— Samochód! — Moje oczy zaświeciły się na moment. Uwielbiałam to, jak bardzo okoliczni czarodzieje przypominali ludzi z mojej wsi. Świat czarodziejski i mugolski płynnie wymieszane między sobą.
Może i wraz z nieznajomym chłopakiem stanowiliśmy większość, to Samuel zdawał się bez problemu prowadzić w tej bitwie. Wyciągał działa tak potężne, że nawet nie wyobraziłabym sobie ich istnienia. "Czy ktoś z Twoich rodziców też ma Maledictusa?" Co to w ogóle za pytanie? I chociaż nie było w moim zwyczaju usprawiedliwiać zachowania po pijaku, tym razem musiałam.
— Słyszysz? Był pijany. Ludzie na wiele się zgadzają w tym stanie. Pewnie wtedy w ogóle nie myślał o powrocie do domu... I czy w ogóle sprecyzowałeś kiedy ta pomoc przy jabłkach miałaby się odbyć? Daj koledze wrócić do domu i jeśli tak ci zależy, to umów się z nim na jabłka na konkretny termin — zaproponowałam, starając się jak mogę.
Nie miałam pojęcia, co łączy tę dwójkę. Byli bliskimi znajomymi, a może poznali się tydzień temu? Prezentowało się to dość niejednoznacznie i właściwie nawet mnie nie obchodziło. Chciałam po prostu rozwiązać sytuację jak najszybciej chociażby dla samej siebie. Dla siebie i dla jabłek, które czekały na obróbkę.
— No, Samuel, im szybciej wrócimy do pracy, tym lepiej. Mogę zostawić ci obieranie jeśli chcesz i zajmę się krojeniem.