O tyle dobrze, że tylko na jednym dziennikarzu z awanturą się skończyło. I ten cały pomył Penny, nie zaszkodził jej interesowi jak i jej osobie bardziej niż by on sam się obawiał. Wiedział jak prasa, media potrafią uprzykrzać życie wybranym celebrytom. Tak samo osobom z nimi powiązanymi bardziej, niż tylko w aspekcie koleżeńskim.
- Tak… Kuzyn jest totalnym paplą. Koniecznie musiał przyjść i powiedzieć mi dobitnie, że mam ten problem rozwiązać.Potwierdził jej, skoro nadal miewała problem z zapamiętaniem członków jego rodziny i tych całych pajęczych więzi. Gdyby miał się związać z Penny małżeństwem, też miałaby za kuzyna Aidana. Jednakże po rozmowie z nimi, nie było o tym mowy. Cała ich czwórka mimo swoich różnych poglądów, umiejętności, statusu majątkowego i innych pierdów, potrafiła się jakoś dogadać, wzajemnie sobie pomagać.
- Skoro tak szybko zareagował… Nie domyślasz się?
Zwrócił jej uwagę na jego zachowanie, skoro zaczęła się zastanawiać, ile czasu Aidan potrzebował, aby pojawić się w mieszkaniu Renigalda, w celu otrzymania wyjaśnień. Malfoy nie miał pojęcia, jak w obecności dziennikarza przy Penny zachował się Parkinson. Być może założyłby, że jako ochroniarz i brygadzista ich koleżanki, zrobił co należy.
Słysząc, że to nieważne, Renigald uniósł brew ku górze. ”Serio?” – pomyślał, ale nie ciągnął tematu. Tym samym dowiedział się, że z dziennikarzem dziewczyna poradziła sobie bezproblemowo sama.
- Gratuluję.Co miał więcej powiedzieć na ten temat? Poradziła sobie, nie potrzebując męskiego ochroniarza. Nie dociekał, w jaki sposób tego dokonała. Być może podejrzewałby o próby zastraszania. Mogła powołać się także na jego nazwisko. Ale zapewne nie wziąłby pod uwagę tego, że mogłaby mężczyznę uderzyć. Więc jedynie jej pogratulował sukcesu.
Poruszywszy temat ich problemu, pytając jakie porady otrzymała od Terry’ego i Aidana, sam temat Parkinsona znów powrócił, ale szybko ucięła. Z uwagą ją obserwował, jak mówiła i jakie z tym czuła emocje. Aidan najwyraźniej przegiąć musiał, skoro unikała tematu z nim związanego.
Pokiwał głową, zgadzając się z tym, że Terry wziął to za dobry żart. Przy nim też nie brał tego na poważnie. Przynajmniej on jeden mu nie przywalił.
Wysłuchał jej propozycji. Jej punktu widzenia.- Czyli udawać, że nie miało to miejsca. Tylko musimy uprzedzić o tym rodziny, że to nie jest prawda. Już mi rodzice suszyli głowę, że powinienem poważnie zastanowić się nad tym, co robię. Pewnie nie zaakceptowaliby Cię jako moją żonę. To już mówię z góry.
Nawiązał do tego tematu, wspominając o sytuacji także jego rodziców. W końcu matka prowadziła butik, tam najwięcej klientów się przewija i plotek nie ma końca. Ojciec pracował w Ministerstwie. Tam również znajdą temat do komentowania działań jego syna. Renigald nie wyglądał na takiego, co by się tym przejmował. Jedynie napomknął informację ostrzegawczą.
Odepchnął się od biurka i stanął teraz naprzeciwko Penny, która wciąż siedziała na biurku.
- Wyobrażałaś sobie w ogóle nasz ślub? Albo wspólne mieszkanie?
Zagadał od innej strony, lekko się uśmiechając, aby trochę może zabawnie podejść do tematu, zanim podejmą ostateczną decyzję. Poważną. Może chciał też znaleźć tego plusy i minusy, nawet jeżeli w głowie żadnego z nich, nie było po drodze stracić tę wolność, swobodę.