11.04.2024, 12:04 ✶
TAK! Uwielbiał tę dziewczynę.
-Nie, nie korzystam z kominków. Mam samochód na skraju lasu.-Rzucił jej w odpowiedzi z miłym uśmiechem, że chciała mu pomóc. Nie do końca czuł, że mógłby być z nią przyjaciółmi, choć może to mocno kwestia poczucia, że wtargnął nieproszony do jej domu i ona jest zmuszona z nim siedzieć, ale w tej chwili całkowicie się z nią zgadzał, pod każdym kątem i w 100%. Dwóch na jednego co to prawda banda łysego, ale Samuel nie ma teraz jak... No i jednak się stawia i to w taki sposób. Od razu czuł, to zakucie w sercu kiedy budzą się wyrzuty sumienia. No i czego on taki smutny? Niech przestanie!!!
-Wczoraj popiliśmy. To pewnie nie jedyna rzecz jaką obiecałem ci bez namysłu.-ostatnia noc wydawała się mu być taka odległa,jakby przeżywał ją rok temu. Zasnuta niewyraźną zasłoną procentów i niepewności czy coś było jego myślami, czy któraś z tych głupot opuściła jednak jego usta.
Kolejne pytanie, choć powiedziane szeptem było całkowicie i kompletnie niestosowne. Kim oni niby dla siebie byli, żeby poruszać takie kwestie? Do tego jeszcze w towarzystwie. Niby szeptem mówił, ale byli w ciasnym pomieszczeniu w kompletnej ciszy. Spojrzał na niego oburzony, zaskoczony i niepewny jednocześnie. Zacisnął usta. To nie jest jego sprawa, to nie jest niczyja sprawa, ani choroba ojca, ani jego problemy z Morpheusem, ani jego żal, czy problemy z domem. Te rzeczy nie dotyczą nikogo i nie ma obowiązku rozmawiać o nich.
-Muszę iść.-poprosił w końcu, ciszej, z opuszczoną głową. Miał tylko nadzieję, że nie zrujnował im dnia od samego ranka. Wiedział, jak takie śniadaniowe nieporozumienia potrafią zepsuć wszystkie kolejne godziny, aż do samej północy.
-Nie, nie korzystam z kominków. Mam samochód na skraju lasu.-Rzucił jej w odpowiedzi z miłym uśmiechem, że chciała mu pomóc. Nie do końca czuł, że mógłby być z nią przyjaciółmi, choć może to mocno kwestia poczucia, że wtargnął nieproszony do jej domu i ona jest zmuszona z nim siedzieć, ale w tej chwili całkowicie się z nią zgadzał, pod każdym kątem i w 100%. Dwóch na jednego co to prawda banda łysego, ale Samuel nie ma teraz jak... No i jednak się stawia i to w taki sposób. Od razu czuł, to zakucie w sercu kiedy budzą się wyrzuty sumienia. No i czego on taki smutny? Niech przestanie!!!
-Wczoraj popiliśmy. To pewnie nie jedyna rzecz jaką obiecałem ci bez namysłu.-ostatnia noc wydawała się mu być taka odległa,jakby przeżywał ją rok temu. Zasnuta niewyraźną zasłoną procentów i niepewności czy coś było jego myślami, czy któraś z tych głupot opuściła jednak jego usta.
Kolejne pytanie, choć powiedziane szeptem było całkowicie i kompletnie niestosowne. Kim oni niby dla siebie byli, żeby poruszać takie kwestie? Do tego jeszcze w towarzystwie. Niby szeptem mówił, ale byli w ciasnym pomieszczeniu w kompletnej ciszy. Spojrzał na niego oburzony, zaskoczony i niepewny jednocześnie. Zacisnął usta. To nie jest jego sprawa, to nie jest niczyja sprawa, ani choroba ojca, ani jego problemy z Morpheusem, ani jego żal, czy problemy z domem. Te rzeczy nie dotyczą nikogo i nie ma obowiązku rozmawiać o nich.
-Muszę iść.-poprosił w końcu, ciszej, z opuszczoną głową. Miał tylko nadzieję, że nie zrujnował im dnia od samego ranka. Wiedział, jak takie śniadaniowe nieporozumienia potrafią zepsuć wszystkie kolejne godziny, aż do samej północy.