10.04.2024, 23:17 ✶
Ledwo dostrzegalnie wzruszył ramionami. W jego oczach, poza tym, że Brenna była zdrajcą – co zdawało mu się coraz bardziej pewną sprawą – to wszystko były tylko dywagacje. Być może rankiem, kiedy się rozwidni, zaczną dostrzegać coś więcej niż kontury drzew i ciemne zarysy domków letniskowych – być może wtedy wszystko nabierze jakichś wyraźniejszych barw. Na razie… na razie to wszystko były trochę fantazje.
- No i czy koroner miałby powód, by zatajać prawdziwą przyczynę śmierci Roberts? – zapytał, znowu mimowolnie porównując tę sprawę ze sprawą Hillów. Ale przecież to nie było to samo i każda racjonalnie myśląca czarownica pojęłaby, że zrobił to, co należało zrobić. Czemu Brenna nie mogła być racjonalna? Chociaż bardzo starał się skupić na sprawie – w przypadku Bagshota liczyła się przecież każda chwila (zwłaszcza jeżeli jakoś przetrwał starcie z nieumarłymi i pozostawał, być może ranny), to ciągle skupiał się na tej wstrętnej myśli, że Longbottom poznała prawdę i teraz kombinowała, jak go zdradzić. A on zaczynał kombinować jak jej w tym przeszkodzić.
Próba sprawdzenia jej była bodaj ostatnią racjonalną rzeczą, która przyszła mu do głowy. I wtedy świat rozbłysnął przed jego oczami i przez kilka pierwszych sekund, Patrick był święcie przekonany, że jednak nie docenił swojej towarzyszki, że wciągnęła go w zasadzkę i jedyne, co go teraz czekało to walka. Ale nie walczył. Przystanął. Jego oczy rozszerzyły się. Zniknęła spokojna noc. Czarne kontury drzew ustąpiły pod naporem pulsującej energii. Steward nie widział czegoś takiego nigdy wcześniej.
Chwilowo Brenna i jej zdrada zeszły na dalszy plan. Jej aura była nieciekawa. Jej emocje, nici – chociaż intensywne, nie zaniepokoiły go tak, jak to co rozlewało się dookoła niego. A wyglądało to tak, jakby wszędzie tu pulsował fiolet, niemal jakby ziemia, drzewa, domki letniskowe – oddychały, otulone nim jak jakimś kocem. Ale to nie ten pulsujący fiolet sprawił, że zrobiło mu się zimno w środku, ale pełzające nieco wyżej nad nim smugi czerni. Patrick próbował znaleźć ich źródło, ale nie widział go – ale zamiast tego – dostrzegł tylko, że czerń i fiolet były wszędzie tam, gdzie zdołał sięgnąć wzrokiem. A najgorsze było to, że chociaż samą Longbottom owijał fioletowy kokon, jego sięgały smugi czerni.
Cofnął się o krok. Podniósł rękę do nasady nosa. Zamrugał. Wszystko wróciło do normy. Przełknął głośno ślinę, próbując zrozumieć, co się właśnie stało. Ale jedyne co przychodziło mu do głowy to było to, że musi odnaleźć źródło czerni. I to najlepiej jak najszybciej, póki jeszcze go nie pochłonęła.
- Niee. Idź sama. Tylko uważaj na siebie. Mam wrażenie, że tu naprawdę dzieje się coś złego. Jakby coś niepokojącego zwróciło twoją uwagę to uciekaj. A jakbyś nie mogła uciekać, wystrzel w niebo czerwone iskry – poprosił ją. – Ja muszę coś sprawdzić – dodał trochę wyraźniejszym głosem. Posłał jej nawet wymuszony uśmiech. – Potem się spotkamy i podzielimy tym, co zdołaliśmy odkryć. - Przełknął ślinę, zastanawiając się jak poprosić ją, by wstrzymała się z wydawaniem go. - Brenno, przez wzgląd na naszą znajomość, daj mi jeszcze troche czasu - poprosił cicho.
Nie miał pojęcia, czemu nie podzielił się z nią tym, co zobaczył. Może dlatego, że ciągle wydawało mu się, że nie uwierzyłaby, że uznałaby jego słowa za próbę przekonania jej, by go nie zdradziła? Odwrócił się od niej i odszedł w przeciwną stronę.
- No i czy koroner miałby powód, by zatajać prawdziwą przyczynę śmierci Roberts? – zapytał, znowu mimowolnie porównując tę sprawę ze sprawą Hillów. Ale przecież to nie było to samo i każda racjonalnie myśląca czarownica pojęłaby, że zrobił to, co należało zrobić. Czemu Brenna nie mogła być racjonalna? Chociaż bardzo starał się skupić na sprawie – w przypadku Bagshota liczyła się przecież każda chwila (zwłaszcza jeżeli jakoś przetrwał starcie z nieumarłymi i pozostawał, być może ranny), to ciągle skupiał się na tej wstrętnej myśli, że Longbottom poznała prawdę i teraz kombinowała, jak go zdradzić. A on zaczynał kombinować jak jej w tym przeszkodzić.
Próba sprawdzenia jej była bodaj ostatnią racjonalną rzeczą, która przyszła mu do głowy. I wtedy świat rozbłysnął przed jego oczami i przez kilka pierwszych sekund, Patrick był święcie przekonany, że jednak nie docenił swojej towarzyszki, że wciągnęła go w zasadzkę i jedyne, co go teraz czekało to walka. Ale nie walczył. Przystanął. Jego oczy rozszerzyły się. Zniknęła spokojna noc. Czarne kontury drzew ustąpiły pod naporem pulsującej energii. Steward nie widział czegoś takiego nigdy wcześniej.
Chwilowo Brenna i jej zdrada zeszły na dalszy plan. Jej aura była nieciekawa. Jej emocje, nici – chociaż intensywne, nie zaniepokoiły go tak, jak to co rozlewało się dookoła niego. A wyglądało to tak, jakby wszędzie tu pulsował fiolet, niemal jakby ziemia, drzewa, domki letniskowe – oddychały, otulone nim jak jakimś kocem. Ale to nie ten pulsujący fiolet sprawił, że zrobiło mu się zimno w środku, ale pełzające nieco wyżej nad nim smugi czerni. Patrick próbował znaleźć ich źródło, ale nie widział go – ale zamiast tego – dostrzegł tylko, że czerń i fiolet były wszędzie tam, gdzie zdołał sięgnąć wzrokiem. A najgorsze było to, że chociaż samą Longbottom owijał fioletowy kokon, jego sięgały smugi czerni.
Cofnął się o krok. Podniósł rękę do nasady nosa. Zamrugał. Wszystko wróciło do normy. Przełknął głośno ślinę, próbując zrozumieć, co się właśnie stało. Ale jedyne co przychodziło mu do głowy to było to, że musi odnaleźć źródło czerni. I to najlepiej jak najszybciej, póki jeszcze go nie pochłonęła.
- Niee. Idź sama. Tylko uważaj na siebie. Mam wrażenie, że tu naprawdę dzieje się coś złego. Jakby coś niepokojącego zwróciło twoją uwagę to uciekaj. A jakbyś nie mogła uciekać, wystrzel w niebo czerwone iskry – poprosił ją. – Ja muszę coś sprawdzić – dodał trochę wyraźniejszym głosem. Posłał jej nawet wymuszony uśmiech. – Potem się spotkamy i podzielimy tym, co zdołaliśmy odkryć. - Przełknął ślinę, zastanawiając się jak poprosić ją, by wstrzymała się z wydawaniem go. - Brenno, przez wzgląd na naszą znajomość, daj mi jeszcze troche czasu - poprosił cicho.
Nie miał pojęcia, czemu nie podzielił się z nią tym, co zobaczył. Może dlatego, że ciągle wydawało mu się, że nie uwierzyłaby, że uznałaby jego słowa za próbę przekonania jej, by go nie zdradziła? Odwrócił się od niej i odszedł w przeciwną stronę.
Postać opuszcza sesję