11.04.2024, 08:42 ✶
– Cieszę się, że jesteśmy zgodni – odparła Brenna, a potem odruchowo machnęła kilka razy dłonią, kiedy Basilius rzucił zaklęcie oczyszczające. Śluz niby znikł, ale i tak jakby czuła go jeszcze na skórze i miała wrażenie, że musi strząsnąć substancję z palców. Poza tym upewniała się, że ręka nie robi żadnej niespodzianki i pracuje tak, jak powinna. Kobieta oderwała spojrzenie od pana Collinsa – też widywała różne paskudne przypadki, ale musiała przyznać, że tułów robaka z rękami i nogami człowieka (oraz świadomością, że w tym ciele tkwił człowiek) był jednak szczególnie... nietypowy – i bardzo uważnie obejrzała dłoń ze wszystkich stron.
Na razie chyba nie puchła, nie piekła i nie zmieniała koloru. Ale Brenna i tak pomyślała, że na wszelki wypadek, gdy tylko tutaj skończą, umyje rękę tak z dziesięć razy. I koniecznie przynajmniej raz za pomocą środków dezynfekujących.
Nie próbowała pomóc Prewettowi wstać, bo jednak pomyślała, że lepiej nie dotykać go tą dopiero co ośluzowaną ręką, skoro coś mogłoby z nią być nie tak…
– Panie Collins, bardzo prosimy, żeby teraz zachował pan spokój i pozwolił uzdrowicielowi działać – poprosiła, opuszczając dłoń i pochylając się nad pacjentem. – Pan Prewett jest utalentowanym magimedykiem i raz dwa przywróci panu właściwą postać. Jestem pewna, że nie chce pan pozostać robakiem do końca życia.
Z otworu gębowego pana Collinsa wydobyło się coś, co zabrzmiało jak jęk, później bełkot, trudny do zrozumienia, a potem poruszył rękami. Przy okazji jego robaczy odwłok zadrgał w dość obrzydliwy sposób, jakby coś się pod nim poruszało. Brenna nie była pewna, czy to oznacza, że ją zrozumiał i zapewniał, że nie chce być robakiem, próbował obrzucić ją przekleństwami czy też po prostu nie życzył sobie być przywiązany linami do podłogi. Za to nie wątpiła, że nie wyrzuci tego widoku szybko z pamięci.
– Zdejmę zaklęcie, gdy tylko zakończymy procedurę – obiecała, nie dodając, że wtedy istnieje bardzo duża szansa, że pan Collins zostanie zakuty w kajdanki i wyprowadzony z Munga siłą, bo coś czuła, że nie pozwoli się grzecznie przesłuchać i będzie stawiał opór podczas zatrzymania.
Odsunęła się nieco, chcąc znów ustąpić pola uzdrowicielowi.
– Teraz jego skóra wygląda trochę normalniej, więc może już się uda… – wyraziła nadzieję.
Na razie chyba nie puchła, nie piekła i nie zmieniała koloru. Ale Brenna i tak pomyślała, że na wszelki wypadek, gdy tylko tutaj skończą, umyje rękę tak z dziesięć razy. I koniecznie przynajmniej raz za pomocą środków dezynfekujących.
Nie próbowała pomóc Prewettowi wstać, bo jednak pomyślała, że lepiej nie dotykać go tą dopiero co ośluzowaną ręką, skoro coś mogłoby z nią być nie tak…
– Panie Collins, bardzo prosimy, żeby teraz zachował pan spokój i pozwolił uzdrowicielowi działać – poprosiła, opuszczając dłoń i pochylając się nad pacjentem. – Pan Prewett jest utalentowanym magimedykiem i raz dwa przywróci panu właściwą postać. Jestem pewna, że nie chce pan pozostać robakiem do końca życia.
Z otworu gębowego pana Collinsa wydobyło się coś, co zabrzmiało jak jęk, później bełkot, trudny do zrozumienia, a potem poruszył rękami. Przy okazji jego robaczy odwłok zadrgał w dość obrzydliwy sposób, jakby coś się pod nim poruszało. Brenna nie była pewna, czy to oznacza, że ją zrozumiał i zapewniał, że nie chce być robakiem, próbował obrzucić ją przekleństwami czy też po prostu nie życzył sobie być przywiązany linami do podłogi. Za to nie wątpiła, że nie wyrzuci tego widoku szybko z pamięci.
– Zdejmę zaklęcie, gdy tylko zakończymy procedurę – obiecała, nie dodając, że wtedy istnieje bardzo duża szansa, że pan Collins zostanie zakuty w kajdanki i wyprowadzony z Munga siłą, bo coś czuła, że nie pozwoli się grzecznie przesłuchać i będzie stawiał opór podczas zatrzymania.
Odsunęła się nieco, chcąc znów ustąpić pola uzdrowicielowi.
– Teraz jego skóra wygląda trochę normalniej, więc może już się uda… – wyraziła nadzieję.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.