Czy brzmiałoby dramatycznie? Na pewno. Jednocześnie Cain by zrozumiał, bo jak mógłby nie? Bycie uzależnionym od innych w takim stopniu sprawiało, że wątpiłeś, czy w ogóle chcesz być. Czy to w ogóle powinien być wybór? Wybór między życiem, tylko z problemami, a nieżyciem? Widział tragiczne historie, ludzi przykutych do łóżka, tych mniej sprawnych fizycznie i tych niesprawnych umysłowo. To zawsze była taka sama tragedia, ale śmierć jakoś przestawała być aż taka przerażająca, kiedy widziałeś jej tak wiele i za często się o nią ocierałeś. Nie odczytasz myśli zmarłych - ale możesz otrzeć się o umysły tych, którzy prawie tej śmierci doświadczyli. Wzruszył ramionami, z uśmiechem, kiedy Flynn obrócił to w takim kierunku. Jakoś nie dumał za bardzo nad tym, czy sam wolałby śmierć niż takie przykucie do wózka, ale... chyba nie.
- Zwoziłbym cię z górki na kolanach, dopóki byśmy się nie wyjebali. - I potem Flynn musiałby go zbierać, ich obu w sumie zbierać, bo jak nie możesz chodzić to ciężko po wyrżnięciu na glebę siąść na taki wózek z powrotem. To ta bardziej zabawna strona, ale hej - przecież jakieś plusy trzeba w tym życiu odnajdować. Cain nie miał ochoty mówić o tych oczywistych negatywach, bo nawet nie miał na to nastroju. Flynn powstrzymał parsknięcie, ale Cain już nie po usłyszeniu tej wersji. Czy odpowiednim było teraz powiedzenie, że to było niemal podniecające? Nie, pewnie, że nie, ale Bletchley w połączeniu słów Flynn-dziwka nie mógł się dopatrzeć takiej makabry, w której nie byłoby to nakręcające w jakimś stopniu. Nadal to buzowało w żartach, więc nie pochłaniał swojej głowy katastroficznymi wizjami. I tak uważał, że miał do nich za duże skłonności. Lubił to nazywać realizmem, ale zdawał sobie sprawę, że było w tym dużo pesymizmu.
- Nie znalazłem, ALE mogliby tu być. - Spojrzał na niego z ukosa znacząco, jakby mówił całkowicie poważnie, ale nie. W gruncie rzeczy to było mu głupio, ale to było silniejsze od niego. To takie banalne muszę albo się uduszę. Drażnił go brak kontroli nad tym, że to tkwiło w jego głowie i... buczało jak ten dźwięk w uszach Flynna, kiedy się tu znalazł, bo było za cicho. Nie, dobrze, może nie aż tak. - To silniejsze ode mnie. - Wytłumaczył się, stojąc tak w tym salonie i patrząc na Flynna, ale znów przez moment go nie widział. Nie trwało to nawet minuty jak zamrugał i blask kontaktu z rzeczywistością znowu pojawił się w jego oczach. - Dobrze. Czyli mogę wracać do łóżka? - Uśmiechnął się z zadowoleniem.