Zakochany, ciągle o niej myślący przy każdej możliwej okazji, każdej nocy, kiedy kładł się spać, mógł nawet zapomnieć wysłać jej sowę z zapytaniem o spędzenie razem dzisiejszego dnia. A może wysłał, tylko odpowiedzi nie otrzymał? A może otrzymał i był przygotowany na odebranie jej z pracy?
Czekał przed jej sklepem na Pokątnej. Cierpliwie. Wiedział, że czasami coś może się wydłużyć, jak obsługa klienta, czy kończenie czegoś w pracowni. A z eliksirami nie ma przecież żartów.
W końcu wyszła. Uśmiechnął się do niej, przyzwyczajony do tego, że zawsze się tak spotykają, niemal codziennie? Jakby doczekać się nie mógł, jak znów gdzieś pójdą razem. Jej słowa go trochę zaskoczyły, że wyglądał na zdziwionego. Uniósł nawet brew. Ale kiedy rzuciła mu się na szyję, pochylił i objął, przytulając do siebie, odwzajemniając pocałunek. Nie obchodziło go otoczenie. Nawet może nie przejmował się tym, że jej matka mogłaby ich widzieć. Może ucieszyłaby się, że jej córka w końcu ma porządnego faceta? Że może jednak jest dla niej nadzieja na prawdziwy związek i założenie rodziny w przyszłości?
Puścił ją, bowiem inaczej nie miał jak udzielić jej odpowiedzi na pytania. Sięgnął po notes i zaczął w nim pisać, aby po chwili jej pokazać:
”Nie wysyłałem sowy? Chciałbym Cię zabrać na małe zwiedzanie dwóch lokalizacji. Orientacyjnie. Myślę o założeniu własnego biznesu.”Czekał może na reakcję, albo bardziej o zgodę. Lecz zaraz też dodał coś jeszcze. Bowiem dopiero co obaj skończyli pracę, a wieczór miał wolny, to mogliby z tego dnia skorzystać lepiej.
"Ale, najpierw zabrałbym Cię gdzieś na obiad. Zgadzasz się?"
Jak tylko dopisał te dwa zdania, pokazał ponownie. Jeżeli miała na coś konkretnego ochotę, mogą iść do wybranej przez nią restauracji. Posiedzą, zjedzą i potem udadzą się na dalsze zwiedzanie Alei Horyzontalnej.