16.12.2022, 16:23 ✶
Temat wyraźnie elektryzował Reginę dużo bardziej niż samą Mackenzie. Było to o tyle zaskakujące dla Green, że nazwisko Rowle nie było jej obce. Nazwiska nienaruszalnej dwudziestki ósemki znała doskonale. Sama takie nosiła, choć nie znajdowała się w żadnych drzewach genealogicznych. Regina, mimo krwi olbrzymów, zaliczała się do jednego z najbardziej prominentnych rodów, a mimo to zdawała się złościć na samą myśl o tym, że ktoś tych rodów nie traktuje z czcią.
Ostrożnie, pomyślała, bo nie miała za bardzo ochoty rozwścieczyć kogoś takich rozmiarów. Swojej kondycji fizycznej Mackenzie była całkiem pewna, ale gdyby nie zdołała uniknąć ciosu, to już by się nie podniosła.
- Tak – przyznała, bo faktycznie, była fanką. – To tylko eliminacje. – Wzruszyła lekko ramionami, nie dziwiąc się zbytnio, że Regina zapomniała o meczu. I że jej nie rozpoznała. Sroki wielokrotnie zdobywały Puchar Ligii i były bardzo lubianym zespołem, ale też nie każdy ekscytował się quidditchem, a nawet fani zazwyczaj kibicowali jednej, konkretnej drużynie. Często takiej, której baza była w pobliżu miejsca zamieszkania. Zdawała sobie z tego sprawę, a do branży weszła nie ze względu na potencjalną sławę, a chyba pomimo niej.
- Nie wycinają tych nieczystych? – spytała. Jej głos był spokojny, pozornie obojętny. Gorycz, tkwiąca gdzieś pod warstewką udawanej obojętności, była głęboko zamaskowana.
Jeżeli ktoś związał się z mugolakiem, był usuwany i tracił prawa do rodzinnego nazwiska.
Jeśli ktoś tak jak ona, urodził się ze związku pozamałżeńskiego, a matka odmówiła podania nazwiska ojca, w ogóle do rejestrów rodowych nie trafiał. A przynajmniej Mackenzie sądziła, że od nich nie trafiła. Nigdy nie miała okazji do tych ksiąg zajrzeć.
- Na razie nie – przyznała, kiedy Rowle powiedziała, że nie ma co roztrząsać, chociaż spochmurniała, opuszczając wzrok na gazetę. Przejmowanie władzy przez czystą krew oznaczało zamieszanie. Problemy podczas meczów. A kto wie, czy gdyby się im udało, nie robiliby jej problemów z przynależnością do drużyny? Zabić raczej by jej nie zabijali, gdyby mieli zostawić tylko rody w pełni czystej krwi, czarodziejów szybko by na tym świecie zabrakło.
- Norwegia – westchnęła i nie powstrzymała się przed skrzywieniem. – Sto osiemdziesiąt do stu sześćdziesięciu. Dorwali znicza.
Miała chęć coś rozwalić na samą myśl. Zdobyli cholerne sto sześćdziesiąt punktów, tamci trzydzieści, po czym szukający ustawił cały wynik. Na szczęście niewielka różnica punktowa sprawiała, że dalej mieli ogromne szanse na awans.
Ostrożnie, pomyślała, bo nie miała za bardzo ochoty rozwścieczyć kogoś takich rozmiarów. Swojej kondycji fizycznej Mackenzie była całkiem pewna, ale gdyby nie zdołała uniknąć ciosu, to już by się nie podniosła.
- Tak – przyznała, bo faktycznie, była fanką. – To tylko eliminacje. – Wzruszyła lekko ramionami, nie dziwiąc się zbytnio, że Regina zapomniała o meczu. I że jej nie rozpoznała. Sroki wielokrotnie zdobywały Puchar Ligii i były bardzo lubianym zespołem, ale też nie każdy ekscytował się quidditchem, a nawet fani zazwyczaj kibicowali jednej, konkretnej drużynie. Często takiej, której baza była w pobliżu miejsca zamieszkania. Zdawała sobie z tego sprawę, a do branży weszła nie ze względu na potencjalną sławę, a chyba pomimo niej.
- Nie wycinają tych nieczystych? – spytała. Jej głos był spokojny, pozornie obojętny. Gorycz, tkwiąca gdzieś pod warstewką udawanej obojętności, była głęboko zamaskowana.
Jeżeli ktoś związał się z mugolakiem, był usuwany i tracił prawa do rodzinnego nazwiska.
Jeśli ktoś tak jak ona, urodził się ze związku pozamałżeńskiego, a matka odmówiła podania nazwiska ojca, w ogóle do rejestrów rodowych nie trafiał. A przynajmniej Mackenzie sądziła, że od nich nie trafiła. Nigdy nie miała okazji do tych ksiąg zajrzeć.
- Na razie nie – przyznała, kiedy Rowle powiedziała, że nie ma co roztrząsać, chociaż spochmurniała, opuszczając wzrok na gazetę. Przejmowanie władzy przez czystą krew oznaczało zamieszanie. Problemy podczas meczów. A kto wie, czy gdyby się im udało, nie robiliby jej problemów z przynależnością do drużyny? Zabić raczej by jej nie zabijali, gdyby mieli zostawić tylko rody w pełni czystej krwi, czarodziejów szybko by na tym świecie zabrakło.
- Norwegia – westchnęła i nie powstrzymała się przed skrzywieniem. – Sto osiemdziesiąt do stu sześćdziesięciu. Dorwali znicza.
Miała chęć coś rozwalić na samą myśl. Zdobyli cholerne sto sześćdziesiąt punktów, tamci trzydzieści, po czym szukający ustawił cały wynik. Na szczęście niewielka różnica punktowa sprawiała, że dalej mieli ogromne szanse na awans.