11.04.2024, 12:59 ✶
Już miał wyciągać kartkę i rysik, już miał zapytać czyje pióro dokładnie i zaproponować dziesięć lokalnych gatunków, dopytać się czy na każdym medalionie ma być inne pióro, czy ma być takie samo, czy cóż też by chciała Brenna od niego.
A potem padło pytanie, które zawiesiło go na moment. O tak, Bee mogła obserwować jak wpierw czerwienią mu się uszy, a potem szklą oczy, jak zażenowanie, wstyd i coś o czym Sam absolutnie nie chciał rozmawiać pochłaniają go bez reszty. Sapnął nerwowo raz i drugi, z błękitem oczu utkwionymi w przyjaciółce, która postanowiła zaingerować i w tę część jego życia. Szczęśliwie nie czuł się wobec niej zobowiązany tym, że dawała mu dom i pracę i dodatkową pracę zgodną z tym co kochał robić. Szczęśliwie ugłaskała go na tyle, że teraz nie patrzył na nią jak na swojego pracodawcę, a na przyjaciółkę, którą znał od lat, która być może chciała dla niego dobrze. Zawsze chciała dla niego dobrze chociaż parła w tym "dobrze" w przeciwnym kierunku do tego, który Sam uważał za dobrze.
– To dlatego dałaś mi ulotkę do klubokawiarni? – zapytał zamiast odpowiedzieć. Ani drgnął, napięty i sztywno siedzący na drewnianym, twardym krześle. Był napięty, był przerażony, ale tak zmęczony lotem, że nie lękał się Kniei. Oddał jej dzisiaj hołd, oddał kawałek siebie szybując nad zielonym dachem puszczy.
– Norze się wydawało, że za mną tęskni to prawda. Nora napisała mi o tym, że za mną tęskni i wiesz, myślę, że to nikomu dobrze nie zrobiło. – mówił cicho, mówił szeptem tak nienaturalnym dla niego, wciąż napiętym, niemal wrogim niedźwiedzim pomrukiem. – Bo tak sobie myślałem cały dzisiejszy dzień, że w sumie od tego czasu gdy dostałem jej list, jest po prostu ze mną gorzej. I chciałem to wyjaśnić. Chciałem porozmawiać. Wczoraj. – to łatwe jest milczeć, ale gdy człowiek zaczynał już mówić, trudno było przestać. Brenna zbyt dobrze wiedziała jak omijać jego obronne zasieki, a potem złapać za serce i wycisnąć zeznania. Brawo.
– A więc nie tęskni. Porozmawialiśmy. Nie. Pokłóciliśmy się. Prawie ją... prawie ją zabiłem. Tak jak zawsze bałem się, że to się kiedyś stanie. To stało się wczoraj. – przyznawał się tak, jakby był przestępcą, jakby właśnie składał zeznania pogodzony z faktem, że już za moment zostanie zamknięty w celi śmierci. Ten grzech był niewybaczalny. – I potem nie wiem, może to była kwestia adrenaliny, że wróciliśmy do tego co było. Sądziłem...– umilkł w końcu przełykając poranne poniżenie jak gorzką pigułkę ze śmiercionośną dawką trucizny. – Sądziłem, że chce spróbować jeszcze raz. Ale myliłem się. Powiedz mi Brenna co zmienia tęsknienie, jeśli kobieta która ponoć tęskni ucieka przed Tobą z nastaniem świtu, jak przed najgorszym koszmarem, a potem wstydzi się przyznać do Ciebie przed swoimi pięknymi i bogatymi przyjaciółmi? Tak jak wtedy, tak samo jak osiem lat temu. Powiedz kim jestem, żeby równać się z Twoim bratem, z wiankiem adoratorów, który z pewnością otacza ją w tym... pięknym, wspaniałym mieście. – ostatnie trzy słowa ociekały jadem, zazdrością, nienawiścią, tym wszystkim co tak obce było Samuelowi, lecz teraz w tym zaciśniętym syku znać było gesty i sposoby mówienia jego matki. Odeszła, ale część jej duszy, jej zawiści wobec świata zostały mocno ukorzenione w dziedzicu krwi. – Więc jakie to ma znaczenie Brenna? Porozmawiałem i zostałem odrzucony. Koniec opowieści. Tam nie ma już dalej stron do dopisania. Epilog potwierdził tylko to co myślałem lata temu, co jest oczywiste dla każdego kto ma oczy.
A potem padło pytanie, które zawiesiło go na moment. O tak, Bee mogła obserwować jak wpierw czerwienią mu się uszy, a potem szklą oczy, jak zażenowanie, wstyd i coś o czym Sam absolutnie nie chciał rozmawiać pochłaniają go bez reszty. Sapnął nerwowo raz i drugi, z błękitem oczu utkwionymi w przyjaciółce, która postanowiła zaingerować i w tę część jego życia. Szczęśliwie nie czuł się wobec niej zobowiązany tym, że dawała mu dom i pracę i dodatkową pracę zgodną z tym co kochał robić. Szczęśliwie ugłaskała go na tyle, że teraz nie patrzył na nią jak na swojego pracodawcę, a na przyjaciółkę, którą znał od lat, która być może chciała dla niego dobrze. Zawsze chciała dla niego dobrze chociaż parła w tym "dobrze" w przeciwnym kierunku do tego, który Sam uważał za dobrze.
– To dlatego dałaś mi ulotkę do klubokawiarni? – zapytał zamiast odpowiedzieć. Ani drgnął, napięty i sztywno siedzący na drewnianym, twardym krześle. Był napięty, był przerażony, ale tak zmęczony lotem, że nie lękał się Kniei. Oddał jej dzisiaj hołd, oddał kawałek siebie szybując nad zielonym dachem puszczy.
– Norze się wydawało, że za mną tęskni to prawda. Nora napisała mi o tym, że za mną tęskni i wiesz, myślę, że to nikomu dobrze nie zrobiło. – mówił cicho, mówił szeptem tak nienaturalnym dla niego, wciąż napiętym, niemal wrogim niedźwiedzim pomrukiem. – Bo tak sobie myślałem cały dzisiejszy dzień, że w sumie od tego czasu gdy dostałem jej list, jest po prostu ze mną gorzej. I chciałem to wyjaśnić. Chciałem porozmawiać. Wczoraj. – to łatwe jest milczeć, ale gdy człowiek zaczynał już mówić, trudno było przestać. Brenna zbyt dobrze wiedziała jak omijać jego obronne zasieki, a potem złapać za serce i wycisnąć zeznania. Brawo.
– A więc nie tęskni. Porozmawialiśmy. Nie. Pokłóciliśmy się. Prawie ją... prawie ją zabiłem. Tak jak zawsze bałem się, że to się kiedyś stanie. To stało się wczoraj. – przyznawał się tak, jakby był przestępcą, jakby właśnie składał zeznania pogodzony z faktem, że już za moment zostanie zamknięty w celi śmierci. Ten grzech był niewybaczalny. – I potem nie wiem, może to była kwestia adrenaliny, że wróciliśmy do tego co było. Sądziłem...– umilkł w końcu przełykając poranne poniżenie jak gorzką pigułkę ze śmiercionośną dawką trucizny. – Sądziłem, że chce spróbować jeszcze raz. Ale myliłem się. Powiedz mi Brenna co zmienia tęsknienie, jeśli kobieta która ponoć tęskni ucieka przed Tobą z nastaniem świtu, jak przed najgorszym koszmarem, a potem wstydzi się przyznać do Ciebie przed swoimi pięknymi i bogatymi przyjaciółmi? Tak jak wtedy, tak samo jak osiem lat temu. Powiedz kim jestem, żeby równać się z Twoim bratem, z wiankiem adoratorów, który z pewnością otacza ją w tym... pięknym, wspaniałym mieście. – ostatnie trzy słowa ociekały jadem, zazdrością, nienawiścią, tym wszystkim co tak obce było Samuelowi, lecz teraz w tym zaciśniętym syku znać było gesty i sposoby mówienia jego matki. Odeszła, ale część jej duszy, jej zawiści wobec świata zostały mocno ukorzenione w dziedzicu krwi. – Więc jakie to ma znaczenie Brenna? Porozmawiałem i zostałem odrzucony. Koniec opowieści. Tam nie ma już dalej stron do dopisania. Epilog potwierdził tylko to co myślałem lata temu, co jest oczywiste dla każdego kto ma oczy.