11.04.2024, 21:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 22:10 przez Brenna Longbottom.)
– Nie sądzę, by ktoś krył przyczyny tej śmierci. Jeśli koroner mówi, że utonęła, to utonęła. Ale z drugiej strony, jeżeli są tu żywe trupy, to nie bez powodu. Mogła uciekać. Albo coś mogło ją skłonić do wejścia do wody. Ktoś mógł ją uśpić zaklęciem i wrzucić do wody? Tylko… ciągle zostaje pytanie, po co… i wszystko działo się przez lata, więc… – wymamrotała i pokręciła tylko głową. Za mało danych.
Nie miała pojęcia, co widzi Patrick.
Nie wiedziała, że ośrodek, trawa, drzewa, budynki, były jak jeden organizm, ożywający fioletem, barwą życia, nie dostrzegała mrocznej czerni, nadciągającej na to miejsce gdzieś z góry, dwóch kolorów, oplatających i ją, i Patricka. Wypełniających odmiennymi emocjami. Zupełnie nie myślała o sprawie Hillów, odległym wspomnieniu, ginącym pod ciężarem innych, dla niej znacznie poważniejszych spraw.
Nigdy nie zobaczyła dwóch kamieni w rękach Patricka.
Nie rozumiała więc, co chciał sprawdzić ani dlaczego nie podawał szczegółów: myślała jedynie, że cokolwiek chce zrobić, musi mieć rację. Myślałaby tak pewnie nawet będąc w pełni sobą, a teraz dochodziło do tego jeszcze zalewające ją fioletem uwielbienie.
Zauważył coś albo połączył fakty. Skoro prosił o czas, najwyraźniej nie chciał, by ktoś wiedział, że będzie coś robił. I nie powinna nikogo prosić o towarzystwo, bo ktoś mógłby zapytać, gdzie jest Steward.
- Nie będę się oddała od kempingu, zobaczę, czy nie wywącham Bagshota albo trupów - obiecała. Bywała głupia i nieostrożna, ale wcale nie chciała dać się zabić, a poza tym rozmowę z bratem odbyła ledwo kilkanaście godzin temu. Byłby wściekły, gdyby dowiedział się, że weszła sama w łaś. A choć była nieświadoma w pełni, jak duże jest zagrożenie, bo wtedy pewnie znalazłaby jednak kogoś jeszcze, to Patrick nie mógł się mylić. Skoro mówił, że ma uważać i uciekać, powinna kręcić się w zasięgu głosu reszty zespołu.
- Ile tylko będziesz potrzebował – obiecała Brenna. Oto w jego oczach potwierdzając swoją zdradę, gdy przyrzekała przecież tylko, że nikt nie dowie się, gdzie znikł Steward. - Jesteś pewny, że nie powinnam iść z tobą? – spytała jeszcze, bo miała pewne opory przeciwko zostawienia go samemu sobie. Ale nie próbowała zatrzymać go, kiedy ruszył w ciemność.
A potem też się odwróciła, odchodząc między zabudowania. Położyła koszulę na trawie i zmieniła się, opadając na cztery łapy. By spróbować zapamiętać zapach, pochwycić trop – i zacząć kręcić się w pobliżu granic ośrodka…
Nie miała pojęcia, co widzi Patrick.
Nie wiedziała, że ośrodek, trawa, drzewa, budynki, były jak jeden organizm, ożywający fioletem, barwą życia, nie dostrzegała mrocznej czerni, nadciągającej na to miejsce gdzieś z góry, dwóch kolorów, oplatających i ją, i Patricka. Wypełniających odmiennymi emocjami. Zupełnie nie myślała o sprawie Hillów, odległym wspomnieniu, ginącym pod ciężarem innych, dla niej znacznie poważniejszych spraw.
Nigdy nie zobaczyła dwóch kamieni w rękach Patricka.
Nie rozumiała więc, co chciał sprawdzić ani dlaczego nie podawał szczegółów: myślała jedynie, że cokolwiek chce zrobić, musi mieć rację. Myślałaby tak pewnie nawet będąc w pełni sobą, a teraz dochodziło do tego jeszcze zalewające ją fioletem uwielbienie.
Zauważył coś albo połączył fakty. Skoro prosił o czas, najwyraźniej nie chciał, by ktoś wiedział, że będzie coś robił. I nie powinna nikogo prosić o towarzystwo, bo ktoś mógłby zapytać, gdzie jest Steward.
- Nie będę się oddała od kempingu, zobaczę, czy nie wywącham Bagshota albo trupów - obiecała. Bywała głupia i nieostrożna, ale wcale nie chciała dać się zabić, a poza tym rozmowę z bratem odbyła ledwo kilkanaście godzin temu. Byłby wściekły, gdyby dowiedział się, że weszła sama w łaś. A choć była nieświadoma w pełni, jak duże jest zagrożenie, bo wtedy pewnie znalazłaby jednak kogoś jeszcze, to Patrick nie mógł się mylić. Skoro mówił, że ma uważać i uciekać, powinna kręcić się w zasięgu głosu reszty zespołu.
- Ile tylko będziesz potrzebował – obiecała Brenna. Oto w jego oczach potwierdzając swoją zdradę, gdy przyrzekała przecież tylko, że nikt nie dowie się, gdzie znikł Steward. - Jesteś pewny, że nie powinnam iść z tobą? – spytała jeszcze, bo miała pewne opory przeciwko zostawienia go samemu sobie. Ale nie próbowała zatrzymać go, kiedy ruszył w ciemność.
A potem też się odwróciła, odchodząc między zabudowania. Położyła koszulę na trawie i zmieniła się, opadając na cztery łapy. By spróbować zapamiętać zapach, pochwycić trop – i zacząć kręcić się w pobliżu granic ośrodka…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.