11.04.2024, 15:28 ✶
- Hm... może jeśli nabiera się wprawy, to da się odróżnić? - zastanowiła się Brenna. - Mav i Patrick nigdy nie mówili, że mają z tym jakiś problem. To znaczy... z jakimiś urojonymi wiadomościami.
Biorąc pod uwagę, że sama wciąż miała pewien problem z odbieraniem wiadomości i raz wychodziło a drugi raz nie, a z wysyłaniem miała problem jeszcze większy, nie była w stanie w tej chwili orzec, na ile mogłoby być kłopotem wyobrażanie sobie jakiejś wiadomości. W tej chwili próbowała nauczyć się wyfiltrowywać z własnych, nieuporządkowanych myśli, z chaosu, jaki panował w jej głowie, tylko tę jedną, którą miała wysłać dalej, i nad innymi aspektami w ogóle się nie zastanawiała.
- Raczej się martwię, że nie odbiorę cudzych wiadomości, bo ktoś będzie do mnie nadawał, ale nie dotrze, gdy ja będę myślała o niebieskich migdałach... albo odwrotnie, ktoś będzie nadawał, kiedy akurat będziemy na przykład w środku akcji? - przyznała Brenna. - Nawet nie mów. Chyba łatwiej przyszła mi nauka animagii niż tego - parsknęła, tylko po części na serio, bo jednak nauka animagii zajęła jej nieco więcej czasu. Inna sprawa, że wtedy Brenna działała nielegalnie, pozbawiona możliwości skorzystania ze wskazówek od kogoś, kto dysponował taką umiejętnością i nawet ze źródłami w ograniczonym zakresie. Książki instruujące praktycznie, jak zostać animagiem, były w dziale Zakazanym. I Brenna musiała przyznać, że było to mądre posunięcie. Bo takiej pokusie ciężko było się oprzeć, a przemiana była niebezpieczna, jeśli nie miałeś talentu do transmutacji.
- Z drugiej strony, wtedy przez miesiąc musiałam trzymać w ustach cholerny liść i go nie połknąć przy mówieniu i jedzeniu. Teraz przynajmniej coś takiego nie będzie konieczne... - westchnęła, po czym przymknęła oczy, i skupiła się na przesłaniu do umysłu Heather kolejnej wiadomości.
Oby nie musiało iść lep..., rozbrzmiało w końcu w głowie Wood: ostatnie słowo rozmyło się nieco, a Brenna skrzywiła się lekko, trochę sfrustrowana. Niby wiedziała, że uczą się tego od stosunkowo krótkiego czasu, i że nie należy spodziewać się natychmiastowych rezultatów, ale była jedną z tych osób, które chciały, aby rzeczy działy się szybko. Zwłaszcza, gdy zależało im na tym, aby coś osiągnąć.
– Ślub?
Chyba podświadomie spodziewała się strachów albo ciemności: zwłaszcza po rozmowie z Erikiem i po tym, co sama zobaczyła. Ale Salt wspominał przecież też i o pragnieniach i wołaniu dawnej miłości.
Czy pragnienia były bardziej czy mniej traumatyczne od strachów? Brenna przygryzła na moment wargę, ale rozchmurzyła się zaraz. Jej pewnie byłoby ciężej się otrząsnąć z wizji wypełnionej tymi dobrymi snami, jeżeli jednak Heather śniła o własnym ślubie, to… nie było to nic, czego nie mogła osiągnąć.
– Jeśli goście nie zamienili się nagle w stado zombie, które pożarło pana młodego, zakładam, że śniłaś o pragnieniach. Ciekawe, co decydowało o tym, co kto dostanie. To, co bardziej tkwiło w jego głowie?
Biorąc pod uwagę, że sama wciąż miała pewien problem z odbieraniem wiadomości i raz wychodziło a drugi raz nie, a z wysyłaniem miała problem jeszcze większy, nie była w stanie w tej chwili orzec, na ile mogłoby być kłopotem wyobrażanie sobie jakiejś wiadomości. W tej chwili próbowała nauczyć się wyfiltrowywać z własnych, nieuporządkowanych myśli, z chaosu, jaki panował w jej głowie, tylko tę jedną, którą miała wysłać dalej, i nad innymi aspektami w ogóle się nie zastanawiała.
- Raczej się martwię, że nie odbiorę cudzych wiadomości, bo ktoś będzie do mnie nadawał, ale nie dotrze, gdy ja będę myślała o niebieskich migdałach... albo odwrotnie, ktoś będzie nadawał, kiedy akurat będziemy na przykład w środku akcji? - przyznała Brenna. - Nawet nie mów. Chyba łatwiej przyszła mi nauka animagii niż tego - parsknęła, tylko po części na serio, bo jednak nauka animagii zajęła jej nieco więcej czasu. Inna sprawa, że wtedy Brenna działała nielegalnie, pozbawiona możliwości skorzystania ze wskazówek od kogoś, kto dysponował taką umiejętnością i nawet ze źródłami w ograniczonym zakresie. Książki instruujące praktycznie, jak zostać animagiem, były w dziale Zakazanym. I Brenna musiała przyznać, że było to mądre posunięcie. Bo takiej pokusie ciężko było się oprzeć, a przemiana była niebezpieczna, jeśli nie miałeś talentu do transmutacji.
- Z drugiej strony, wtedy przez miesiąc musiałam trzymać w ustach cholerny liść i go nie połknąć przy mówieniu i jedzeniu. Teraz przynajmniej coś takiego nie będzie konieczne... - westchnęła, po czym przymknęła oczy, i skupiła się na przesłaniu do umysłu Heather kolejnej wiadomości.
Oby nie musiało iść lep..., rozbrzmiało w końcu w głowie Wood: ostatnie słowo rozmyło się nieco, a Brenna skrzywiła się lekko, trochę sfrustrowana. Niby wiedziała, że uczą się tego od stosunkowo krótkiego czasu, i że nie należy spodziewać się natychmiastowych rezultatów, ale była jedną z tych osób, które chciały, aby rzeczy działy się szybko. Zwłaszcza, gdy zależało im na tym, aby coś osiągnąć.
– Ślub?
Chyba podświadomie spodziewała się strachów albo ciemności: zwłaszcza po rozmowie z Erikiem i po tym, co sama zobaczyła. Ale Salt wspominał przecież też i o pragnieniach i wołaniu dawnej miłości.
Czy pragnienia były bardziej czy mniej traumatyczne od strachów? Brenna przygryzła na moment wargę, ale rozchmurzyła się zaraz. Jej pewnie byłoby ciężej się otrząsnąć z wizji wypełnionej tymi dobrymi snami, jeżeli jednak Heather śniła o własnym ślubie, to… nie było to nic, czego nie mogła osiągnąć.
– Jeśli goście nie zamienili się nagle w stado zombie, które pożarło pana młodego, zakładam, że śniłaś o pragnieniach. Ciekawe, co decydowało o tym, co kto dostanie. To, co bardziej tkwiło w jego głowie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.