12.04.2024, 21:59 ✶
Patrick zbłądził myślami w stronę ogniska Beltane, przy którym krążył razem z Victorią i Mavelle podczas ataku śmierciożerców. Wspomnienie przywołało dźwięk trzasku łamanych pod naporem ognia polan, niemal poczuł zapach unoszącego się w niebo dymu, dostrzegł wystrzeliwujące w górę iskry. Nigdy nie zastanawiał się głębiej nad tym czemu rozpalano ogniska – w ogóle nie był przesadnie wierzący, ale teraz zaczęło mu się wydawać, że wszystkie te obrzędy miały dużo większą wagę, bardziej dosłowną wagę, niż czysto symboliczną. Sebastian mówił o próchniejącym drewnie, on myślał o drewnie, które spalało się pod wpływem temperatury. Niby dwa różne zjawiska, ale powodowały ten sam efekt.
- Podczas Beltane Czarny Pan wspomagał się jakimiś snopami światła i dziwnym kamieniem – Steward nie wiedział, że snopy światła również wydobywały się z kamieni, tyle że umieszczonych w ziemi. Nie miał również pojęcia, co później się z nimi stało, ale biorąc pod uwagę stan Polany Ognisk, zakładał, że pewnie ciągle tkwiły gdzieś w ziemi. – To pewnie jakoś pomogło mu w… przejściu.
Uśmiechnął się kącikami ust. Wbrew wszystkiemu to był całkiem szczery, niemal beztroski uśmiech. Potrząsnął głową, jakby zastanawiał się, czy to co zamierzał powiedzieć, było dostatecznie głupie, by wyprowadzić Macmillana z równowagi.
- Nie boję się śmierci – rzucił w końcu. – Paradoksalnie, kiedy już znam jakąś datę, mogę… mogę się skupić na tym, co naprawdę istotne. – Ba, wydawało mu się nawet, że wreszcie zrozumiał, co jest naprawdę istotne.
I co zaskakujące, na pierwszy plan nie wychodziły wcale sprawy związane z ratowaniem czarodziejskiego świata lub zabezpieczaniem Zakonu Feniksa, ale skupienie się na tym, co było tutaj i teraz. Wcześniej, przez długi czas zdawało mu się, że pozostawał tylko obserwatorem, widmo śmierci nauczyło go przeżywania. Nagle zaczęło do niego docierać, jak ważne jest cieszenie się chwilą, kontemplowanie małych przyjemności, spędzenie czasu z kimś, kogo lubił lub kochał. Patrick sprzed tej wiadomości, skupiałby się by nie zwrócić na siebie uwagi i obserwować. Patrick po niej, wolał siedzieć na ławce z Sebastianem, pomóc babci w ogródku albo obejrzeć wschód słońca.
Zmarszczył brwi, spoglądając na egzorcystę.
- Jak to przedstawiciele Departamentu Tajemnic – podsumował. Odruchowo wrócił myślami do Morfeusa Longbottoma. Jak na pracownika tego departamentu, pozostawał zaskakująco… żywotny. – I dowiedziałeś się czegoś na temat widm? Widziałem je. Przypominały mi trochę dementory.
Patrick spodziewał się pewnej nieporadności po Sebastianie. To nie tak, że jakoś głęboko zastanawiał się nad jego życiem osobistym, ale odruchowo zakładał, że ten zazwyczaj milczący, spokojny mężczyzna był niedotykalskim samotnikiem. Zresztą, nawet dzisiejsza rozmowa – gdy jeszcze obecny był podczas niej Neil, potwierdziła jego przypuszczenia. Zauważył też, że regularnie było mu zimno – przez wzgląd na to przecież podrzucał mu gorące napoje do tej jego kanciapki. A po tym, jak go lepiej poznał, zrozumiał też z czego – przynajmniej po części – wynikało jego zachowanie. A teraz docenił to, że nie został odepchnięty, że Macmillan, mimo chronicznego przemarznięcia, na swój sposób nawet odwzajemnił jego gest.
- Próbuję? Wydawało mi się, że już jesteś moim przyjacielem – rzucił, starając się rozładować powstałe między nimi napięcie. Doceniał, że ten chciał mu pomóc, ale nie darowałby sobie, gdyby przez to Sebastian naraził się na jakieś niebezpieczeństwo. – Myślę, że Brenna poruszyłaby niebo i ziemię, byle tylko znaleźć lekarstwo. Przecież Zimne są jej kuzynka Mavelle Bones i przyjaciółka Victoria Lestrange – i mężczyzna, który jej się podoba, Atreus Bulstrode. – Nie masz ochoty się przejść? Skoro skończył się nam alkohol to dobry znak, żeby wybrać się do punktu aportacyjnego.
No, chyba, że Sebastian wolał nocleg w Dolinie Godryka, ale o to Patrick go nie podejrzewał.
- Podczas Beltane Czarny Pan wspomagał się jakimiś snopami światła i dziwnym kamieniem – Steward nie wiedział, że snopy światła również wydobywały się z kamieni, tyle że umieszczonych w ziemi. Nie miał również pojęcia, co później się z nimi stało, ale biorąc pod uwagę stan Polany Ognisk, zakładał, że pewnie ciągle tkwiły gdzieś w ziemi. – To pewnie jakoś pomogło mu w… przejściu.
Uśmiechnął się kącikami ust. Wbrew wszystkiemu to był całkiem szczery, niemal beztroski uśmiech. Potrząsnął głową, jakby zastanawiał się, czy to co zamierzał powiedzieć, było dostatecznie głupie, by wyprowadzić Macmillana z równowagi.
- Nie boję się śmierci – rzucił w końcu. – Paradoksalnie, kiedy już znam jakąś datę, mogę… mogę się skupić na tym, co naprawdę istotne. – Ba, wydawało mu się nawet, że wreszcie zrozumiał, co jest naprawdę istotne.
I co zaskakujące, na pierwszy plan nie wychodziły wcale sprawy związane z ratowaniem czarodziejskiego świata lub zabezpieczaniem Zakonu Feniksa, ale skupienie się na tym, co było tutaj i teraz. Wcześniej, przez długi czas zdawało mu się, że pozostawał tylko obserwatorem, widmo śmierci nauczyło go przeżywania. Nagle zaczęło do niego docierać, jak ważne jest cieszenie się chwilą, kontemplowanie małych przyjemności, spędzenie czasu z kimś, kogo lubił lub kochał. Patrick sprzed tej wiadomości, skupiałby się by nie zwrócić na siebie uwagi i obserwować. Patrick po niej, wolał siedzieć na ławce z Sebastianem, pomóc babci w ogródku albo obejrzeć wschód słońca.
Zmarszczył brwi, spoglądając na egzorcystę.
- Jak to przedstawiciele Departamentu Tajemnic – podsumował. Odruchowo wrócił myślami do Morfeusa Longbottoma. Jak na pracownika tego departamentu, pozostawał zaskakująco… żywotny. – I dowiedziałeś się czegoś na temat widm? Widziałem je. Przypominały mi trochę dementory.
Patrick spodziewał się pewnej nieporadności po Sebastianie. To nie tak, że jakoś głęboko zastanawiał się nad jego życiem osobistym, ale odruchowo zakładał, że ten zazwyczaj milczący, spokojny mężczyzna był niedotykalskim samotnikiem. Zresztą, nawet dzisiejsza rozmowa – gdy jeszcze obecny był podczas niej Neil, potwierdziła jego przypuszczenia. Zauważył też, że regularnie było mu zimno – przez wzgląd na to przecież podrzucał mu gorące napoje do tej jego kanciapki. A po tym, jak go lepiej poznał, zrozumiał też z czego – przynajmniej po części – wynikało jego zachowanie. A teraz docenił to, że nie został odepchnięty, że Macmillan, mimo chronicznego przemarznięcia, na swój sposób nawet odwzajemnił jego gest.
- Próbuję? Wydawało mi się, że już jesteś moim przyjacielem – rzucił, starając się rozładować powstałe między nimi napięcie. Doceniał, że ten chciał mu pomóc, ale nie darowałby sobie, gdyby przez to Sebastian naraził się na jakieś niebezpieczeństwo. – Myślę, że Brenna poruszyłaby niebo i ziemię, byle tylko znaleźć lekarstwo. Przecież Zimne są jej kuzynka Mavelle Bones i przyjaciółka Victoria Lestrange – i mężczyzna, który jej się podoba, Atreus Bulstrode. – Nie masz ochoty się przejść? Skoro skończył się nam alkohol to dobry znak, żeby wybrać się do punktu aportacyjnego.
No, chyba, że Sebastian wolał nocleg w Dolinie Godryka, ale o to Patrick go nie podejrzewał.