11.04.2024, 12:29 ✶
Rozpromienił się, niczym Piotruś Pan zupełnie nieświadom, że zabawy z nim mogły być śmiertelnie niebezpieczne. Delikatnie odłożył rysunek na jeden jedyny stołek który ostał się ze wszystkich mebli w domku ogrodnika, który już niedługo miał stać się jego domem.
–Położę to tu, jak się trochę wybawimy, to omówimy Twój projekt, mam już kilka pomysłów jak możnaby go zrealizować, ale najpierw zabawa dobrze? – sam nie wierzył, że to mówi, choć w jego domu pojęcie zabawy w ogóle nie istniało. Zabawą było życie, zabawą była praca, wszystko zdawało się naturalnym kręgiem, no ale ten podział na pracowanie i bawienie się zdążył wyciągnąć z tych dwóch miesięcy życia w Dolinie.
– Oczywiście, że Cię nie zjem, jesteś bardzo słodka, a ze słodkich rzeczy misie jedzą tylko miodek. – zapewnił ją sądząc najwyraźniej, że takie zapewnienia kogokolwiek mogą uspokoić. Jakaś jego wewnętrzna część ekscytowała się na nadchodzące rozrywki. Po sytuacji na wrzosowisku wydawało mu się, że już nigdy nie zmieni się publicznie w miśka – czarodziej którego zaskoczył swoją obecnością zemdlał najwidoczniej z przerażenia, więc źle by było tak straszyć ludzi. A tu? W Warowni? W bezpiecznej przestrzeni ludzi którzy przecież wiedzą i znają jego drugą skórę?
– Będę dość wysoki, wiesz myślę, że najlepiej jak od razu wezmę Cię na barana na barki, żebyś już była no tak jakby na miejscu. Tylko trzymaj się mocno. Nie martw się to mnie nie będzie boleć jak złapiesz za futro z całych sił. Nie mam tam unerwienia na barkach, więc nawet tego nie poczuje.– zapewnił ją. – Jak będę niedźwiedziem to nie będę mógł mówić, postaram się nie ryczeć za głośno, żeby Cię nie przerazić dobrze? Pamiętaj że to ja, to tylko ja. – uśmiechnął się szczerze, a potem, nie czekając na więcej zaproszeń złapał ją po pachy i osadził sobie na barkach. Może i miała siedem lat, ale on był bardzo silny mimo dość szczupłej budowy.
– Wysoko co? Będzie jeszcze wyżej szykuj się! – powiedział dziewczynce, po czym chwycił za różdżkę i przemiana się rozpoczęła.
To nie bolało w żaden sposób, jego forma po prostu musiała zdać sobie sprawę, że od zawsze była niedźwiedziem. Pestka. Czasami spędzał całe dnie nie przemieniając się wcale. Banalne jak zakładanie na barki wełnianego płaszcza.
Rósł i rósł, aż Mabel była na prawdę bardzo wysoko. Mogła bez trudu dostrzec Warownię i z pewnym problemem dostrzec Karla, który był gdzieś na dole. Wielka niedźwiedzia łapa oparła się o dachówkę, a jego misi łeb spojrzał krytycznie z wysokości trzech metrów na dach, który też nadawał się do wymiany. Parsknął przez luźne niedźwiedzie wargi krytycznie, po czym zaburczał starając się intonacją zadać pytanie, a może uprzedzić, że oto stanie teraz bardzo powoli i bardzo ostrożnie na czterech łapach. Ciężar Mabel był żadnym ciężarem. Przez moment w niedźwiedzim móżdżku pojawiła się pewna obawa, ze jak dziewczynka się zsunie to tego nie zauważy.
To był bardzo krótki moment.
Stanął na czterech łapach i poruszył trochę zadem na prawo lewo, barkami w górę w dół, by oswoiła się ze swoim nowym "wierzchowcem". Czekał na znak od niej czy będzie gotowa na to żeby ruszył. Czy powinien się spytać o jej doświadczenia z jazdą konno? Tam w Londynie pewnie nie miała zbyt wielu okazji.
–Położę to tu, jak się trochę wybawimy, to omówimy Twój projekt, mam już kilka pomysłów jak możnaby go zrealizować, ale najpierw zabawa dobrze? – sam nie wierzył, że to mówi, choć w jego domu pojęcie zabawy w ogóle nie istniało. Zabawą było życie, zabawą była praca, wszystko zdawało się naturalnym kręgiem, no ale ten podział na pracowanie i bawienie się zdążył wyciągnąć z tych dwóch miesięcy życia w Dolinie.
– Oczywiście, że Cię nie zjem, jesteś bardzo słodka, a ze słodkich rzeczy misie jedzą tylko miodek. – zapewnił ją sądząc najwyraźniej, że takie zapewnienia kogokolwiek mogą uspokoić. Jakaś jego wewnętrzna część ekscytowała się na nadchodzące rozrywki. Po sytuacji na wrzosowisku wydawało mu się, że już nigdy nie zmieni się publicznie w miśka – czarodziej którego zaskoczył swoją obecnością zemdlał najwidoczniej z przerażenia, więc źle by było tak straszyć ludzi. A tu? W Warowni? W bezpiecznej przestrzeni ludzi którzy przecież wiedzą i znają jego drugą skórę?
– Będę dość wysoki, wiesz myślę, że najlepiej jak od razu wezmę Cię na barana na barki, żebyś już była no tak jakby na miejscu. Tylko trzymaj się mocno. Nie martw się to mnie nie będzie boleć jak złapiesz za futro z całych sił. Nie mam tam unerwienia na barkach, więc nawet tego nie poczuje.– zapewnił ją. – Jak będę niedźwiedziem to nie będę mógł mówić, postaram się nie ryczeć za głośno, żeby Cię nie przerazić dobrze? Pamiętaj że to ja, to tylko ja. – uśmiechnął się szczerze, a potem, nie czekając na więcej zaproszeń złapał ją po pachy i osadził sobie na barkach. Może i miała siedem lat, ale on był bardzo silny mimo dość szczupłej budowy.
– Wysoko co? Będzie jeszcze wyżej szykuj się! – powiedział dziewczynce, po czym chwycił za różdżkę i przemiana się rozpoczęła.
To nie bolało w żaden sposób, jego forma po prostu musiała zdać sobie sprawę, że od zawsze była niedźwiedziem. Pestka. Czasami spędzał całe dnie nie przemieniając się wcale. Banalne jak zakładanie na barki wełnianego płaszcza.
Rósł i rósł, aż Mabel była na prawdę bardzo wysoko. Mogła bez trudu dostrzec Warownię i z pewnym problemem dostrzec Karla, który był gdzieś na dole. Wielka niedźwiedzia łapa oparła się o dachówkę, a jego misi łeb spojrzał krytycznie z wysokości trzech metrów na dach, który też nadawał się do wymiany. Parsknął przez luźne niedźwiedzie wargi krytycznie, po czym zaburczał starając się intonacją zadać pytanie, a może uprzedzić, że oto stanie teraz bardzo powoli i bardzo ostrożnie na czterech łapach. Ciężar Mabel był żadnym ciężarem. Przez moment w niedźwiedzim móżdżku pojawiła się pewna obawa, ze jak dziewczynka się zsunie to tego nie zauważy.
To był bardzo krótki moment.
Stanął na czterech łapach i poruszył trochę zadem na prawo lewo, barkami w górę w dół, by oswoiła się ze swoim nowym "wierzchowcem". Czekał na znak od niej czy będzie gotowa na to żeby ruszył. Czy powinien się spytać o jej doświadczenia z jazdą konno? Tam w Londynie pewnie nie miała zbyt wielu okazji.