12.04.2024, 04:58 ✶
- Dokładnie takie same jak moje - powtórzył swoje własne słowa, kiwając do niej głową, dokładając do tego delikatne wzruszenie ramion. Szczerze wątpił, że kobieta siedząca w okienku zwróciła na to jakąkolwiek uwagę, zważając na to jak szybko zgodziła się z podsuniętym jej stanem rzeczy. - Oh, chciałbym, ale niestety ciężko to zrobić. Wraca falami, rozumiesz. To ten moment który bardzo chcesz zapomnieć, ale przychodzi do ciebie w najmniej odpowiednim momencie. I szczerze? Bardziej bałem się, że mi taką herbatę zapodadzą już po tym całym sabacie.
Atreus zrobił kółko po pokoiku motelowym, chociaż po prawdzie nie było tutaj czego obchodzić, bo była to zwykła klitka, która miała przelotnym przystankiem w podróży. Dlatego też ostatecznie przysiadł sobie na łóżku i wyciągnął papierosa.
- Cóż, moja droga Anne - zaczął, sięgając po ogień i zaciągając się zaraz dymem. - Zawsze kiedy coś ci się nie podoba, zaczynasz mówić do mnie po nazwisku, dokładnie tak jakbyś sama nie nosiła takiego samego - przez moment, niby to poważnie, spoglądał na unoszący się powoli ku górze dym, zanim spojrzał na nią lekko rozbawiony. - A ten, umiesz do tego dołożyć taki ładny, irlandzki akcent, czy tylko mnie tak teraz podpuszczasz? - uniósł delikatnie brwi, chyba przez moment faktycznie zastanawiając się, jak tam stoją jej umiejętności lingwistyczne. - Wiesz, jeśli jesteś bardzo zdolna, możemy próbować też przerobić mnie, ale tak sobie teraz myślę - jeśli z jakiegoś powodu patrzył jak idziemy do naszego słodkiego gniazdka, to może zauważyć, jeśli nagle wyjdzie stąd jakaś blondynka - uniósł delikatnie ręce, rozkładając je bezradnie. Chociaż jak tak zaczął się nad tym zastanawiać to może typ miał jakiś powód dla którego podróżował po mugolskim Londynie i to mugolskimi środkami transportu, zamiast zwyczajnie teleportować się z miejsca na miejsce.
- Jasne, słomiane włosy, kanciasty podbródek, nos jak kartofel. Na szczęce ma sznyt - przejechał palcem przy niemal krawędzi szczęki, po lewej stronie twarzy. - Jak się zacznie do Ciebie o coś pruć, to zawsze mogę wyskoczyć niczym rycerz na białym koniu i Ciebie, moją drogą żonę, opieprzyć za mylenie drzwi. Nic tak nie deeskaluje konfliktu jak kłótnia, której ktoś nie chce być świadkiem. Chociaż mam ogólnie wrażenie, że lepiej żebym sam jakoś na niego też spojrzał. Wiesz, rysopis słowny to jedno, a jeśli jest tu dwóch kuzynów Marków?
Atreus zrobił kółko po pokoiku motelowym, chociaż po prawdzie nie było tutaj czego obchodzić, bo była to zwykła klitka, która miała przelotnym przystankiem w podróży. Dlatego też ostatecznie przysiadł sobie na łóżku i wyciągnął papierosa.
- Cóż, moja droga Anne - zaczął, sięgając po ogień i zaciągając się zaraz dymem. - Zawsze kiedy coś ci się nie podoba, zaczynasz mówić do mnie po nazwisku, dokładnie tak jakbyś sama nie nosiła takiego samego - przez moment, niby to poważnie, spoglądał na unoszący się powoli ku górze dym, zanim spojrzał na nią lekko rozbawiony. - A ten, umiesz do tego dołożyć taki ładny, irlandzki akcent, czy tylko mnie tak teraz podpuszczasz? - uniósł delikatnie brwi, chyba przez moment faktycznie zastanawiając się, jak tam stoją jej umiejętności lingwistyczne. - Wiesz, jeśli jesteś bardzo zdolna, możemy próbować też przerobić mnie, ale tak sobie teraz myślę - jeśli z jakiegoś powodu patrzył jak idziemy do naszego słodkiego gniazdka, to może zauważyć, jeśli nagle wyjdzie stąd jakaś blondynka - uniósł delikatnie ręce, rozkładając je bezradnie. Chociaż jak tak zaczął się nad tym zastanawiać to może typ miał jakiś powód dla którego podróżował po mugolskim Londynie i to mugolskimi środkami transportu, zamiast zwyczajnie teleportować się z miejsca na miejsce.
- Jasne, słomiane włosy, kanciasty podbródek, nos jak kartofel. Na szczęce ma sznyt - przejechał palcem przy niemal krawędzi szczęki, po lewej stronie twarzy. - Jak się zacznie do Ciebie o coś pruć, to zawsze mogę wyskoczyć niczym rycerz na białym koniu i Ciebie, moją drogą żonę, opieprzyć za mylenie drzwi. Nic tak nie deeskaluje konfliktu jak kłótnia, której ktoś nie chce być świadkiem. Chociaż mam ogólnie wrażenie, że lepiej żebym sam jakoś na niego też spojrzał. Wiesz, rysopis słowny to jedno, a jeśli jest tu dwóch kuzynów Marków?