10.04.2024, 20:16 ✶
Brenna, wbrew pozorom, była daleka od absolutnego lekceważenia każdego zagrożenia, także tego, które mogłoby przyjść ze strony Samuela. Dlatego zamyśliła się na moment nad tą kwestią. McGongall nie skończył Hogwartu, oczywiście, że nie zdał egzaminu teleportacyjnego...
- Możemy spróbować najpierw na niewielką odległość i powiedzmy... hm, zadbam o takie ubranie, żeby chroniło mnie przed atakiem pnączy? – zaproponowała, przez moment niemal rozbawiona, bo wyobraziła sobie samą siebie w zbroi i hełmie.
Na pytanie Samuela, Brenna wzruszyła po prostu ramionami. Nie on pierwszy zapominał, ile miała pieniędzy: te było po niej widać na przyjęciach, kiedy wpadała do sklepu z zabawkami po prezenty dla Mabel czy nawet nie zauważała, że zniszczyła nową kurtkę. Albo w chwilach takich jak ta, gdy zbywała kłopot związany z finansami, który dla kogoś innego byłby powodem do łamania sobie głowy, machnięciem dłoni zaledwie.
Miała więcej pieniędzy niż potrzebowała, więcej niż mogłaby wydać przez całe życie i może dlatego mogła lekką ręką rzucać nimi w problemy.
– Nie widzę problemu. Zresztą, nawet jeśli wrócisz, możesz dalej potrzebować miejsca w wiosce, by obsługiwać klientów.
Poza tym nie chcę, żebyś tam wracał, pomyślała, rozlewając wrzątek do dwóch kubków i podsuwając jeden Samowi. Nie chciała, by wracał do Kniei, gdzie mógł tylko dziczeć coraz bardziej, i być coraz bardziej nieszczęśliwym. Nie chciała, aby był sam w lesie, za towarzyszy mając tylko kozy. I może przeczuwała, a może tylko miała nadzieję, że on sam też tego nie chce. Że teraz jeszcze mówił o powrocie, bo sobie tego pragnienia nie uświadamiał, bo traktował sytuację jak tymczasową, bo powrót był dla niego czymś oczywistym.
Ale było za wcześnie, aby o tym mówić.
Teraz ta myśl o zostaniu tutaj, mogłaby go przerazić. Trochę dlatego, że dotąd tak niewiele wiedział o tym, co było poza Knieją, trochę, bo wyraźnie nie był pewny, czy mógłby ułożyć tutaj sobie życie, a trochę z powodu długiego cienia swojej matki.
- Jeśli już, to pióro – sprostowała. Wilk zbytnio kojarzyłby się z niektórymi tylko członkami, a przecież to nie miało być nic dla niej. – Wzór nie musi być skomplikowany, właściwie jeśli będą mogły się pojawiać na nich tylko cztery cyfry i jedna litera, to wystarczy.
Godzina. I na przykład litera S dla strażnicy, czy W dla Warowni, gdyby ktoś był potrzebny pilnie w jednym z tych miejsc...
- Nie jesteś głupi, Sam, po prostu nie miałeś dobrego nauczyciela – sprostowała łagodnie, przypatrując się mu uważnie.
Tak bardzo chciałaby, aby pewne sprawy były prostsze.
– Sam? Nie chcę niczego ci narzucać, ale myślę, że powinieneś porozmawiać z Norą. Ona ciągle za tobą tęskni.
Inaczej nigdy nie poszłaby z nim w środku nocy nad jezioro. A najwyraźniej stało się tam coś, co skłoniło Samuela do ucieczki ze śniadania – co sprawiło, że bał się, że jego klątwa staje się potężniejsza. I jeśli się mu na to pozwoli, ucieknie znowu, a przed pewnymi rzeczami nie można było uciekać w nieskończoność.
Nawet jeżeli mieliby po prostu zamknąć ten rozdział.
- Możemy spróbować najpierw na niewielką odległość i powiedzmy... hm, zadbam o takie ubranie, żeby chroniło mnie przed atakiem pnączy? – zaproponowała, przez moment niemal rozbawiona, bo wyobraziła sobie samą siebie w zbroi i hełmie.
Na pytanie Samuela, Brenna wzruszyła po prostu ramionami. Nie on pierwszy zapominał, ile miała pieniędzy: te było po niej widać na przyjęciach, kiedy wpadała do sklepu z zabawkami po prezenty dla Mabel czy nawet nie zauważała, że zniszczyła nową kurtkę. Albo w chwilach takich jak ta, gdy zbywała kłopot związany z finansami, który dla kogoś innego byłby powodem do łamania sobie głowy, machnięciem dłoni zaledwie.
Miała więcej pieniędzy niż potrzebowała, więcej niż mogłaby wydać przez całe życie i może dlatego mogła lekką ręką rzucać nimi w problemy.
– Nie widzę problemu. Zresztą, nawet jeśli wrócisz, możesz dalej potrzebować miejsca w wiosce, by obsługiwać klientów.
Poza tym nie chcę, żebyś tam wracał, pomyślała, rozlewając wrzątek do dwóch kubków i podsuwając jeden Samowi. Nie chciała, by wracał do Kniei, gdzie mógł tylko dziczeć coraz bardziej, i być coraz bardziej nieszczęśliwym. Nie chciała, aby był sam w lesie, za towarzyszy mając tylko kozy. I może przeczuwała, a może tylko miała nadzieję, że on sam też tego nie chce. Że teraz jeszcze mówił o powrocie, bo sobie tego pragnienia nie uświadamiał, bo traktował sytuację jak tymczasową, bo powrót był dla niego czymś oczywistym.
Ale było za wcześnie, aby o tym mówić.
Teraz ta myśl o zostaniu tutaj, mogłaby go przerazić. Trochę dlatego, że dotąd tak niewiele wiedział o tym, co było poza Knieją, trochę, bo wyraźnie nie był pewny, czy mógłby ułożyć tutaj sobie życie, a trochę z powodu długiego cienia swojej matki.
- Jeśli już, to pióro – sprostowała. Wilk zbytnio kojarzyłby się z niektórymi tylko członkami, a przecież to nie miało być nic dla niej. – Wzór nie musi być skomplikowany, właściwie jeśli będą mogły się pojawiać na nich tylko cztery cyfry i jedna litera, to wystarczy.
Godzina. I na przykład litera S dla strażnicy, czy W dla Warowni, gdyby ktoś był potrzebny pilnie w jednym z tych miejsc...
- Nie jesteś głupi, Sam, po prostu nie miałeś dobrego nauczyciela – sprostowała łagodnie, przypatrując się mu uważnie.
Tak bardzo chciałaby, aby pewne sprawy były prostsze.
– Sam? Nie chcę niczego ci narzucać, ale myślę, że powinieneś porozmawiać z Norą. Ona ciągle za tobą tęskni.
Inaczej nigdy nie poszłaby z nim w środku nocy nad jezioro. A najwyraźniej stało się tam coś, co skłoniło Samuela do ucieczki ze śniadania – co sprawiło, że bał się, że jego klątwa staje się potężniejsza. I jeśli się mu na to pozwoli, ucieknie znowu, a przed pewnymi rzeczami nie można było uciekać w nieskończoność.
Nawet jeżeli mieliby po prostu zamknąć ten rozdział.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.