiem jak już wrócę do siebie? Szkoda materiałów na coś, co ma stać ledwie kilka miesięcy? – wyraził troskę, zbyt łatwo zapominając ile Brenna ma pieniędzy. Z drugiej strony zawsze może znaleźć się inna potrzebująca istota w Dolinie, która mogłaby nająć to miejsce. Sam znał coraz lepiej społeczność tego mrowiska, sam mógłby podać dwa, trzy nazwiska młodych szukających zajęcia. Nawet nie zauważał jak szybko się adaptował. Cóż, przekonanie o tym, że to tylko na chwile pozostawało w nim silne i skutecznie maskowało oczywiste fakty i zmiany.
– Taka magia jest w moim zasięgu i bez trudu przygotuje medaliony. Coś na nich chcesz ładnego czy tylko litery? Może zrobiłbym pszczołę na rewersie? Albo wilka? – zasugerował, pamiętając jakie jest jej ulubione zwierzę. – Wiesz, zawsze chciałem się nauczyć zaklinania run, ale to mnie chyba przerasta. Za głupi jestem. – miało zabrzmieć zabawnie, ale wyszło jakoś tak żałośnie.
Na pół zdziczały stolarz wlazł w końcu do pułapki i sycił się zanętą. Teraz tylko od Brenny zależało, kiedy zamknie drzwiczki i przejdzie do ofensywy. O ile przejdzie...