12.04.2024, 22:57 ✶
- Park rozrywki na kontynencie - wyjaśnił, drapiąc się po nosie. - Ale tak na serio to i tak nie mam dokumentów. - W przyznaniu się do tego znajdowała się jakaś nieoczekiwana kropla niezręczności. Niby fakt jego nieistnienia nie stanowił wielkiej tajemnicy, ale wciąż... Rzadko o tym mówił. Komukolwiek. Powiedzenie tego na głos to przecież przyznanie się do braku przeszłości. - Miałem je sobie załatwić, ale ostatecznie nigdy nie wyjechałem. - Coś tam niby dodał, ale wpatrywał się już w bok, miał nieco nieobecne spojrzenie.
Kiedy został nazwany dziwką, jego spojrzenie było tak obecne jak nigdy wcześniej. Zagrał na twarzy niby-rozczarowaniem, ale wcale rozczarowany nie był. Wyzwiska go nie kręciły, za to niesamowicie kręcił go on. Udało mu się go przed chwilą rozbawić - pierwszy sukces. Jego smutas nie mógł powstrzymać kolejnych parsknięć ani oderwać od niego wzroku. Znowu odpływał na wody pożądania - drugi sukces.
- Mhm... Obrzydliwa... - Tym przejechał mu tą rękawiczką po brodzie, dając wsiąknąć w nią resztce kawy. - Z naszej dwójki to ty się ośliniłeś. - Ściągnął ją, zrzucił na podłogę przy odkładaniu tacy na stoliczek. Smutno by było, gdyby to jedzenie spadło, bo wyglądało naprawdę dobrze. I wciąż parowało od ciepła, ale to kompletnie go już nie obchodziło - dostał swoją upragnioną bliskość, żar wylewający się z Bletchleya przez kompletne ociemnienie. - Koledzy z biura wiedzą jak bardzo lubisz chodzić na dz-
Chciał mu czymś jeszcze za to dowalić, ale nie miał już jak - wydał z siebie tylko zduszony pisk, kiedy został pociągnięty za włosy. Nawet nie robił sobie nadziei na to, że po wszystkim Bletchley się do niego odezwie. Niby byłoby miło, z drugiej strony doprowadzenie go do takiej furii, a potem stanu absolutnej bezmyślności wydawało mu się aktualnie najlepszą z możliwych nagród. I jakimś cudem wciąż miał jeszcze siłę do tego, żeby zrobić mu to trzeci raz - nad wodą, nad którą poszli jakiś czas później. Jakiś czas, bo chyba przestawał mieć jakiekolwiek pojęcie o tym jaka mogła być teraz godzina. Był pewny tylko dwóch rzeczy - tego jak cholernie tu było gorąco i jak bardzo doceniał to, że nad jeziorem można było znaleźć dzikie plaże pomiędzy drzewami, gdzie mimo przebywania nad wodą można było wciąż schować się w cieniu - a także tego, że naprawdę miał już ponad trzydzieści lat i mógłby czasami odpuścić. Mógłby. Ale nie zrobił tego. Kiedy z niego zszedł i bezsilnie opadł na koc obok zastanawiał się nawet, czy właśnie tak czuł się Bletchley po każdym ich wspólnym razie, bo aż drżały mu nogi. Kiedy się chociaż trochę uspokoił, naciągnął na siebie bieliznę i przytulił się do jego boku, chcąc skorzystać z kilku ostatnich minut, zanim Cain go od siebie odepchnie, bo wróci do żywych i przypomni sobie, że jest mu za gorąco. To wszystko co chodziło mu po głowie dla kogoś innego musiało pewnie nosić jakieś znamiona koszmaru, ale dla niego? To było bardziej jak aż za dobry sen. Pewnie dlatego słyszał wczoraj ten szum. No bo... Wspólne wakacje były trochę nierealne, prawda?
- Chcesz wodę? - Zapytał ochrypłym głosem, sięgając do torby leżącej gdzieś z boku. - Fajnie by było, gdyby wieczorem przyszła burza. - Mówił cichutko, ale zadziwiająco jak na niego zrozumiale. - Jest wtedy takie przyjemne powietrze. Ale wtedy pewnie zamknęliby ten bar, bo on jest częściowo na otwartym powietrzu.
Kiedy został nazwany dziwką, jego spojrzenie było tak obecne jak nigdy wcześniej. Zagrał na twarzy niby-rozczarowaniem, ale wcale rozczarowany nie był. Wyzwiska go nie kręciły, za to niesamowicie kręcił go on. Udało mu się go przed chwilą rozbawić - pierwszy sukces. Jego smutas nie mógł powstrzymać kolejnych parsknięć ani oderwać od niego wzroku. Znowu odpływał na wody pożądania - drugi sukces.
- Mhm... Obrzydliwa... - Tym przejechał mu tą rękawiczką po brodzie, dając wsiąknąć w nią resztce kawy. - Z naszej dwójki to ty się ośliniłeś. - Ściągnął ją, zrzucił na podłogę przy odkładaniu tacy na stoliczek. Smutno by było, gdyby to jedzenie spadło, bo wyglądało naprawdę dobrze. I wciąż parowało od ciepła, ale to kompletnie go już nie obchodziło - dostał swoją upragnioną bliskość, żar wylewający się z Bletchleya przez kompletne ociemnienie. - Koledzy z biura wiedzą jak bardzo lubisz chodzić na dz-
Chciał mu czymś jeszcze za to dowalić, ale nie miał już jak - wydał z siebie tylko zduszony pisk, kiedy został pociągnięty za włosy. Nawet nie robił sobie nadziei na to, że po wszystkim Bletchley się do niego odezwie. Niby byłoby miło, z drugiej strony doprowadzenie go do takiej furii, a potem stanu absolutnej bezmyślności wydawało mu się aktualnie najlepszą z możliwych nagród. I jakimś cudem wciąż miał jeszcze siłę do tego, żeby zrobić mu to trzeci raz - nad wodą, nad którą poszli jakiś czas później. Jakiś czas, bo chyba przestawał mieć jakiekolwiek pojęcie o tym jaka mogła być teraz godzina. Był pewny tylko dwóch rzeczy - tego jak cholernie tu było gorąco i jak bardzo doceniał to, że nad jeziorem można było znaleźć dzikie plaże pomiędzy drzewami, gdzie mimo przebywania nad wodą można było wciąż schować się w cieniu - a także tego, że naprawdę miał już ponad trzydzieści lat i mógłby czasami odpuścić. Mógłby. Ale nie zrobił tego. Kiedy z niego zszedł i bezsilnie opadł na koc obok zastanawiał się nawet, czy właśnie tak czuł się Bletchley po każdym ich wspólnym razie, bo aż drżały mu nogi. Kiedy się chociaż trochę uspokoił, naciągnął na siebie bieliznę i przytulił się do jego boku, chcąc skorzystać z kilku ostatnich minut, zanim Cain go od siebie odepchnie, bo wróci do żywych i przypomni sobie, że jest mu za gorąco. To wszystko co chodziło mu po głowie dla kogoś innego musiało pewnie nosić jakieś znamiona koszmaru, ale dla niego? To było bardziej jak aż za dobry sen. Pewnie dlatego słyszał wczoraj ten szum. No bo... Wspólne wakacje były trochę nierealne, prawda?
- Chcesz wodę? - Zapytał ochrypłym głosem, sięgając do torby leżącej gdzieś z boku. - Fajnie by było, gdyby wieczorem przyszła burza. - Mówił cichutko, ale zadziwiająco jak na niego zrozumiale. - Jest wtedy takie przyjemne powietrze. Ale wtedy pewnie zamknęliby ten bar, bo on jest częściowo na otwartym powietrzu.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.