- Nie. Na szczęście nie tak wielu. - Drgnęły mu kąciki ust w uśmiechu, bo myśli same dokończyły, że nawet jakby miał wielu, to przecież tylko jedną taką jak ona. Drugiej takiej mógł szukać tak samo jak historyka w tym lesie ze świecą. Nie miał ani dużo partnerów w pracy, a w życiu miłosnym? Jeden to i tak było za dużo. Kiedyś, bardziej za czasów Hogwartu, próbował swoich sił w romansach, ale poległ. Teraz już nic nie kusiło go do tego, żeby za miłostkami gonić, szczególnie, że jego uzależnienie emocjonalne było już utkwione. Nie kusiło do dziś. Do punktu, w którym światło księżycowe prześlizgnęło się między ciemnymi kosmykami włosów Victorii Lestrange, a jej usta wygięły do ułożenia pierwszych słów, jakie miodem spłynęły na jego ciało. Głos tak słodki, że mógł go tylko porównać do miodu. Tego, który nakładasz na spierzchnięte usta, żeby je uleczył w ułamku chwili. Uleczyłby je nawet bardziej, gdybyś nie miał ochoty ciągle go zlizywać, podskubywać, kosztować.
- Co ma nie być dobrym pomysłem? Powiadomienie aurorów? - Spojrzał na nią na moment, ale zaraz przeniósł wzrok na okolicę, poprawiając swój mundur do końca. - Sowy za długo lecą. - Biorąc pod uwagę, co się tutaj działo, to długi lot nie był tutaj pożądany. Na razie jednak nie było nawet czego zgłaszać i nad czym panikować, bo nawet jeśli ludzie znikali - znikali na przestrzeni lat i nie brzmiało to tak, jakby znikali tutaj zdolni czarodzieje, którzy poradziliby sobie z każdym niebezpieczeństwem. A takim czarodziejem właśnie była Victoria. - Boisz się? - Nie zapytał o to z żartem na ustach, tylko całkiem poważnie, łagodnie, kiedy wyciągnął do niej zapraszająco dłoń, żeby ją ująć. - To wrócimy razem. I potem wrócimy tutaj, jeśli będzie taka potrzeba. Co ty na to? - A przy okazji zbiorą, chociażby, więcej informacji na temat tych zaginięć, morderstw, można przepytać mugoli, którzy w tym czasie byli obecni, albo poszukać ich zeznań w miejscowej policji. Możliwości było naprawdę dużo. Błąkanie się po nocy za historykiem? Tak, mogli kawałek wejść w las, ale przy takim oświetleniu i tak niczego nie było widać, więc wędrowanie po nim przez resztę nocy nie było zbyt bezpieczne.
Przytulił Victorię i ucałował ją w czoło, żeby dodać jej otuchy i pewności siebie, bo przecież nie było się czego obawiać, prawda? Przynajmniej na razie nie było.