Czy zgodziłaby się pozować rzeźbiarzowi? Niewykluczone. Jest świadomą siebie kobietą, pewną zarówno swojej urody, jak i umiejętności. Podobna propozycja byłaby dlań łechcąca ego, dodatkowo podkreślająca wartość, pozwalająca się puszyć. Nic w tym złego, Violet nie towarzyszyłyby przy tym żadne wyrzuty sumienia, czy skrępowanie. Do momentu, w którym musiałaby obnażyć nieco więcej, niż kark. Nie jest idealna, posiada na swoim ciele elementy, których się wstydzi, i których odsłaniać nie lubi, lecz od tego tematu ucieka skrzętnie, przybierając na twarz maskę niezachwianej pewności siebie.
Im dłużej lustruje twarz i sylwetkę Anthony’ego, tym bardziej utwierdza się w przekonaniu, że przypomina jej Thomasa. Nieco młodszego, przystojniejszego, zachęcającego do odkrywania go kawałek po kawałku, poznania każdego drobnego sekretu. Ostrożnie, nienachalnie, delektując się każdą okazją do uszczknięcia choć odrobiny. Nawet nie gani się za te myśli, tylko uśmiecha doń niewinnie, zastanawiając, na ile może sobie pozwolić.
- Ma to swój pewien urok. Zresztą, wszystko zależy, czego poszukujesz. Jeśli jest to pochłanianie jak największej ilości wiedzy, to oczywiście, muszę się z tobą zgodzić. - Kiwa głową na znak, że słucha i rozumie. - Są jednak momenty, gdy wspólna lektura jest prawdziwie interesująca. Pozwala w ciekawy sposób zacieśnić więzi, osadzić się w przyjemności, o jakiej niewielu sądzi, że może zadziałać. Polecam spróbować. - Nie przyzna się, że doświadczała tego w towarzystwie kochanków, wylegując się w miękkości pościeli, zaczytując w powieściach, które nierzadko można było wspólnie przedyskutować, bądź zwyczajnie się zainspirować. Przy Thomasie nie mogła na to liczyć, gdyż mało w nim było z romantyka, a przynajmniej w późniejszych latach małżeństwa. Towarzysząca im z początku pasja zeszła na dalszy plan, pozostawiając przestrzeń na szarość codzienności. Mimo iż nadal go kochała, tak pozostawiał po sobie niedosyt, który zmuszona została zagłuszyć w innym miejscu.
- Ja nie potrafiłabym długo usiedzieć w jednym miejscu - rzuca rozbawionym tonem, bo choć przez lata parała się głównie jedną dziedziną magii, tak spełniała się podczas podróży i przy różnorodnych projektach. - Nie napawa to optymizmem, lecz wydajesz się być względnie zadowolony z takiego obrotu spraw. Stabilność w pracy oznacza bezpieczeństwo w życiu - wnioskuje luźno, choć w żadnym zdaniu Shafiq nie wspomniał, że jego zajęcie sprawia mu przyjemność. Czy pozostaje przy nim ze względu na wygodę czy w obawie przed sprzeciwieniem się starszyźnie? - Zastanawiałeś się kiedyś nad zmianą? - pyta nagle, przechylając lekko głowę na bok, jakby miało jej to pomóc w lepszym zrozumieniu. Szwagier nie wydaje się należeć do grona spragnionych wyzwań ryzykantów, ale kto wie, może trzyma ukryte w głębi serca pragnienie, jakie domaga się ośmielenia, wyciągnięcia na wierzch, delikatnego popchnięcia? - Na tak wysokim stanowisku raczej trudno o awans. Kolejnym krokiem jest chyba tylko fotel ministra. - Uśmiecha się kącikiem ust, jakby wyzywająco, chcąc podpuścić go do puszczenia wodzy fantazji.