12.04.2024, 13:07 ✶
Na uśmiech mimowolnie odpowiedziała uśmiechem, bo ten który pojawił się na twarzy Basiliusa naprawdę był bardzo Prewettowski – i natychmiast przywoływać skojarzenia z Vincentem, Pandorą i Laurentem, a miała słabość do całej tej trójki. I to mimo tego, że ta czwórka z wyglądu zupełnie się przecież nie przypominała: Vinnie ze swoją urodą wziętą po jakiejś włoskiej czy hiszpańskiej babce, Panda, która wdała się w matkę Turczynkę, Laurent ze swoją delikatną, niemalże eteryczną aparycją i błękitem morza w oczach i wreszcie Basilius o ciemnych włosach i bladej twarzy.
Ale czasem, kiedy się uśmiechali, ujawniało się to rodzinne podobieństwo.
– Dzięki, niby znikło, a mam takie wrażenie, jakby dalej oblepiało – powiedziała, przyjmując od niego chusteczkę. Cóż, przywlekła mu tutaj naprawdę paskudny przypadek, ale mógł spojrzeć na to z innej strony: dzięki niej rozwijał się jako uzdrowiciel! Przecież gdyby obsługiwał same zwykłe przypadki wiódłby rutynowe, spokojne życie… o którym zapewne marzył.
Albo tak się mu wydawało.
Był w końcu Prewettem, czy któryś z nich zadowoliłby się rutyną?
– O tak, pan Collins chyba bardzo chce zostać naprawiony – przytaknęła Brenna, patrząc jak… mężczyzno robak porusza nogami i rękami.
Przeprowadzenie procedur medycznych nie było jednak łatwe. Pan Collins wyraźnie się buntował i tylko zaklęcie trzymało go w szachu. Podanie mu eliksiru doustnie wymagało nieco kombinacji, a kiedy wreszcie tułów stał się nieomal tułowiem człowieka (i Brenna odnowiła zaklęcie, zanim pan Collins zdołał wymsknąć się z lin…), a owadzia głowa przybrała normalne kolory (to dziwne, ale robak wydawał się Brennie tylko tym ohydniejszy, im więcej miał cech ludzkich – to stawało się coraz bardziej nienaturalne), znów otworzył usta.
– Possswę wassss! – wyjęczał, szarpiąc się w więzach. – Zwiąssaliście mnie!!!
– Pan Collins czuje się chyba trochę lepiej – podsumowała Brenna, pochylając się nad nim. Wciąż nie widziała uszu: ale może te znajdowały się gdzieś na tych ludzkich niemal kolanach? Albo były ukryte w… fałdach skóry? – Panie Colllins, czy pan mnie słyszy?
– Ty głupia kurrrwa!
– Cieszę się, że pan mnie rozumie, panie Collins. Teraz pan Prewett…
– Sssskurwysssyn!!!
- …pan Prewett przywróci pańską głowę do właściwego stanu, a ja odczytam panu pańskie prawa, bo jest pan zatrzymany pod zarzutem napaści na panią Smith…
– Głupia kurrrwa!!!
- …zostanie pan też skierowany na badania do magipsychiatry, obawiam się, że widzenie wszędzie kurew może wskazywać, że bycie robakiem źle wpłynęło na pański stan psychiczny albo wzrok… – kontynuowała Brenna tym samym, bardzo spokojnym tonem. Zerknęła tylko krótko na Prewetta i znów się do niego uśmiechnęła, a potem wskazała na głowę pacjenta, jakby chciała zasugerować, by on też czynił swoją powinność.
Ale czasem, kiedy się uśmiechali, ujawniało się to rodzinne podobieństwo.
– Dzięki, niby znikło, a mam takie wrażenie, jakby dalej oblepiało – powiedziała, przyjmując od niego chusteczkę. Cóż, przywlekła mu tutaj naprawdę paskudny przypadek, ale mógł spojrzeć na to z innej strony: dzięki niej rozwijał się jako uzdrowiciel! Przecież gdyby obsługiwał same zwykłe przypadki wiódłby rutynowe, spokojne życie… o którym zapewne marzył.
Albo tak się mu wydawało.
Był w końcu Prewettem, czy któryś z nich zadowoliłby się rutyną?
– O tak, pan Collins chyba bardzo chce zostać naprawiony – przytaknęła Brenna, patrząc jak… mężczyzno robak porusza nogami i rękami.
Przeprowadzenie procedur medycznych nie było jednak łatwe. Pan Collins wyraźnie się buntował i tylko zaklęcie trzymało go w szachu. Podanie mu eliksiru doustnie wymagało nieco kombinacji, a kiedy wreszcie tułów stał się nieomal tułowiem człowieka (i Brenna odnowiła zaklęcie, zanim pan Collins zdołał wymsknąć się z lin…), a owadzia głowa przybrała normalne kolory (to dziwne, ale robak wydawał się Brennie tylko tym ohydniejszy, im więcej miał cech ludzkich – to stawało się coraz bardziej nienaturalne), znów otworzył usta.
– Possswę wassss! – wyjęczał, szarpiąc się w więzach. – Zwiąssaliście mnie!!!
– Pan Collins czuje się chyba trochę lepiej – podsumowała Brenna, pochylając się nad nim. Wciąż nie widziała uszu: ale może te znajdowały się gdzieś na tych ludzkich niemal kolanach? Albo były ukryte w… fałdach skóry? – Panie Colllins, czy pan mnie słyszy?
– Ty głupia kurrrwa!
– Cieszę się, że pan mnie rozumie, panie Collins. Teraz pan Prewett…
– Sssskurwysssyn!!!
- …pan Prewett przywróci pańską głowę do właściwego stanu, a ja odczytam panu pańskie prawa, bo jest pan zatrzymany pod zarzutem napaści na panią Smith…
– Głupia kurrrwa!!!
- …zostanie pan też skierowany na badania do magipsychiatry, obawiam się, że widzenie wszędzie kurew może wskazywać, że bycie robakiem źle wpłynęło na pański stan psychiczny albo wzrok… – kontynuowała Brenna tym samym, bardzo spokojnym tonem. Zerknęła tylko krótko na Prewetta i znów się do niego uśmiechnęła, a potem wskazała na głowę pacjenta, jakby chciała zasugerować, by on też czynił swoją powinność.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.