12.04.2024, 19:59 ✶
– Prawda? Zawsze musi być tak, jak on chce, bo jeśli jest inaczej to się obraża. A i tak wczoraj śmiał się z Magnoli, gdy ta się popłakała, bo chciała się bawić z nimi w dom, a on powiedział, że może tylko być tylko skrzatem domowym – Co było wyjątkowo wredne ze strony Simona, bo przecież Magnolia bardzo chciała by Simon został jej chłopakiem, co samo w sobie też było głupie, bo kto by chciał być dziewczyną Simona, ale przecież nie musiał być dla niej taki wredny. A najlepiej to mógł po prostu przestać tutaj przychodzić.
Nikogo nie ma w skrzyni...
– Meg... – Mabel zmarszyła brwi i spojrzała pytająco na Megajrę, bo przecież obie chyba doskonale wiedziały, kto się w skrzyni znajdował i że nie była to magiczna zabawka, zupełnym przypadkiem mówiąca głosem Simona.
Dała się poprowadzić drugiej dziewczynce, licząc że pójdą się bawić na tyle szybko, by nikt nie zauważył, że ze skrzyni, przy której stały ktoś właśnie wychodził. Niestety Simon był szybszy. Eh... I jeszcze podbiegła do nich nauczycielka.
Mabel nie pochwalała zamykania ludzi, nawet takich głupich jak Simon, w skrzyni i pewnie gdyby Megajra zaproponowała jej ten pomysł, to spróbowałaby odwieść od tego koleżankę. Ale...
Nie ważne, jak bardzo nie zgadzałaby się z takim traktowaniem innych, nawet jeśli im się należało, to jeszcze bardziej była przeciwko czemuś zupełnie innemu – skarżeniu na swoich przyjaciół. Zresztą, czy to było takie złe, że Simon musiał siedzieć w tej skrzyni? Był przecież wredny dla każdego w tym Meg, więc może dzięki temu nieco się uspokoi, co byłoby... Zaraz, jak szło to trudne wyrażenie, o którym ostatnio mówił jej Karl, jej metrowy gadający kot z miłością do filozofii? A tak. Przydatność społeczna.
Zamknięcie Simona w skrzyni mogło być przydatne społecznie.
Dlatego też, złapała Megajrę mocniej za rękę i posłała nauczycielce i Simonowi najbardziej zmartwiony i uroczy uśmiech na jaki tylko było ją stać.
– Simon... Wszystko w porządku? Nie wiesz, że to niebezpieczne tak wchodzić do skrzyni? Przecież pani już mówiła, że nie wolno? A gdyby coś ci się stało?
Nikogo nie ma w skrzyni...
– Meg... – Mabel zmarszyła brwi i spojrzała pytająco na Megajrę, bo przecież obie chyba doskonale wiedziały, kto się w skrzyni znajdował i że nie była to magiczna zabawka, zupełnym przypadkiem mówiąca głosem Simona.
Dała się poprowadzić drugiej dziewczynce, licząc że pójdą się bawić na tyle szybko, by nikt nie zauważył, że ze skrzyni, przy której stały ktoś właśnie wychodził. Niestety Simon był szybszy. Eh... I jeszcze podbiegła do nich nauczycielka.
Mabel nie pochwalała zamykania ludzi, nawet takich głupich jak Simon, w skrzyni i pewnie gdyby Megajra zaproponowała jej ten pomysł, to spróbowałaby odwieść od tego koleżankę. Ale...
Nie ważne, jak bardzo nie zgadzałaby się z takim traktowaniem innych, nawet jeśli im się należało, to jeszcze bardziej była przeciwko czemuś zupełnie innemu – skarżeniu na swoich przyjaciół. Zresztą, czy to było takie złe, że Simon musiał siedzieć w tej skrzyni? Był przecież wredny dla każdego w tym Meg, więc może dzięki temu nieco się uspokoi, co byłoby... Zaraz, jak szło to trudne wyrażenie, o którym ostatnio mówił jej Karl, jej metrowy gadający kot z miłością do filozofii? A tak. Przydatność społeczna.
Zamknięcie Simona w skrzyni mogło być przydatne społecznie.
Dlatego też, złapała Megajrę mocniej za rękę i posłała nauczycielce i Simonowi najbardziej zmartwiony i uroczy uśmiech na jaki tylko było ją stać.
– Simon... Wszystko w porządku? Nie wiesz, że to niebezpieczne tak wchodzić do skrzyni? Przecież pani już mówiła, że nie wolno? A gdyby coś ci się stało?