• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości

[05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#36
11.04.2024, 11:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 11:12 przez Samuel McGonagall.)  
– Ja... em... wiesz, no nie nazwałbym tego beztroską. W sensie, po prostu życie w Kniei jest inne i ma inne zmartwienia, chociaż... No może rzeczywiście jest prostsze. Myślisz o tym co zjesz, czego się napijesz, masz kilka zwierząt którymi opiekujesz się cały czas, lub takie poranione poznajdowane w głuszy, którymi opiekujesz się od czasu do czasu. Dni mijają, miesiące mijają, lata mijają... Znasz każdy kąt, każde drzewo, cieszysz się z tego co wzrasta, płaczesz za tym co odchodzi... Aż pewnego dnia odkrywasz, że w lesie tak na prawdę nic nie odchodzi. – zamyślił się, a jego wzrok bez pudła uciekł w kierunku Kniei. Zupełnie tak, jakby zawsze wiedział gdzie ona jest, jakby był igłą kompasu kierującą swoje ostrze w jedyną słuszną stronę. To co opisywał mogło nieść ze sobą niewinność raju, tego momentu przed zjedzeniem jabłka, momentu w którym wszystko żyło w boskiej harmonii. Czy Erik dałby wiarę, że dzieli ich tylko pięć lat? Przecież mimo rzemieślniczego fachu i spracowanych rąk, Sam był tak odległy w swoim pustelniczym życiu od zmartwień "dorosłych", jak to tylko było możliwe.

– Wszystko co umrze, daje życie innym w lesie. Nawet upadłe drzewo, którego soki oddawane są ziemi, pozostaje domem dla wielu, wielu istnień. Nawet plaga, która czasem nawiedza fragmenty lasu, daje w ten sposób miejsce nowemu życiu. Bo życie zawsze znajdzie drogę.– tu już nie mówił swoimi słowami, ale tymi, które czytane mu były, a które potem sam czytał z książek swojego dziadka Roberta McGonagalla Juniora. Był w Samuelu też taki spokój osoby, która pogodzona jest z tym kręgiem, dla której śmierć była po prostu jakimś etapem. Forma przechodziła w kolejną formę. Czasem było mu przykro, czasem tęsknił, ale przecież jego rodzice oddali swoje ciała i dusze Kniei, tak jak on kiedyś zrobi tak samo. Pokiwał głową w zamyśleniu, otulając swoją tęsknotę ciepłym wewnętrznym kocem. Ów tęsknota była wysłuchana spokojna, ciało dostatecznie zmęczone lotem i pływaniem, żeby nie poddawać się emocjom, które zdarzały się przy tej okazji. Pozostał tylko spokój.

– Widzisz i ja na przykład nie jestem w stanie pojąć jak ludzie, jak wy, jak Ty! – no bo przecież i o Eriku mówił, skoro wszyscy czyli więź z miastem – jak to możliwe, żeby ktoś czuł, że jego dusza należy się miastu. – skrzywił się z obrzydzeniem, zupełnie podobnie jak wielu, wielu mieszczuchów krzywiło się na myśl o robactwie pełzającym wśród mchów, o obślizgłych grzybach w które czasem można było wsadzić nieopatrzne palce opierając się o pień drzewa, albo o brudzie, wszechobecnym brudzie, który lepił się do ciała i ubrań. Samuel z taką samą "miłością" myślał o mieście. – W Londynie byłem tylko raz. – przyznał bez większych oporów – Kiedy musiałem kupić różdżkę i rzeczy do szkoły. To było... najbardziej przerażające miejsce jakie widziałem w swoim życiu. Pozbawione zieleni, ze smrodem, który wdzierał się w nos i sprawiał, że człowiek gubił własne kroki w tym parszywym labiryncie kamiennych ścian. Z tymi wszystkimi ludźmi, tak blisko, tak...– wzdrygnął się gubiąc słowa, nie wiedząc jak opisać własną reakcję na ciasnotę i dyskomfort, który niosły mu tłumy. – No i w końcu tam Knieja pierwszy raz, wiesz no... ech, bałem się, że mama będzie mieć przeze mnie problemy, ja... zniszczyłem chyba komuś dom i... – urwał z nieobecnym wzrokiem obserwując przestrzeń przed sobą. Jezioro, spokojna ton jeziora... Jakież to było kojące. Jak ktokolwiek mógł woleć miasto nad ciszę i spokój godrykowej ziemi.

Potarł dłońmi kilkukrotnie swoje włosy, swoją głowę, próbując odrzucić trudne wspomnienia. – Nigdy tam nie wrócę. Raz, raz jeden w życiu chciałem spróbować, ale... To się bardzo źle skończyło, więc nie wiem, może dla mnie Londyn to przeklęte miejsce, tak samo jak dla wielu to Knieja jest przeklęta? – zapytał.

– Ach taka aura, to jest aura? Na prawdę? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jedna pani powiedziała mi, że przed robotą powinienem się umyć, bo śmierdzę swoimi kozami. Ha, to pewnie dlatego, że.. no... cóż, ja wolę zapach kóz czy koni, od tych kręcących w nos smrodów, wód, którymi skrapiają się co bogatsi kupcy. Czy... no, czy wy. – oblizał wargi w nerwowym geście, w końcu nie chciał obrażać Erika, a jednak, mimo tego, że dziś byli rybakami, co jakiś czas jak pieśń kukułki wracała do niego myśl o przepaści, która jest między nimi. – W każdym razie najgorzej było jak byłem dzieckiem. Potrafiłem śnić i... no... mm... psuć dom. Ale mama znalazła jakieś eliksiry, jakieś em... te no... kadzidełka? One pomogły mi spać bez snów, a potem nauczyłem się, że jako zwierzę łatwiej mi to jakoś rozchodzić. Ja myślę że Knieja wie, może... może chciałaby, żebym został już niedźwiedziem i tak jak matka oddał jej nie tylko duszę, ale też ciało? – zamyślił się mówiąc o tym z absolutnym spokojem osoby, która najwidoczniej nie widzi nic złego w tej opcji. W opcji zamiany w zwierzę na zawsze, porzucenie swojego człowieczeństwa tylko dlatego, że las został postawiony mu na ołtarzu jako bóstwo, któremu należy oddawać cześć.

Erik tak na niego działał, jeleń, obrońca, charyzmatyczny łagodny przewodnik, rozwiązywał mu język bardziej niż by tego sobie życzył. Ale też był to język, który nie nawykł do kłamstwa. Niewinność czasem potrafiła boleć.
– Nie. Wcale mi nie pomogło. Ale to nic ja... ja po prostu chciałbym wrócić. Kiedy jestem u siebie te myśli nawet przez moment nie przychodzą mi do głowy. – przyznał naciągając spodnie. Lipcowe słońce robiło swoje i w sumie teraz jego ubranie absolutnie nie było mokre i zimne, ale wręcz przeciwnie – przyjemnie nagrzane. Też już absolutnie nie dziwił poziom spłowienia, jeśli Samuel tak często kąpał się w całym swoim przyodziewku bo "nie mógł wytrzymać".

A potem zajęli się tym, po co tu przyszli i chłopak z ulgą przyjął tłumaczenia. W końcu gdy zasiedli do łowów, odetchnął głęboko, próbując poukładać sobie w głowie te wszystkie instrukcje. To było jak z robieniem w drewnie. Pierwej zawsze wychodzą bohomazki a tylko praktyka i praktyka i jeszcze raz praktyka sprawią, że człowiekowi zacznie coś wychodzić. Będzie wtedy myślał o tym, że to instynktownie, tymczasem tak na prawdę będzie to efekt wielu godzin uczenia się tego instynktu. Sam miał w sobie bardzo dużo pokory do tego procesu. To zabawne, jak mimo oderwania od społeczności posiadał wiele predyspozycji by być dobrym, wyrozumiałym acz wymagającym nauczycielem. Gdyby tylko jego losy potoczyły się inaczej...

– No mam nadzieję, że nie złapiemy syreny. – mruknął pod nosem w rozbawieniu i w sumie buzia już mu się dalej nie zamykała. Był osobą, która przez lata tęskniła za rozmową nie zdając sobie z tego sprawę i teraz w końcu gdy trafiła na kogoś kto tak intensywnie potrafił słuchać, słowa wyciekały z ust strugą. – Bo kilka dni temu w sumie pan Morpheus poprosił mnie o pomoc, bo w jeziorze ponoć był potwór, który podtapiał ludzi. Niby syrena, a przecież wiadomo, że one bardziej w morzu prawda? A tu woda słodka, syren nikt nigdy nie widział, więc skąd niby ten pomysł. Jak go zobaczyłem pierwszy raz podczas tego spotkania, znaczy nie pierwszy bo tam już kojarzyłem go wcześniej w końcu to wuj Bee, no i Twój przecież też, no nie ważne w każdym razie jak go zobaczyłem na plaży to pomyślałem sobie "no pewnie się podtopił biedaczyna, nienawykły do wody czy coś, wiadomo jak działają wodorosty czasem można się ich przestraszyć", ale...– tu był ten krótki moment na głęboki wdech bo to nie koniec opowieści, ale z drugiej strony też za bardzo końca nie było widać. –... dał mi w końcu swoje wspomnienie. Muszę przyznać, że to szalenie dziwne uczucie tak być w czyjejś głowie i patrzeć jej oczami, moja mama czasem tak robiła, zwłaszcza jak uczyła mnie animagi, bo to jednak pomagało poczuć tę przemianę zanim się ją samemu zrobiło, przepływ magii, podejście do własnej materii... emm... w każdym razie w tym wspomnieniu okazało się rzeczywiście, że to nie on a jakiś młody przyjaciel, chyba chłopak nie wiem? Znajomy, o może to jest to słowo którego on użył, w każdym razie no to on był wciągany i rzeczywiście jakby tam były ręce, zadrapania też się zgadzały. I nie wiem. Przeszukałem jezioro, oj dużo było tego pływania i nic nie znalazłem. Dziwne prawda? A Ty słyszałeś o tym, żeby tu były syreny? – odwrócił się na moment do Erika, a potem zupełnie jakby wszystkie rady dotyczące łowienia porządnie osiadły, popatrzył się na wędkę i zarzucił...

Rzut 1d100 - 71


edit: dorzucam percepcje zgodnie z intrukcją obsługi

Rzut N 1d100 - 94
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (10297), Król Likaon (942), Samuel McGonagall (10084)




Wiadomości w tym wątku
[05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 22.02.2024, 09:20
RE: [5.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 23.02.2024, 17:47
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 25.02.2024, 14:07
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 26.02.2024, 00:14
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 28.02.2024, 17:00
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 28.02.2024, 23:03
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 29.02.2024, 20:47
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 02.03.2024, 03:47
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 03.03.2024, 18:41
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 04.03.2024, 21:09
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 05.03.2024, 21:13
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 06.03.2024, 04:23
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 06.03.2024, 14:19
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 06.03.2024, 21:39
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 07.03.2024, 14:27
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 07.03.2024, 23:06
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Król Likaon - 07.03.2024, 23:07
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 08.03.2024, 07:19
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 10.03.2024, 22:10
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Król Likaon - 10.03.2024, 22:11
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 11.03.2024, 00:54
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 13.03.2024, 01:37
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 15.03.2024, 13:54
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 15.03.2024, 20:43
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 15.03.2024, 22:08
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 16.03.2024, 15:29
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 17.03.2024, 19:24
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 19.03.2024, 00:28
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 21.03.2024, 18:36
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 22.03.2024, 13:27
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 26.03.2024, 10:58
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 28.03.2024, 22:45
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 04.04.2024, 12:49
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 07.04.2024, 00:51
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Król Likaon - 07.04.2024, 00:59
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 11.04.2024, 11:10
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 12.04.2024, 19:18
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 15.04.2024, 21:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa