Laurence nie chciał drastycznie, od razu podejmować tematu dotyczącego ich dwojga, skoro znaleźli się w kawiarni. Chcąc rozpocząć rozmowę od czegoś, co było im dobrze znane. Zawodu? Jedyne co ich najbardziej łączyło i połączyło. Wspólne chodzenie i ukończenie Akademii Munga. Choć inne specjalizacje, to jednak kontakt pozostawał. Do czasu. Aż zmienił miejsce pracy i wziął ślub.
Czasami zabierała pracę. Słysząc te słowa, aż przypominały go siebie samego. Też zabierał, aby coś przejrzeć. Lepiej zorientować się w sprawie.
- Ta, która sama upominała, aby nie brać pracy do domu. Mam Cię upomnieć?Odpowiedział z nutką małego rozbawienia i z uśmiechem, wspominając te dawne czasy. Jakby role w tej chwili się odwróciły. Chciał trochę odwrócić uwagę od poważniejszego tematu, którego raczej nie unikną. Znał ją. Pamiętał jaka była. Tego się nie zapomina.
Kelnerka przyniosła kawę, choć zdawało się że chciała czegoś jeszcze? Nie bez powodu może przerwali rozmowę? Laurence znacznie spojrzał na pracownicę tego lokalu i podziękował wyraźnie za przyniesione zamówienie, licząc, że kobieta się oddali i pozwoli im na prywatność. Nie był tutaj nikomu obcy, wiec dla dobra swojej pracy, musiała się oddalić i obsłużyć innych klientów. Bo właśnie weszło dwóch mężczyzn. Uzdrowicieli. Pewnie też po pracy. Ale zajęli miejsca w innej części kawiarni. Z dala od nich.
Kiedy Camille się do niego zwróciła, spojrzał na nią. Wróciła do tematu ich relacji. Związku. Miłości? Zacząć od nowa. Wiedział, że na to może być za późno.
Pozwolił jej mówić. Nie przerywał. Zbierał tym samym swoje myśli, poważniej podchodząc do tematu. Wpatrywał się w nią, kiedy ta patrzyła podobno na blat stołu. Słuchał jej tego, co miała do przekazania. Jak to widziała ze swojej sytuacji.
Westchnął. Przyznał się do porażki. Do słabości. Widział, że teraz nie jest już tym wymarzonym synem swojego ojca.
Camille była nerwowa. Zarejestrował jej spojrzenie i ruch w kierunku torebki, z której później wyjęła papierosy. Paliła nadal.
- Jeżeli masz kogoś… Dam Ci spokój. Powinienem może od tego zacząć. Nie potrzebnie się wtedy narzucam.Brzmiał przepraszająco. Zdecydowanie nie przemyślał tego spotkania, pojawiając się w szpitalu. Nie pomyślał też, że mogła kogoś mieć. Ale nie wyglądała na taką, jakby chciała unikać go, bo mąż czeka albo narzeczony. Nie widział na jej dłoni żadnej obrączki czy pierścionka. Za to on swoją miał, na tej dłoni, gdzie łatwiej komuś odczytać, że jest wdowcem.
Przysunął do siebie kawę i zamieszał łyżeczką. Choć jeszcze nie upił łyka. Była gorąca. Może znalazł zajęcie dla swoich dłoni, aby powstrzymać się od tego, aby ją dotknąć. Nie chciał już teraz ryzykować z kontaktem fizycznym.